Dziś odbędzie się dopiero 3. w tym roku debiut na GPW. Brakuje chętnych do kupna akcji w ofertach publicznych, a nie wszystkie spółki godzą się na obniżki cen. Statystyka tegorocznych debiutów na warszawskiej giełdzie nie napawa optymizmem, niemniej w najbliższych tygodniach powinna się nieco poprawić. Dzisiaj po raz pierwszy notowane będą akcje Master Pharm, producenta suplementów diety, kosmetyków i wyrobów medycznych, który w ofercie pierwotnej (IPO) pozyskał 29,1 mln zł.
Warszawska giełda: Na parkiet nikomu się nie spieszy / DGP
W piątek odbędzie się debiut Polskiego Banku Komórek Macierzystych, którego oferta warta była ponad 56 mln zł. Już po długim majowym weekendzie na GPW powinien pojawić się deweloper i2 Development, który niedawno zamknął IPO warte 34 mln zł. W kolejce do debiutu wkrótce powinien ustawić się też dom maklerski X-Trade Brokers, który właśnie prowadzi ofertę publiczną. Przy cenie 11,5 zł za akcję jej wartość powinna sięgnąć niemal 189 mln zł.
Debiuty te nie zmieniają faktu, że początek tego roku jest jednym z najsłabszych pod tym względem w ciągu ostatnich 12 lat. Z dwoma IPO i debiutami do 27 kwietnia gorszy był tylko początek 2006 r., kiedy na GPW weszła jedna spółka.
Reklama
Dzisiejszy debiutant, Master Pharm, już wcześniej próbował wejść na GPW, ale w końcówce 2015 r. zawiesił ofertę z powodu niekorzystnej sytuacji na rynku. – Teraz zmieniła się na lepszą, w związku z czym podjęliśmy decyzję o kontynuowaniu oferty. Spotkała się ona z dużym zainteresowaniem głównie wśród inwestorów instytucjonalnych – twierdzi Jacek Franasik, prezes Master Pharm.

Reklama
O dużym zainteresowaniu spółką, szczególnie wśród inwestorów indywidualnych, mówi też Polski Bank Komórek Macierzystych. W jego ofercie średnia stopa redukcji zapisów złożonych na akcje przez drobnych graczy wyniosła 46 proc. Prawie 32-proc. redukcją zapisów w tej grupie pochwaliło się też i2 Development.
Przedstawiciele domów maklerskich o nastrojach na rynku debiutów wypowiadają się jednak nieco ostrożniej.
– Akcje dla inwestorów indywidualnych stanowią zwykle małą część oferty, a większość papierów kierowana jest do instytucji. W tej sytuacji doprowadzenie do redukcji zapisów nie jest wielkim wyzwaniem. Trudno nazwać to sukcesem – wskazuje szef działu analiz jednego z domów maklerskich.
O tym, że sytuacja sprzedających akcje faktycznie nie do końca jest komfortowa, mogą świadczyć ostateczne ceny transakcyjne w ofertach pierwotnych. Polski Bank Komórek Macierzystych sprzedał papiery 47 zł za sztukę, o 29 proc. taniej niż wyniosła cena maksymalna, a w i2 Development obniżka wyniosła 31 proc. – do 20 zł. Archicom zredukował cenę o 22,5 proc. – do 15,5 zł, zaś Master Pharm o 14,3 proc. – do 6 zł.
Ceny emisyjnej wyznaczonej na 24,5 zł nie zmieniało Sare, które zadebiutowało w 2016 r. jako pierwsze. Efekt był taki, że spółka sprzedała niewielką część akcji, przy czym w ofercie w ogóle nie wzięli udziału inwestorzy instytucjonalni.
– Nie dla każdego potencjalnego debiutanta spotkanie się w pół drogi przy negocjowaniu ceny może być satysfakcjonujące – kwituje Roland Paszkiewicz z CDM Pekao. I dodaje, że spełnieniu oczekiwań firm i akcjonariuszy sprzedających akcje nie sprzyja m.in. spadek dostępnego kapitału na giełdzie. Słabe są napływy do funduszy inwestycyjnych, niechętnie na GPW zagląda zagranica. Także OFE od czasu reformy ostrożnie wybierają akcje.
Organizatorzy emisji akcji przyznają, że ostatnia stabilizacja notowań na giełdzie nieco poprawiła nastroje na rynku i nastawienie do debiutantów, ale inwestorzy wciąż nie obniżają oczekiwań.
Krzysztof Polak, dyrektor BM Alior, dodaje, że tegoroczne IPO raczej nie rozgrzewają i nie przyciągają nowych inwestorów. – Bardziej aktywizują tych, którzy już wcześniej weszli na rynek kapitałowy. U nas w kwietniu liczba rachunków wzrosła głównie z powodu bardzo dobrze przyjętych emisji obligacji Alior Banku. Oferty pierwotne na GPW miały na to minimalny wpływ – wskazuje.
Dyrektor analiz CDM Pekao dodaje, że do wyraźnego ożywienia na rynku IPO potrzebny jest dłuższy niż jeden kwartał okres wzrostów indeksów na GPW i kilka następujących po sobie debiutów, które dadzą dwucyfrową stopę zwrotu w stosunku do ceny emisyjnej.
Ostrożnością wykazują się też potencjalni emitenci i debiutanci. – Ci, z którymi rozmawiamy o ewentualnym wejściu na GPW, obawiają się o los OFE. Część nie do końca jest jeszcze przekonana, że nie dojdzie do całkowitej likwidacji funduszy. Do podjęcia ostatecznej decyzji potrzebują kategorycznej decyzji rządu, że nie planuje takich działań – mówi przedstawiciel jednego z brokerów.
O tym, że na razie wśród spółek wyścigu na GPW nie widać, mogą świadczyć dane Komisji Nadzoru Finansowego. Obecnie pracuje ona nad siedmioma prospektami emisyjnymi firm wybierających się na główny rynek akcji. Zawieszone są za to prace nad aż 21 dokumentami.
W KNF znalazł się ostatnio m.in. prospekt Raiffeisen Polbanku, który kilka lat temu zobowiązał się przed nadzorem do upłynnienia części akcji na giełdzie.
– Sądzę, że inwestorzy chłodno przyjmą ofertę tej instytucji. Głównie z powodu problemu z kredytami frankowymi i niskiej rentowości banku. Złożenie prospektu traktowałbym przede wszystkim w kategoriach wypełniania zobowiązań wobec nadzoru – ocenia Marcin Materna, analityk w Millennium DM.
Jeszcze w tym roku trzy oferty o wartości ok. 200 mln zł łącznie chce przeprowadzić DM BOŚ. W 2016 r. ma on na koncie już dwie oferty – Sare oraz i2 Development. – Będzie to zależało od nastrojów na rynku kapitałowym – zapowiada Agnieszka Wyszomirska, dyrektor wydziału obsługi emisji DM BOŚ.
O dwóch ofertach do końca roku mówi Dom Maklerski ING. Z kolei DM mBanku, który sprzedawał akcje jutrzejszego debiutanta PBKM, planuje jeszcze dwie-trzy takie transakcje na rynku głównym GPW. O paru transakcjach w najbliższych miesiącach mówi z kolei DM BZ WBK.
Brokerzy podkreślają, że słaby rynek ofert pierwotnych ma wpływ na wyniki domów maklerskich, które od dwóch lat tracą na swojej podstawowej działalności.