Ponowne włączenie reguły wydatkowej wymusi spadek deficytu sektora finansów publicznych. A to obniży dług – wynika ze strategii zarządzania nim do 2024 r., którą wczoraj przyjął rząd.
Zgodnie z prognozami zawartymi w strategii przed nami jeszcze dość mocny wzrost zadłużenia w przyszłym roku. O ile w 2020 r. państwowy dług publiczny miałby wynieść 50,4 proc. PKB, to w 2021 r. ma się on zwiększyć do 52,7 proc. PKB. Podobnie jest z zadłużeniem wyliczanym według metodologii unijnej: w tym roku sięgnie ono 61,9 proc. PKB, w przyszłym wyniesie 64,1 proc. PKB.
Większy dług to pochodna rekordowo wysokiego deficytu w finansach publicznych w tym roku i utrzymania go na podwyższonym poziomie również w roku przyszłym. Ale przede wszystkim to efekt spadku gospodarczego wywołanego przez tegoroczną walkę z pandemią i mozolnego odrabiania strat w kolejnych latach. Zgodnie z założeniami do projektu budżetu, również przyjętego wczoraj przez rząd, wzrost PKB w 2021 r. ma wynieść 4 proc. – po spadku o 4,6 proc. w tym roku.
Podwyższony dług mógłby być kłopotem, bo zarówno agencje ratingowe, oceniając wiarygodność kredytową krajów, jak i Komisja Europejska, która rozlicza państwa członkowskie z ich budżetowych polityk, bacznie przyglądają się temu, jak kształtuje się zadłużenie. Ale tym razem wzrost długu raczej ujdzie rządowi na sucho. Bo, po pierwsze, Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem, inne kraje, walcząc z pandemią, mają podobny problem i na tym tle wypadamy dobrze. Premier Mateusz Morawiecki, prezentując wczoraj projekt budżetu, zwracał uwagę, że Polska ze swoim długiem – nawet po kryzysowym wzroście – mieści się w europejskiej średniej.
Reklama
Po drugie, rząd deklaruje w przyjętej wczoraj strategii, że celem jest jego stopniowe obniżanie w kolejnych latach – od 2022 r. zadłużenie w relacji do wielkości gospodarki będzie już spadać. Z jednej strony ma to być efekt utrzymania wzrostu gospodarczego (choć ma on spowolnić do 3,4 proc. w 2022 r. i 3 proc. w latach 2023 i 2024), z drugiej powrotu reguły wydatkowej. To ona określa limit wydatków państwa na dany rok, uwzględniając przy tym stan gospodarki, ale też wielkość zadłużenia. Im jest ono większe, tym bardziej zaostrzona reguła wymusza na rządzie oszczędności w wydatkach. W tym roku ze względu na pandemię została ona zupełnie wyłączona, w przyszłym będzie działała jeszcze w okrojonej formule. Ale od 2022 r. sposób wyliczania wydatków będzie niemal taki, jak przed kryzysem. Co oznacza spadek deficytu finansów publicznych.

Reklama
A to właśnie od jego poziomu bezpośrednio zależy wielkość długu. Zgodnie ze strategią w 2022 r. państwowy dług publiczny wyniesie już 51,4 proc. PKB, by spaść poniżej 50 proc. PKB w dwóch kolejnych latach. Zadłużenie liczone według unijnego standardu zmaleje natomiast do 63,1 proc. PKB w 2022 r. i 61,9 proc. PKB w 2023 r. Co szczególnie ważne, rząd zakłada, że w 2024 r. dług zejdzie poniżej 60 proc. PKB – a więc progu, jaki narzuca nam Unia Europejska w swoich tzw. kryteriach konwergencji. To punkt odniesienia (oprócz limitu deficytu ustalonego na 3 proc. PKB), który ma pokazywać, czy kraj członkowski prowadzi zdyscyplinowaną politykę budżetową, czy raczej folguje sobie w wydatkach.
Założenia rządu są zbieżne z tym, czego oczekują niektórzy ekonomiści. Bank PKO BP opublikował wczoraj raport, w którym ocenia, że spadek długu do około 60 proc. PKB jest bardzo realny nawet wcześniej, około 2023 r. Ekonomiści banku uważają, że swoje budżetowe plany rząd nakreślił z dużym zapasem i tak naprawdę deficyty zarówno w tym, jak i przyszłym roku będą dużo mniejsze od zapisanych w ustawach budżetowych. Zgodnie z nowelizacją tegorocznej (pracuje nad nią już Sejm) dziura między dochodami a wydatkami ma sięgnąć 109,3 mld zł. Według PKO BP będzie to około 100 mld zł. W przyszłym roku deficyt – zgodnie z rządowym projektem – miałby wynosić 82,3 mld zł. Ale ekonomiści banku sądzą, że będzie mniejszy, około 70-miliardowy. Co z kolei będzie oznaczać spadek deficytu sektora finansów nie do 6 proc. PKB – jak wynika z projektu bud żetu – a do 4,4 proc. PKB. Bank swoje bardziej optymistyczne prognozy opiera na dwóch przesłankach. Pierwsza to dobre informacje z wykonania budżetu w ostatnich miesiącach, druga to lepsze, niż zakłada Ministerstwo Finansów, wyniki gospodarki.