Ostatnia kwietniowa sesja na warszawskim parkiecie przebiegała według dobrze znanego ostatnio schematu. Po początkowej niewielkiej zwyżce, wskaźniki szybko poszły w dół, nie zważając na dobre nastroje na pozostałych giełdach. Nadal więc podążamy własną ścieżką, konsekwentnie prowadzącą w dół. Zyskujący na otwarciu 0,2 proc. WIG20 zdołał utrzymać się nad kreską jedynie przez kilkanaście minut. Poziom 2300 punktów szybko się oddalił z pola widzenia byków.

Indeks jeszcze przed południem znalazł się 30 punktów niżej, tracąc ponad 1 proc. W tym czasie DAX o tyle samo szedł w górę. Wszystkie nasze indeksy podążały zgodnie za wskaźnikiem blue chips, choć w ich przypadku skala spadku była o połowę mniejsza. Odrabianie strat przychodziło z niemałym trudem. Wczesnym popołudniem WIG20 tracił 0,6 proc.

W gronie największych spółek w pierwszych minutach handlu negatywnie wyróżniały się tracące niemal 2 proc. akcje Tauronu, Niewiele im ustępowały papiery Asseco i PGNiG. Walory Pekao zniżkowały o ponad 1 proc., a tuż z a nimi plasowały się papiery PKO. Przed południem o 4,4 proc. w dół szły akcje BRE. To dość dziwne zachowanie, w kontekście ogłoszonych przez bank wyników, które okazały się znacznie lesze niż się spodziewano, zostało w kolejnych godzinach skorygowane i akcje spółki wyszły nieznacznie nad kreskę. Po południu w okolicach wtorkowego zamknięcia znajdowały się oprócz BRE, akcje Banku Handlowego, PKN Orlen i Synthosu. Samotną gwiazdą, zwyżkującą chwilami niemal 6 proc. były papiery Telekomunikacji Polskiej. O ponad 1,5 proc. w górę szły walory Kernela.

Na szerokim rynku uwagę zwracał ponad 2 proc. spadek notowań akcji Azotów Tarnów. To reakcja na odwołanie prezesa spółki. Po PGNiG i Mostostalu Warszawa to już trzecia w ostatnich dniach zmiana szefa firmy. Każda z tych decyzji skutkowała silnymi spadkami kursów. Momentami o 12 proc. w dół szły walory Amrestu, który rozczarował wynikami za pierwszy kwartał, ponosząc stratę, sięgającą ponad 9 mln zł. Niemal 3,5 proc. traciły akcje Polimeksu.

Na głównych giełdach europejskich początkowo nastroje były całkiem niezłe. Wskaźniki w Paryżu i Londynie zyskiwały na otwarciu po 0,3 proc., a DAX szedł w górę o 0,7 proc. Wskaźnik we Frankfurcie zwiększył skalę zwyżki do ponad 1 proc. i choć podaż trochę przycisnęła, to przez większą część dnia trzymał się 0,5-0,7 proc. nad poziomem wtorkowego zamknięcia. Znacznie gorzej radziły sobie CAC40 i FTSE, które już przed południem traciły po 0,2-0,3 proc.

Niedźwiedziom sprzyjały kiepskie informacje makroekonomiczne, ale nie były w stanie w pełni ich wykorzystać, szczególnie na parkiecie we Frankfurcie. Mocno rozczarowała sprzedaż detaliczna w Niemczech, spadając o 2,8 proc. Stopa bezrobocie utrzymała się u naszych zachodnich sąsiadów na poziomie 6,9 proc., a w strefie euro wzrosła z 12 do 12,1 proc. Niższa niż się spodziewano inflacja w euro landzie, sięgająca zaledwie 1,2 proc. (spodziewano się, że wyniesie 1,6 proc.) wzmocniła oczekiwania na obniżkę stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny.

Niejednoznaczne dane napłynęły z amerykańskiej gospodarki. Indeks cen domów w największych miastach wzrósł o 9,3 proc. Wskaźnik nastrojów konsumentów skoczył z 61,9 do 68,1 punktu. Rozczarował natomiast wskaźnik aktywności gospodarczej w rejonie Chicago, spadając z 52,4 do 49 punktów, czyli poniżej bariery 50 punktów, oznaczającej regres. Ta ostatnia informacja zaważyła ostatecznie na nastrojach inwestorów. Indeksy na Wall Street po godzinie handlu traciły po 0,4-0,5 proc.

WIG20 zakończył sesję zwyżką o 0,7 proc., WIG wzrósł o 0,6 proc., mWIG40 zyskał 0,5 proc., a sWIG80 zwyżkował o 0,4 proc. Obroty wyniosły 811 mln zł. 

Roman Przasnyski