Dla ponad 13 mln Polaków w niemal połowie powiatów deklaracja Jarosława Kaczyńskiego, że za kilka lat pensja minimalna wyniesie 4 tys. zł, to równocześnie zapowiedź podwyżek. Powód? Z naszej sondy wynika, że średnia płaca jest tam niższa od poziomu wyznaczonego przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości.
ikona lupy />
DGP
To w dużej części rejony, w których PiS i tak może liczyć na największe poparcie, ale są wśród nich i takie, w których w poprzednich wyborach mocna była Platforma Obywatelska.
Przewidywany przez ekonomistów wzrost zatrudnienia w najbliższych latach sprawi, że średnia nawet w tych powiatach, gdzie zarabia się najmniej, będzie się przesuwać w górę. Ale dane GUS nie obejmują firm zatrudniających mniej niż 10 osób, a to w nich poziom płac jest na ogół niższy.
180 powiatów zamieszkanych przez 13 mln Polaków – w tylu miejscach, jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnia płaca w ubiegłym roku nie przekraczała 4 tys. zł. Czyli była poniżej poziomu płacy minimalnej w perspektywie kilku lat nakreślonego w miniony weekend przez Jarosława Kaczyńskiego, szefa Prawa i Sprawiedliwości. Dla zatrudnionych w tych regionach taka obietnica oznacza znaczący wzrost wynagrodzeń. Dla pracodawców – znaczący wzrost obciążeń.
Dane GUS mówią przy tym o przeciętnym wynagrodzeniu. Zwykle większość osób zarabia mniej od średniej. Wynika to z tego, że na średni wskaźnik znacząco wpływają osoby, które zarabiają najwięcej.
Regiony z niską średnią to głównie wschód i południowy wschód kraju, gdzie PiS tradycyjnie może liczyć na duże poparcie. Ale też np. woj. zachodniopomorskie czy duża część warmińsko-mazurskiego, gdzie w poprzednich wyborach do Sejmu wygrała Platforma Obywatelska. Powiatów ze średnią płacą poniżej poziomu wskazanego przez Kaczyńskiego nie brak również w centralnej Polsce. Średniej nieprzekraczającej 4 tys. zł próżno szukać wśród dużych miast. Tyle zarabiali jednak w ub.r. mieszkańcy kilku byłych miast wojewódzkich (dziś miast na prawie powiatu). To głównie ośrodki na wschodzie kraju, ale też Piotrków Trybunalski czy Skierniewice.
Prawie milion osób mieszka w pięciu powiatach z zarobkami poniżej poziomu określonego przez Kaczyńskiego: nowosądeckim, kieleckim, tarnowskim, nowotarskim i rzeszowskim.
Kwota podana przez Kaczyńskiego może robić wrażenie dziś. Jak spodziewają się ekonomiści, w najbliższych latach płace będą wyraźnie rosnąć. Zakładając, że w poszczególnych powiatach ten wzrost utrzymywałby się na takim samym poziomie jak w ub.r., to w latach 2023–2024, kiedy miałaby być zrealizowana zapowiedź polityka, w kilku najsłabiej radzących sobie powiatach średnia wynosiłaby ok. 4,5 tys. zł. W kilku urosłaby do ponad 10 tys. zł.