W trakcie środowej sesji warszawski parkiet po raz kolejny demonstrował wyraźną słabość. Tym razem obejmowała ona wszystkie segmenty rynku, choć skala spadku była nieco mniejsza w przypadku małych i średnich firm. WIG i WIG20 zaczęły dzień od spadków, sięgających 0,1-0,2 proc. Sytuacja szybko jednak zaczęła się pogarszać. Wskaźniki systematycznie traciły na wartości, a byki ani przez moment nie były w stanie przeciwstawić się podaży, która z czasem poczynała sobie coraz śmielej.

Wczesnym popołudniem WIG20 ustanowił lokalne minimum, przełamując 2470 punktów i tracąc prawie 0,6 proc. Dopiero przy tym poziomie nastąpiła mobilizacja, wspomagana przez dobre informacje makroekonomiczne zza oceanu.

Sytuacja w gronie największych spółek początkowo nie wyglądała najgorzej. Poranne wahania kursów większości papierów nie przekraczały kilku dziesiątych procent. Wyjątkiem były papiery PZU, zniżkujące rano nieco ponad 1 proc. w reakcji na rozczarowujące dane za czwarty kwartał ubiegłego roku. Zysk netto za cały ubiegły rok już taki zły nie był, a spółka dodatkowo słodziła inwestorom zawód zapowiedzią wypłaty wysokiej dywidendy, która mogłaby sięgnąć nawet 29,9 zł na akcję.

W tej sytuacji to nie akcje PZU okazały się liderem spadków. W ciągu dnia podaż zaczęła mocno przyciskać walory Telekomunikacji Polskiej, które zniżkowały chwilami o 2,7 proc. Po ponad 2,5 proc. w dół szły papiery PKN Orlen i Lotosu., a kroku dotrzymywały ich walory TVN. To zjawisko zastanawiające w kontekście formułowanych ostatnio przez część analityków pozytywnych opinii o wszystkich trzech spółkach. Można podejrzewać, że przyczyną przeceny była chęć realizacji pokaźnych zysków przez część inwestorów. W przypadku pozostałych blue chips sprzedający byli bardziej powściągliwi. Papiery zyskujące na wartości były jednak w mniejszości. Należały do nich akcje Banku Handlowego, Pekao i PKO oraz Bogdanki, GTC i JSW.

Na szerokim rynku można było dostrzec coraz bardziej wyraźną zadyszkę spółek odzieżowych. Co prawda większość z nich szła w górę, ale skala zwyżki sięgała już tylko 1-2 proc. Dobrą passę kontynuowały papiery DSS, zwyżkujące chwilami o ponad 7 proc. W czasie rajdu, trwającego od końca lutego zyskały one ponad 60 proc. Fatalnie radzą sobie walory Ganta. W środę przeceniane były momentami o prawie 9 proc. Od początku drugiej dekady lutego spadek sięga ponad 45 proc.

Na większości europejskich parkietów od rana dominowały kiepskie nastroje. Wskaźniki w Paryżu i Frankfurcie na otwarciu traciły po 0,1-0,2 proc. Najbardziej stabilnie zachowywał się DAX. Najsłabszy był londyński FTSE, zniżkujący wczesnym popołudniem o 0,6 proc. CAC40 znajdował się pośrodku, spadając o 0,3-0,4 proc. Od dość wyrównanej stawki odstawały idące w dół po około 1,5 proc. indeksy w Mediolanie i Budapeszcie. Na plus wyróżniał się rosnący o ponad 3 proc. wskaźnik w Atenach.

Dane z naszego kontynentu były niejednoznaczne. Styczniowa produkcja rozczarowała, jeśli porównać ją ze stanem z poprzedniego miesiąca, spadając o 0,4 proc., czyli mocniej, niż oczekiwano. Pozytywnym zaskoczeniem był jednak spadek o 1,3 proc. w porównaniu do stycznia 2012 r., gdyż obawiano się, że wyniesie on 2,2 proc. Na rynkach nie było reakcji. Inwestorzy pozostali też niewzruszeni po bardzo dobrych informacjach zza oceanu. Sprzedaż detaliczna zwiększyła się w lutym o 1,1 proc. (bez uwzględnienia samochodów o 1 proc.), a więc dwukrotnie mocniej niż oczekiwano. Z 0,3 do 1 proc. zwiększyły się jednak zapasy niesprzedanych towarów.

Handel na Wall Street zaczął się od symbolicznej zwyżki, jednak indeksy szybko znalazły się pod kreską. Skala spadku była niewielka, ale w kontekście dobrych danych, było to zjawisko niepokojące, mogące świadczyć o narastaniu nastrojów korekcyjnych.

Na godzinę przed końcem handlu w Warszawie WIG20 i WIG zniżkowały po 0,3 proc., mWIG40 o 0,15 proc., a sWIG80 bez zmian. Obroty wynosiły 795 mln zł. 

Roman Przasnyski