Początkowo zimny prysznic, będący konsekwencją cypryjskiego zamieszania, dla naszych inwestorów nie był zbyt dotkliwy. Szczególnie w porównaniu do tego, który można było obserwować w Japonii, gdzie Nikkei spadł o 2,7 proc., Paryżu, Madrycie, czy Mediolanie, gdzie zniżki przekraczały 2 proc. Indeks naszych największych spółek na otwarciu tracił 1,1 proc., a wskaźniki małych i średnich spółek spadały po zaledwie 0,4-0,5 proc. Z czasem jednak sytuacja zaczęła się pogarszać. WIG20 systematycznie tracił na wartości, najpierw łagodnie, później nieco bardziej dynamicznie. W południe dotarł w okolice 2450 punktów, a po godzinn ej obronie tego poziomu niedźwiedzie uszczknęły kolejne 10 punktów. Indeks tracił wówczas 1,9 proc.

Czołówka największych spadkowiczów w gronie blue chips wyłoniła się już w pierwszych minutach handlu. Prym wiodły KGHM, Lotos. Pekao i PKN Orlen. Poranne zniżki nieznacznie przekraczały 1,5 proc., jednak w ciągu dnia ich skala zwiększyła się do 2-2,5 proc., a w przypadku miedziowego kombinatu do 3 proc. Później po piętach deptały im zniżkujące także o 3 proc. walory Synthosu. Honoru spółek defensywnych broniły papiery Telekomunikacji Polskiej, trzymające się kilka dziesiątych procent nad kreską. Momentami dotrzymywały im kroku akcje Tauronu.

Zmienne było nastawienie inwestorów do papierów Asseco. Spółka ogłosiła lepsze niż się spodziewano wyniki finansowe za czwarty kwartał ubiegłego roku, jednak złe nastroje na rynku nie pozwoliły się tym cieszyć. Nie pomogła też zapowiedź wypłaty dywidendy w wysokości 2,4 zł na akcję. Rano walory informatycznej firmy zniżkowały o 1 proc., przejściowo wróciły do poziomu piątkowego zamknięcia, by po południu tracić ponad 2,5 proc. Pechowo zadebiutowały w składzie WIG20 akcje Eurocash, tracąc w warunkach powszechnej dekoniunktury nieco ponad 1 proc.

Na szerokim rynku wyróżniały się zwyżkujące chwilami po ponad 5-6 proc. akcje Kruka i Wasko. Największa w Polsce firma windykacyjna pochwaliła się bardzo dobrymi wynikami za 2012 r., zaś w przypadku Wasko wzrost nastąpił w reakcji na informację o zdobyciu kontraktu o wartości 75 mln zł. O ponad 2,5 proc. w górę szły też papiery LPP. Przekraczającym 3 proc. odreagowaniem mogli cieszyć się posiadacze walorów Gnata, choć w porównaniu do skali poprzednich spadków, marna to pociecha.

Na głównych parkietach europejskich od rana panowały fatalne nastroje. Po szoku, widocznym poprzez sięgające ponad 2 proc. spadki w Paryżu i 1,7 proc. zniżkę we Frankfurcie, inwestorzy nieco ochłonęli i skala przeceny wyraźnie się zmniejszyła. Zdecydowana wyprzedaż akcji trwała zaś cały dzień w Madrycie i Mediolanie, na giełdach krajów najbardziej narażonych na finansowe kłopoty. Papiery hiszpańskich i włoskich banków traciły po 3-5 proc. Momentami o 3 proc. w dół szedł moskiewski RTS. Trudno odgadnąć, czy to bezpośrednia reakcja na opodatkowanie depozytów na tak popularnym wśród Rosjan Cyprze, czy skutek pośredni zamieszania, przenoszący się poprzez giełdy towarowe, na których większość surowców mocno taniała.

Reakcja amerykańskich inwestorów na cypryjskie problemy była umiarkowana, szczególnie, jeśli porównać ją do niemal panicznych zachowań azjatyckich i europejskich kolegów. Jedynie w pierwszych minutach handlu S&P500 tracił 1 proc, a Dow Jones zniżkował o 0,7 proc. Dość szybko skala spadku zmniejszyła się do 0,3-0,5 proc. Niemniej jednak za oceanem mamy drugą z rzędu sesję spadkową, a to w ostatnich czasach stanowi zjawisko niecodzienne. Może się więc okazać, że drobny z pozoru incydent cypryjski stanie się pretekstem do spadkowej korekty.

Na godzinę przed końcem sesji w Warszawie indeks naszych największych spółek tracił 1,5 proc., WIG spadał o 1,3 proc., mWIG40 o 0,4 proc., a sWI80 o 0,7 proc. Obroty wynosiły 585 mln zł. 

Roman Przasnyski