Wzrostowi papierów towarzyszyło umocnienie złotego oraz dobre sesje w otoczeniu warszawskiego parkietu z nowym rekordem trendów na Wall Street. Na wzrostowej mieszance GPW zdołała zbudować jednoprocentową zwyżkę WIG20 z obrotem, który tylko w gronie dwudziestu największych spółek wyniósł blisko 1 miliard złotych. Na szerokim rynku obrót zbliżył się do blisko 1,15 miliarda, z czego 800 milionów przypadło na spółki wzrostowe.

Wprawdzie blisko połowa aktywności grających w WIG20 przypadła na dwie spółki, które rynek uznaje za szykujące się do wypłaty dużej dywidendyKGHM i PZU – ale i bez tak istotnego czynnika, sesja wpisała się w obserwowaną ostatnio zmianę klimatu w Warszawie. W istocie od ostatniego piątku, który przyniósł czytelne zwyżki cen polskich obligacji i umocnienie złotego, wokół GPW zrobiło się cieplej a trzymiesięczna przecena, której częścią były także słabość złotego i wzrost rentowności długu, zdaje się być opanowana. W praktyce jednak powiązanie nastrojów rynku w Warszawie z czynnikami takim, jak kondycja złotego czy obligacji niesie ryzyka przesunięcia uwagi poza siłę spółek. Na dziś jednak można mówić o ociepleniu atmosfery po bardzo słabym I kwartale.

Dla inwestorów, którzy starają się czytać kondycję rynku przez pryzmat analizy technicznej środowe notowania nie są przełomem. W przypadku WIG20 wzrost o 1 procent jest tylko częścią konsolidacji, która mrozi wykres od końcowego tygodnia marca. W sumie indeks pozostaje zawieszony pomiędzy granicami trendu bocznego z marcowym minimum na południu oraz atakowanym dziś rejonem 2385 pkt., który okazał się poza zasięgiem strony popytowej. W efekcie na przesilenie techniczne, które potwierdzi zmianę klimatu w Warszawie, trzeba jeszcze poczekać. W praktyce oznacza to, iż kolejne dni powinny minąć na próbie pokonania rejonu 2385-2400 pkt. i pilnej obserwacji skorelowania GPW z instrumentami, które stały się bazą do wyciszenia spadkowych nastrojów z pierwszych miesięcy roku.

Adam Stańczak