Dlatego piątkowe notowania warto zapamiętać, jako ledwie próbę znalezienia równowagi po wtorkowym przesileniu, które pozostało najważniejszym wydarzeniem ostatnich dni i definiuje obraz minionego tygodnia. Do wtorku rynek był zawieszony pomiędzy dwoma trendami. Spadkowy prowadził WIG20 od początku roku a wzrostowy od czerwcowego dołka. Silniejszym okazał się spadkowy a przebicie letniego trendu stało się wezwaniem do korekty. Trzeba odnotować, iż już przed wtorkiem WIG20 szukał przeceny po zawahaniu na trendzie wzrostowym, więc awersja do ryzyka wywołana słabością złotego i napięciem politycznym wokół Syrii jawi się, jako dobrze wykorzystany pretekst przez najpierw realizujących zyski a później uciekających przed przeceną. 

Fakt, iż do wtorkowego zamknięcia popyt i podaż nie ugrały zbyt wiele wymusza zawieszenie ocen do czasu wyczerpania się lokalnego trendu bocznego. Nie oznacza to jednak, iż obserwowana od środy konsolidacja nie niesie ryzyk. W istocie dla zwolenników analizowana kondycji rynku przez pryzmat wykresów, konsolidacja jest wezwaniem do spekulacji o klasycznym układzie ruch, konsolidacja, ruch, który zapowiada kolejną falę spadkową. W efekcie do czasu zanegowania układu i mocnego ruchu w górę należy oczekiwać spadku WIG20 do 2300 pkt. Jeśli gdzieś można szukać zagrożeń dla prostego zrealizowania scenariusza spadkowego, to jest nim zbiór czynników, który zdominuje zachowanie rynku w pierwszej połowie września.

Już w nowym tygodniu giełdy będą zderzały się z powrotem napięcia na Bliskim Wschodzie i danymi makro z USA, które będą czytanie tylko i wyłączenie w kontekście pytania, co zrobi Fed w połowie września. Trudno będzie również zapomnieć rynkowi o obietnicy ministrów, iż przełom sierpnia i września przyniesie decyzje o przyszłości OFE. Z takiej mieszanki rynek może zbudować głównie większą zmienność, która nie będzie sprzyjała trwałości trendów i czytelności handlu.

Adam Stańczak