W istocie pomijając krótkie epizody rynek oglądany przez pryzmat WIG20 niemal cały dzień dryfował w okolicach 2575 pkt., by skończyć sesję na poziomie 2572 pkt. W sumie zmiana wyniosła ledwie 0,19 procent i przełożyła się na zwyżkę indeksu w skali tygodnia o 0,6 procent.

Fakt, iż dzisiejsza sesja nie niosła większych emocji pozwala umieścić rozdanie w kontekście zachowania rynku w miesiącu styczniu, który przyniósł korektę doskonałej końcówki roku. W takiej perspektywie patrząc najważniejszą sesją tygodnia była środowa, która zapisała się, jako dzień kontry kupujących w pobliżu poziomu 2500 pkt. Zarówno czwartkowe, jak i piątkowe notowania był już tylko prostą konsekwencją ówczesnej aktywności kupujących. Niestety zarówno czwartek, jak i piątek jednoznacznie pokazują, iż stosunkowo łatwo przyszło skontrowanie sprzedających, ale znacznie trudniej jest o powrót do zwyżek oraz atak na 2600 pkt.

Efektem jest skonsolidowanie się rynku pomiędzy dwoma psychologicznymi barierami, które stały się punktem odniesienia dla ocen kondycji popytu i podaży. Końcówka tygodnia, jak i cały tydzień, były więc niczym więcej niż odnalezieniem przez rynek równowagi na poziomach, z których jest równie daleko do 2500 pkt., jak i do nowego maksimum trendu wzrostowego. W praktyce pozwala to oczekiwać spokojnego początku nowego tygodnia i dalszego wyciszenia na oswojonych w bieżącym tygodniu poziomach. Pochodną powinna być konsolidacja, której zakończenie pozwoli ocenić krótkookresowy układ sił na rynku.

W szerszej perspektywie od blisko miesiąca całość notowań sprowadza się do korekty półrocznej zwyżki, która podniosła WIG20 o około 600 pkt. Na tym tle 100-punktowa korekta nie niesie poważniejszych zagrożeń. Środowa sesja pokazuje, iż na rynku dominują gracze, którzy oczekują wyższych poziomów w perspektywie kilkunastu tygodni, jaki i kilku miesięcy. Dla graczy operujących w takim horyzoncie czasowym dalsze spadki będą niczym więcej niż okazją do zakupów na korekcie. Preferujący scenariusze krótkookresowe muszą jednak zachować dystans między innymi ze względu na niosącą ryzyka kolejną batalię polityczną w USA, tym razem o limit wydatków rządowych. 

Adam Stańczak