S&P500 od dwóch dni broni się przed spadkiem poniżej 1310 punktów, czyli dołka z 11 czerwca. Poziom ten wytrzymał poniedziałkową przecenę i stanowił bazę do odbicia we wtorek. Jego znaczenie więc rośnie, jednak nie jest pewne, czy powstrzyma niedźwiedzie, gdy dostaną one wsparcie w postaci kolejnych złych danych lub nasilenia obaw o przyszłość strefy euro.

Ryzyko pogorszenia się sytuacji jest wciąż wysokie. Wczorajsze odreagowanie poniedziałkowego tąpnięcia było niezbyt dynamiczne. Dow Jones zyskał 0,26 proc., a S&P500 wzrósł o 0,48 proc. Ważne jest jednak to, że zwyżka miała miejsce w warunkach napływu negatywnych informacji gospodarczych.

Wczorajszy zestaw to spadek indeksu cen domów w największych amerykańskich metropoliach, wyraźne pogorszenie się nastrojów konsumentów oraz tąpnięcie wskaźnika aktywności gospodarczej, liczonego przez Fed z Richmond. Dziś czekamy na dane o dynamice zamówień na dobra trwałe oraz indeks podpisanych umów kupna domów. W obu przypadkach oczekiwania są bardzo optymistyczne. Rozczarowanie może mieć swoje odzwierciedlenie na giełdach.

Będzie też można obserwować ciąg dalszy przygotowań do mającego się odbyć w czwartek i piątek szczytu przywódców Unii Europejskiej. Odbędzie się telekonferencja ministrów finansów strefy euro oraz spotkanie Angeli Merkel z Francois Hollande. Stanowisko Niemiec wobec pomysłu euroobligacji i dyskusji dotyczących "łatwych" rozwiązań europejskiego kryzysu bardzo się usztywniło. Źle to wróży wynikom szczytu, a jego niepowodzenie może być bardzo negatywnie odebrane przez rynki finansowe.

Trudno przewidzieć, jak dziś zostanie odebrana wiadomość o obniżeniu ratingu Niemiec przez agencję Egan-Jones. Niedawno postąpiła ona podobnie w przypadku oceny Włoch i Francji, a kilka tygodni temu obcięła notę Stanów Zjednoczonych. To jedna z mniejszych i mniej znanych agencji ratingowych. Mimo wielu kontrowersji z nią związanych, ma jedną ważną cechę, odróżniającą ją od pozostałych, w tym tych największych i najbardziej renomowanych. Jest finansowana nie przez emitentów papierów, których wiarygodność ocenia, lecz przez inwestorów.

Z notowań kontraktów na amerykańskie i europejskie indeksy nie płyną wyraźne sugestie, dotyczące możliwego scenariusza w pierwszej części dnia. W Azji mieliśmy niewielkie, sięgające mniej niż pół procent zwyżki na głównych parkietach. Z równym prawdopodobieństwem można się spodziewać zarówno uspokojenia nastrojów przed zbliżającym się szczytem, jak i nerwowych reakcji inwestorów. WIG20 stoi przed ważnym testem potwierdzenia siły, jaką pokazał we wtorek. Wszystko wskazuje na to, że zawdzięczał ją swemu "surowcowemu profilowi" (choć liderami wzrostów były akcje Pekao i PKO). Nie jest dziełem przypadku, że brylował do spółki z moskiewskim RTS. Także na Wall Street we wtorek najmocniej drożały walory firm surowcowych.

Roman Przasnyski