Według Głównego Urzędu Statystycznego w listopadzie zauważalnie wzrosła zarówno produkcja budowlana, jak i podaż mieszkań. Od stycznia do listopada oddano ich o 5,3 proc. więcej niż rok temu. Kwitnie przede wszystkim budownictwo indywidualne realizowane głównie przez osoby fizyczne na użytek własny.

Tu wzrost wynosi aż 18,8 proc. W skali roku nieco gorzej wypadają deweloperzy (od stycznia do listopada spadek o 2 proc.), ale oni również nadrabiają straty - w minionym miesiącu oddali 16,2 tys. mieszkań. To oznaczałoby najlepszy listopad co najmniej od 2005 r. oraz wzrost o 34 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem i o 19 proc. z listopadem ub.r.
Mieszkaniówka bije zatem rekordy. „Jest już niemal pewne, że w bieżącym roku powstanie w Polsce ok. 230 tys. nowych domów i mieszkań” - wskazują analitycy HRE Investments. Ten wynik byłby najlepszy od 30 lat. Optymizmem napawa też branże liczba wydawanych pozwoleń. Firmy rozpoczęły projekty, dzięki którym powstanie ok. 12,9 tys. mieszkań. „To wynik zbliżony do historycznych maksimów. Potwierdza, że deweloperzy postrzegają koniunkturę pozytywnie pomimo demonizowanych przez wielu obserwatorów podwyżek stóp procentowych” - oceniają analitycy HRE.
Rynkowe wzmożenie przekłada się na pozytywne dane z produkcji budowlano-montażowej. Według wstępnych danych w porównaniu z listopadem 2020 r. wzrosła bowiem o 12,7 proc. Rośnie w kategorii robót zarówno inwestycyjnych, jak i remontowych.
Branży daleko jednak do hurraoptymizmu. Same firmy budowlane pytane przez GUS tonują nastroje. Podana przez urząd wczoraj koniunktura w budownictwie wyliczana na podstawie ankiet spadła bowiem do poziomu -15,4 pkt.
Niepokój podzielają najwięksi gracze w branży. Paweł Kisiel, prezes Grupy Atlas, która prognozuje, że przychody na koniec tego roku mogą być o 10 proc. wyższe niż w ub.r., wskazuje na wiele wyzwań, z którymi będzie borykał się sektor.
Branża się rozwija i wiele wskazuje na to, że ten rok również będzie rekordowy. Obawia się jednak przyszłości / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
- Sytuacja w branży budowlanej jest tylko z pozoru dobra. Wprawdzie popyt na materiały i usługi jest, ale równocześnie otacza nas ogromna rynkowa niepewność. Dotyczy ona nieprzewidywalności w zakresie kosztów wytwarzania materiałów. Głównie chodzi o stale rosnące ceny surowców i dotkliwe problemy z ich dostępnością, a także o rosnące koszty energii i koszty pracy - wskazuje. I dodaje, że w związku z inflacją wyzwaniem jest także wzrost kosztów usług remontowo-budowlanych, który wprost przekłada się na wartość inwestycji. - Tym samym inwestorzy, którzy chcą rozpocząć budowę i ubiegają się np. o kredyt w banku, tak naprawdę nie wiedzą dziś, o jaką kwotę wnioskować - argumentuje prezes Atlasa.
Inwestorzy obawiają się też spadku popytu za sprawą rosnących stóp procentowych. Zdaniem ekonomistów z Centrum Analiz PKO BP wraz z zaostrzającą się polityką kredytową banków będzie to powodem malejącego popytu. W efekcie ceny również powinny wyhamować. „W scenariuszu bazowym zakładamy osłabienie wzrostu cen mieszkań w kolejnych kwartałach 2022. Oceniamy, że w ciągu roku ceny mieszkań wzrosną o ok. 5 proc.” - piszą w swojej analizie.
Czynnikiem stymulującym rynek w przyszłym roku może być jednak mający wejść w życie pod koniec maja rządowy program „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Część analityków ma jednak wątpliwości, czy faktycznie przełoży się on na radykalny wzrost popytu w mieszkaniówce. „Nieznane są jeszcze szczegóły konkretnej oferty banków, a liczne ograniczenia nałożone na potencjalnych beneficjentów mogą spowodować, że realna wielkość tej grupy będzie niewielka. Część nowego popytu popłynie również na rynek wtórny lub zostanie zaspokojona budową domów jednorodzinnych” - wskazuje w swojej analizie Marcin Jański, szef sektora inwestycji mieszkaniowych i alternatywnych w CBRE. ©℗