Spadek kursu złotego, z jakim mieliśmy do czynienia w ostatnich tygodniach, zwiększył wartość zadłużenia krajowych podmiotów spłacających kredyty w obcych walutach.
W końcu września w bilansach banków znajdowały się hipoteki we frankach o wartości 80,8 mld zł. Spadki kursu z października i listopada windują tę kwotę do ponad 85,5 mld zł. Osłabienie złotego sprawiło, że w ciągu niespełna dwóch miesięcy ówczesna kwota do spłaty zwiększyła wartość zadłużenia o 3,9 mld zł.
Przedstawiając wyniki finansowe za pierwsze trzy kwartały tego roku, część bankowców zwracała uwagę, że deprecjacja naszej waluty spowalnia tempo zmniejszania się portfela kredytowego uważanego za największy czynnik ryzyka dla naszego sektora.
Rosnąca wartość należności do spłaty z punktu widzenia kredytobiorców oznacza też coraz większe straty wynikające z deprecjacji. - Bank pozostaje otwarty na zawieranie porozumień z kredytobiorcami bez względu na poziom kursu walutowego w danym momencie, nawet gdy oznacza to, że koszt dla banku jest większy, gdy złoty jest osłabiony - zapewnia jednak Iwona Jarzębska, rzecznika Millennium. Ta instytucja na znaczącą skalę zawiera porozumienia z frankowiczami.
Ale są również kredyty mieszkaniowe w innych walutach, przede wszystkim w euro. Ich wartość we wrześniu to 21,4 mld zł. Spadek kursu naszej waluty spowodował wzrost zadłużenia o ok. pół miliarda złotych.
Kredyty w walutach mają również firmy. W sumie walutowe zadłużenie klientów krajowych banków wynosiło we wrześniu 228,1 mld zł. W końcu października, jak wynika z danych opublikowanych wczoraj przez Narodowy Bank Polski, urosło do 229,8 mld zł. Uwzględniając listopadowy 2-proc. spadek kursu złotego wobec euro, wzrost tego zadłużenia można szacować na 4,6 mld zł.
Ogółem zadłużenie zagraniczne Polski wynosiło w końcu czerwca (nowszych danych nie ma) niemal 1,4 bln zł. Gdyby jego wartość w euro się nie zmieniała, osłabienie naszej waluty wobec unijnej powodowałoby wzrost o ponad 50 mld zł (euro nie jest jedyną walutą, w jakiej denominowane jest to zadłużenie).
Po drugiej stronie są zyski tych, którzy mieli na kontach waluty obce. W końcu października depozyty walutowe w krajowych bankach miały wartość 190,5 mld zł, z czego 110,1 mld zł przypadało na klientów indywidualnych. Udział depozytów walutowych w całości środków zgromadzonych na rachunkach klientów indywidualnych w październiku br. był najwyższy od końca 2007 r.
Deprecjacja złotego uderza bezpośrednio w kredytobiorców walutowych, ale może oznaczać też wyższe koszty dla spłacających pożyczki w krajowej walucie. Powód? Może się okazać, że zmniejszenie inflacji będzie wymagało większych podwyżek stóp procentowych. W październiku i listopadzie Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła główną stopę banku centralnego z 0,1 proc. do 1,25 proc. Najbliższe posiedzenie RPP jest zaplanowane na 8 grudnia.
„Podnosząc stopy procentowe, ale jednocześnie starając się nie doprowadzić do umocnienia złotego, RPP ma mniejsze szanse powodzenia. Aby osiągnąć ten sam efekt antyinflacyjny w relatywnie krótkim czasie bez pomocy kanału kursowego RPP musiałaby podnieść stopy procentowe nie o 1,25 pkt, lecz o dodatkowe 4 pkt proc. do ponad 5 proc.” - napisali we wtorkowym komentarzu ekonomiści Banku Handlowego. Zastrzegali, że to „zgrubne szacunki”.
Udział depozytów i kredytów walutowych / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
W pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku wartość kredytów w naszym sektorze bankowym zwiększyła się o 52,3 mld zł - wynika z opublikowanych wczoraj przez bank centralny danych. „Zmiany transakcyjne”, wynikające z zadłużania się i spłat, były o niemal 3,7 mld zł mniejsze.
Wartość kredytów dla gospodarstw domowych zwiększyła się w październiku o niemal 5,5 mld zł, osiągając 825,7 mld zł. Według Biura Informacji Kredytowej sprzedaż kredytów hipotecznych i pożyczek gotówkowych była o ponad jedną czwartą większa niż rok wcześniej. Depozyty ludności urosły w skali roku o 6,4 proc., do niemal 1,04 bln zł. Firmy miały na kontach 407,6 mld zł, o 7,8 proc. więcej niż rok wcześniej. ©℗