Podaż wspierały słabe dane makro z Chin, gdzie wzrostowi inflacji towarzyszył najsłabszy do lat początek roku w sektorze przemysłowym. Efektem było mało emocjonujące otwarcie, które przerodziło się w senną konsolidację. Rynku nie były wstanie rozruszać inne giełdy, na których podaż zdawała się zyskiwać przewagę, jak np. na rynku frankfurckim, gdzie prestiżowy DAX kolejny raz odbił się od bariery 8000 pkt. 

Bez wątpienia częścią sennego rozdania w Warszawie był relatywnie pusty kalendarz makro oraz skupienia uwagi świata na rynku amerykańskim, na którym notowania odbywają się w kontekście pytania o korektę jednego z najlepszych początków roku od lat i zdolności byków do wypchnięcia S&P500 na historyczne maksima. Dziś na Wall Street bliżej było do korekty niż wyjścia na nowy szczyt wszech czasów i dlatego sesja w Warszawie skończyła się po czerwonej stronie a WIG20 właściwie w całości zredukował zwyżkę z sesji piątkowej. Niemniej niski obrót i relatywnie spokojny przebieg notowań pozwalają zapamiętać z sesji głównie kolejne zawahanie strony popytowej w rejonie strefy oporów, której częścią się poziomy 2493, 2500 i 2520 pkt. 

Dla technicznie zorientowanych graczy brak zwyżki po dobrym tygodniu i połamaniu linii dwumiesięcznego trendu spadkowego stawia pod znakiem zapytania wiarygodność strony popytowej, ale na usprawiedliwienie trzeba przywołać obawy przed korektą na świecie. W istocie po dwóch miesiącach spadków i sygnałach przesilenia technicznego można oczekiwać dalszych zwyżek, ale uzasadnione obawy muszą hamować zapędy kupujących na korekcie.

Z praktyki rzecz ujmując już w lutym rynek w Warszawie dawał wiele okazji do zakupów na korekcie i teraz nastał czas raczej oczekiwania na kontynuację wzrostów z poprzedniego roku niż pogoni za rynkiem. W efekcie najlepszą postawą jest skupienie uwagi na średniej perspektywie a to oznacza przeczekanie potencjalnej korekty na świecie i pozycjonowanie się pod finałowe kwartały bieżącego roku.

Adam Stańczak