Sama określiłaby się pani bardziej jako „jastrząb” czy „gołąb”, jeśli chodzi o prowadzenie polityki pieniężnej?
Powiedziałabym raczej, że jestem zwolenniczką podejścia „fit and proper”. Czyli rozwagi i odpowiednio elastycznej reakcji - takiej, by jak najlepiej realizować cele RPP. Wszyscy wiemy, że w tej chwili największym wyzwaniem, z którym mierzą się praktycznie wszystkie banki centralne, ale też władze fiskalne właściwie na całym świecie, jest walka z wysoką inflacją. Władze fiskalne, ze względu na wzrost kosztów działania firm i kosztów utrzymania gospodarstw domowych związany z szokami energetycznymi, wprowadzają różnego typu działania osłonowe. To powoduje, że większy ciężar spoczywa na polityce pieniężnej. I trzeba prowadzić ją tak, by zarówno trwale obniżała inflację do średniookresowego celu NBP, jak i umożliwiała utrzymanie aktywności gospodarczej.