O licencję nadzoru stara się aż dziewięć TFI. Będą czekać.
Krajowym funduszom inwestycyjnym przybył kolejny konkurent. O inwestorów zaczyna walczyć Templeton Asset Management (Poland) TFI. Firma, która w listopadzie dostała od Komisji Nadzoru Finansowego licencję na prowadzenie działalności, kilka dni temu wprowadziła na rynek trzy nowe subfundusze inwestycyjne. A kolejnych chętnych na wejście do branży towarzystw funduszy inwestycyjnych nie brakuje. Licencję ma już w sumie 61 TFI, a w KNF znajduje się obecnie 13 wniosków o utworzenie towarzystw, z czego w dziewięciu przypadkach postępowania są w toku.
– To efekt rosnącej zamożności Polaków. Mamy coraz większe oszczędności, co widać po rosnących depozytach bankowych, które są jednak bardzo słabo oprocentowane. Inwestorzy poszukują lepszych stóp zwrotu, co napędza rynek TFI i funduszy – wskazuje Grzegorz Witkowski, prezes Insignis TFI, które stara się o zezwolenia KNF na prowadzenie działalności, a utworzone zostało w maju 2015 r.
Wśród chętnych na zgodę KNF nie brakuje jednak takich, którzy czekają na nią już bardzo długo. Przykładem może być Everest TFI, które wniosek złożyło w 2013 r. i nadal jest on procedowany. Jego przedstawiciele nie komentują przyczyn przedłużającego się oczekiwania na zielone światło. Z rozmów DGP z osobami blisko związanymi z branżą TFI wynika, że od kilku lat coraz częściej obserwują przeciąganie procedur.
Reklama
– Jeszcze trzy, cztery lata temu kancelarie prawne bez większych problemów dawały ustne gwarancje, że uzyskiwanie licencji nie będzie trwało dłużej niż rok. Teraz już nie chcą składać takich zobowiązań – wskazuje członek zarządu jednego z TFI.

Reklama
Dodaje, że z opinii, jakie pojawiają się na rynku, wynika, iż nadzór najbardziej łaskawie przygląda się TFI, za którymi stoją duzi inwestorzy, m.in. grupy finansowe czy banki, które w razie problemów będą w stanie wesprzeć towarzystwo nowym kapitałem. Dla pozostałych droga po licencję zaczęła się wydłużać. Sama Komisja zapewnia, że terminy w KNF nie zmieniły się w ostatnim czasie.
– Długość postępowań zależy od jakości wniosku i tempa jego uzupełniania – wskazuje Łukasz Dajnowicz z KNF.
Oczekiwanie na zgodę nie oznacza, że z zarządzaniem funduszami inwestycyjnymi i pozyskiwaniem klientów trzeba czekać do jej uzyskania. Na rynku przybywa funduszy w formule white label. To te działające pod własną marką i zarządzane przez osoby oczekujące na zgodę KNF, ale otwierane i rejestrowane przez TFI już działające.
– TFI reprezentujące fundusz pobiera wynagrodzenie za jego administrowanie. Zwykle w skali roku to ok. 200 tys. zł. Do tego zarządzający ponoszą koszty związane z działalnością funduszy – wskazuje Grzegorz Pietrucha, do niedawna członek zarządu Everest Investments.
Na takie rozwiązanie zdecydował się Grzegorz Witkowski, który z Marcinem Petelskim od czerwca 2015 r. zarządza funduszem zamkniętym Insignis. Został zarejestrowany w KNF przez Trigon.
– W czasie pierwszej emisji certyfikatów w połowie 2015 r. Insignis FIZ bez udziału żadnej zewnętrznej dystrybucji pozyskał 65 mln zł. Tyle samo inwestorzy powierzyli nam w grudniu – informuje Grzegorz Witkowski.
O licencję na TFI coraz częściej starają się też nie tylko firmy, które mają pomnażać pieniądze innych. Jak dowiedział się DGP, na zgodę czeka np. wniosek Skanskiej, znanej przede wszystkim z rynku budowlanego.
– Utworzenie własnego TFI jest związane z działalnością grupy na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. W ostatnich latach znaczny wzrost liczby projektów oraz zdecydowanie wyższy wolumen transakcji sprawił, że grupa dostrzegła potrzebę stworzenia własnego TFI – tłumaczy Agata Skowrońska-Domańska, dyrektor finansowy Skanska Commercial Development Europe.
Wśród firm, w tym tych działających na rynku nieruchomości, korzystanie z możliwości, jakie dają TFI i ich fundusze zamknięte (FIZ), jest bardzo popularne. Jedną z najważniejszych zalet przeniesienia aktywów do FIZ jest optymalizacja podatkowa. Fundusze takie są zwolnione z podatku dochodowego i mogą reinwestować całość osiąganych zysków.