Atmosfery nie zmienił poprawny wynik amerykańskiej spółki General Electric ani oczekiwane zwyżki spółek Google i Microsoft, które zdominowały czwartkowy wieczór swoim raportami kwartalnymi. 

Punktem, który oddzielił od siebie senną i dynamiczną część sesji była informacja, iż jeden z regionów Hiszpanii – Walencja – zwróci się o pomoc do rządu w Madrycie. Efektem były dynamiczna wyprzedaż hiszpańskich i włoskich obligacji. Skok rentowności hiszpańskiego długu do rekordowych poziomów przełożył się na radykalne spadki cen akcji na giełdach madryckiej i mediolańskiej oraz spadek euro na nowe, dwuletnie minima. Odpowiedzią była przecena akcji na rynkach europejskich, która tylko w Niemczech zaowocowała osunięciem się indeksu DAX o 1,9 procent.

Na tym tle spadek WIG20 o 1,2 procent wypada spokojnie, ale nie zmienia to faktu, iż pochodną jest tygodniowa strata średniej zbliżona do 0,9 procent. Bilansem jest zamknięcie tygodnia na poziomie 2172 pkt., który sam w sobie nie stanowi przełomu w układzie sił na rynku zarówno w krótszej, jak i średniej perspektywie. W pierwszym przypadku zamknięcie sesji w okolicach 2170 pkt. jest prostą konsekwencją konsolidacji, która zamroziła indeks na sesjach minionego tygodnia. Kolejne nieudane próby przesunięcia indeksu nad 2200 pkt. w połączeniu z niedawną obroną 2150 pkt. czynią okolice 2175 pkt. poziomem równowagi. 

W perspektywie tygodniowej zamknięcie niespełna 30 punktów od 2200 pkt. oznacza, iż rynek jest właściwie w równie odległości od 2000 i 2400 pkt. a więc poziomów, które od wielu miesięcy wyznaczają granice wahań indeksu w ramach szerokiej konsolidacji. W praktyce spadek średniej największych spółek o 0,9 procent jest tylko jednym z wielu, jakie miały miejsce w środkowej części konsolidacji. Dla inwestorów opierających oceny kondycji indeksu o wykresy notowania całego tygodnia są niczym więcej niż potwierdzeniem neutralnej fazy w historii rynku, która połączona ze spadkiem zmienności wymusza oczekiwanie na przesilenie.

Adam Stańczak