Na tak postawione pytanie dało się odpowiedzieć już po kilku kwadransach notowań, kiedy dalsza aktywność byków wskazywała, że sentyment na rynku uległ dłuższej niż jednodniowej poprawie.

Nie ulega wątpliwości, że wczorajsze zwyżki w na GPW były dla większości zaskoczeniem i wprowadziły nieco zamieszania wśród inwestorów. Wcześniej prezentowana słabość nagle zamieniła się w siłę i trudno było ją utożsamić z konkretną informacją. Taki obrót sprawy stwarzał niebezpieczeństwo, że dynamiczne odbicie szybko zamieni się w równie szybkie spadki i dlatego dzisiejsza sesja nabrała szczególnej istotności. Ważne było aby wczoraj zdobyty grunt nie został nagle utracony, a najlepiej utrzymany lub nawet lekko powiększony. Rynek stał więc przed poważnym zadaniem, z którego wywiązał się dość dobrze.

Już o poranku dało się zauważyć dalej prezentowaną siłę lokalnego parkietu, który mimo słabości DAX-a powiększał skalę wczorajszych wzrostów. Wszystko to działo się jednak przy umiarkowanych obrotach, co groziło późniejszym odwróceniem pozytywnego trendu. Ponadto indeks WIG20 zawędrował w okolice 2580 pkt, które w minionym tygodniu wielokrotnie hamowały zapędy byków. Tak się stało i tym razem i zapewne dlatego nasz rodzimy parkiet popołudniem niespecjalnie reagował na optymizm prezentowany przez giełdy zachodnioeuropejskie czy później Wall Street. Po raz kolejny dało się więc zauważyć brak korelacji między wspominanymi rynkami oraz pewną wyprzedzającą naturę GPW, która już wczoraj tryskała optymizmem, więc dzisiaj mogła nieco odpoczywać. 

Istotnych katalizatorów do zwyżek ciężko było się doszukać. Owszem, inwestorzy pozytywnie przyjęli wyniki Bank of America, które okazały się lepsze od oczekiwań.

Tym niemniej wczorajsze zdecydowanie lepsze rezultaty Goldman Sachs nie odbiły się już takim echem na światowych parkietach. Późniejsze słabe rezultaty Citigroup zostały zignorowane, podobnie zresztą jak bardzo dobre dane z amerykańskiej gospodarki, gdzie cotygodniowa ilość nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do najniższego poziomu od stycznia 2008 roku, a ilość nowych budów domów rosnąc w dwucyfrowym tempie osiągnęła poziom niewidziany od połowy 2008 roku, czyli tuż przed upadkiem Lehman Brothers.

Mimo tych pozytywnych wiadomości ciężko było o kontynuację porannych zwyżek, co pod koniec sesji doprowadziło do pogorszenia sentymentu na GPW. Ostatecznie dzięki wyraźnie niekorzystnemu fixingowi zwyżka stopniała zaledwie do 0,08%, co jest wynikiem słabym na tle południowego optymizmu oraz wzrostów o niemalże 1% prezentowanych w sektorze małych i średnich spółek. Udało się jednak z nawiązką utrzymać indeks blue chipów powyżej poziomu wsparcia na wysokości 2550 pkt i teraz być może czas na kolejną męczącą konsolidację w okolicach tychże poziomów.

Łukasz Bugaj