Warto w tym momencie wspomnieć, że pierwszy dzień miesiąca ma swoje szczególne prawa związane z odnowieniem limitów w funduszach co podczas hossy bardzo często prowadzi do wzrostów. Zwykle nakłada się na to pozytywny wydźwięk związany z publikowanymi tego samego dnia danymi w postaci wskaźników PMI, które wskazują na poprawiającą się koniunkturę. Jednak dzisiaj niejako musieliśmy odchorować poprzednie zwyżki, a jednocześnie za sprawą powrotu obaw o kondycję południa Europy niedźwiedzie zdołały zepchnąć indeksy bardziej niż wzrosły one w piątek. Mowa oczywiście o europejskich parkietach, gdyż GPW od pewnego czasu idzie swoja ścieżką i dzisiaj było podobnie.

Wydaje się, że rynki osiągnąć mogły masę krytyczną zdolną wywołać korektę. Zebrały się na to informacje z Hiszpanii, gdzie na dobre zagościł skandal korupcyjny związany z nielegalnym finansowaniem polityków w jaki zamieszany jest premier Mariano Rajoy. Martwić mogły również doniesienia z Włoch, gdzie Silvio Berlusconi zapowiada obniżki podatków w przypadku swojego zwycięstwa w zbliżających się wielkimi korkami wyborach.

Warto jeszcze dodać, że z dniem 1 marca w USA wejść w życie mają automatycznie cięcia wydatków, co oczywiście nie pozostanie bez wpływu na koniunkturę gospodarczą. Przepis na lutową korektę jest więc łatwy do wyobrażenia i dzisiaj nabrał on całkiem realnych kształtów, między innymi za sprawą spadków w Paryżu o 2,9%, czy zniżek o 2,4% we Frankfurcie. Na południu Europy było jeszcze gorzej, gdyż indeksy w Madrycie notowały spadki rzędu 3,8%, a w Mediolanie aż 4%.

Na tym tle GPW prezentowała się nadzwyczaj silnie, gdyż jeszcze o poranku notowała niemałe zwyżki. Indeks WIG20 odbił się jednak o oporu na wysokości 2520 pkt, a potem było już tylko gorzej za sprawą konsekwentnie pogarszających się nastrojów zewnętrznych. Rynek przed silniejszym spadkiem broniły odbijające po przecenie walory Pekao czy wciąż stabilne akcje KGHM.

Ostatecznie nie udało się jednak zachować koloru zielonego i zamknięcie wypadło 1,2% poniżej końca handlu w piątek, co w znacznej mierze było zasługą niskiego fixingu. Parkiet przy Książęcej był więc relatywnie silny, ale nie można się temu dziwić skoro praktycznie cały styczeń prezentowaliśmy się zauważalnie słabiej. Sama względna siła może potrwać dłużej, ale nie oznacza to wcale końca spadków, gdyż jeżeli w otoczeniu rozkręcą się one na dobre, to ciężko będzie Warszawie zachować stoicki spokój. 

  Łukasz Bugaj