Przed trzema miesiącami ekonomiści ankietowani przez DGP spodziewali się, że w tym roku nasza gospodarka urośnie o 4,6 proc. Teraz oczekują wzrostu o 4,4 proc.
Niższe prognozy to w głównej mierze efekt przesunięcia się w dół punktu startowego: słabiej, niż się spodziewano, wypadł II kwartał. Gdy trzy miesiące temu pytaliśmy analityków o ich przewidywania, wskazywali (taka była średnia prognoz), że w II kwartale produkt krajowy brutto będzie o 4,6 proc. wyższy niż rok wcześniej. Okazało się, że wzrost wyniósł jedynie 4,4 proc. To przesunęło w dół całą oczekiwaną ścieżkę wzrostu.
Z nowych prognoz wynika, że do końca roku będzie ona dość stabilna – w granicach 4,2–4,4 proc. w zależności od kwartału. Końcówka roku może okazać się nawet nieco lepsza niż zakończony właśnie III kwartał. Przyczyni się do tego w głównej mierze popyt konsumpcyjny, który zdaniem analityków w drugiej połowie roku powinien rosnąć szybciej niż w pierwszej. To zaś – prócz utrzymującej się dobrej sytuacji na rynku pracy – zasługa realizacji przez rząd obietnic przedwyborczych. W głównej mierze – rozszerzenia programu „Rodzina 500 plus” na jedynaków i pierwsze dzieci.
Reklama

Reklama
Efekt będzie jednak krótkotrwały. W 2020 r. PKB będzie nadal rósł, ale w tempie nieco wolniejszym niż dotąd. Tu prognozy ekonomistów w ciągu ostatnich trzech miesięcy praktycznie się nie zmieniły. Oczekiwany wynik to 3,7 proc.
– To nie będzie na tyle duża zmiana, żeby ona była odczuwalna przez gospodarstwa domowe. Ludzie wciąż będą widzieli poprawę swojej sytuacji. Na pewno ci, których objęło rozszerzenie 500 Plus czy odbiorcy 13. emerytury. Odczucia osób o wyższych wynagrodzeniach mogą być inne. Ci ludzie zarobią relatywnie mniej, bo zapłacą tzw. 30-krotność – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska.
W przyszłym roku nie należy oczekiwać tak spektakularnej jak dotąd poprawy na rynku pracy. Według Borowskiego dotarliśmy na nim już do bariery wzrostu zatrudnienia. W ankiecie DGP widać to w prognozach stopy bezrobocia. W przyszłym roku może ona być już tylko minimalnie mniejsza niż w tym.
O postrzeganiu przez konsumentów kondycji gospodarki i własnej rodziny w dużej mierze decyduje inflacja. Tu zaś panuje duża niepewność. Latem nastąpiło przyśpieszenie wzrostu cen, co – biorąc pod uwagę prognozy z czerwca – okazało się dla rynku zaskoczeniem. Skutek: teraz w górę poszła cała ścieżka inflacji. Jej szczytu ekonomiści oczekują na początku 2020 r. Wtedy ceny mogą rosnąć w tempie 3,6–3,8 proc. w skali roku. Oznaczałoby to, że przekroczony zostanie górny przedział celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego. Ale będzie przekroczony tylko na krótko. Pod koniec przyszłego roku inflacja powinna z powrotem wynosić już mniej niż 3 proc.
A według ekonomistów Credit Agricole może to być i poniżej 2 proc. – Nie spodziewamy się trzeciego z rzędu roku z suszą. Ceny żywności powinny się normalizować, co ze względu na efekty bazy statystycznej będzie oznaczało wyhamowanie inflacji – tłumaczy Jakub Borowski.
Powrót inflacji do celu oznaczać będzie również bezczynność Rady Polityki Pieniężnej, która decyduje o poziomie krótkoterminowych stóp procentowych. Adam Glapiński, prezes NBP i przewodniczący RPP, od dłuższego czasu wskazywał, że zmian stóp może nie być nawet do końca kadencji obecnej Rady (czyli do początków 2022 r.). Z każdym kwartałem jego sugestie stają się coraz bardziej realne. Obecnie za niepodnoszeniem stóp przemawiają spowolnienie gospodarcze na świecie i działania głównych banków centralnych, w tym Europejskiego Banku Centralnego, który zapowiedział ostatnio dalsze zwiększenie dostępności pieniądza.
W ankiecie DGP wzięły udział następujące instytucje: Bank Handlowy, Bank Millennium, Bank Ochrony Środowiska, Bank Pekao, Bank Pocztowy, BNP Paribas Bank Polska, Credit Agricole Bank Polska, Deutsche Bank Polska, ING Bank Śląski, mBank, PKO BP, Polityka Insight oraz Santander Bank Polska.
Na początku 2010 r. inflacja może skoczyć do 3,6–3,8 proc.
Inflacja lekko nad celem