Tempo życia, rozwoju technologii, zmian geopolitycznych powoduje pogłębianie się pokoleniowych różnic, obok siebie żyją dziś ludzie o zupełnie innej mentalności i z diametralnie odmiennym podejściem do świata, również do zarządzania swoimi finansami.

Pokolenie powojennego wyżu demograficznego, zwane baby boomers – to ludzie, którzy rodzili się w głębokim PRL. Przez większą część życia pracowali w jednym zakładzie pracy, a po transformacji budowali w Polsce kapitalizm. Część z nich wypadła z jego trybów, stając się ofiarami zmian w systemie. Wierzą w autorytety, a w swoich rodzinach są raczej za tradycyjnym podziałem ról – ojciec zarabia, matka prowadzi dom (i ewentualnie równolegle zarabia). Doceniają doświadczenie, a pieniądze służą im do zapewnienia stabilizacji. Liczą jednak, że po tym jak skończą już pracować, będą mogli przejść na godziwą, zapewnioną przez państwo emeryturę. Ich dzieci nazywane są millenialsami – rodziły się w schyłkowym okresie komuny albo tuż po jej upadku. W dorosłość wchodziły po 2000 roku. Są dobrze wykształcone, mówią w wielu językach, na rynek pracy trafiły w okresie dobrej koniunktury 2007 roku. Szybko się rozwijają, chcą szybko awansować, nie znoszą niekompetentnych szefów. Trzech na czterech dzisiejszych trzydziestolatków planuje założenie własnego biznesu.

Millenialsi nie myślą wiele o przyszłości, wolą dziś dostać do ręki więcej pieniędzy niż odkładać na emerytury i składki zdrowotne. Trudno się im dziwić, bo dzisiejsi młodzi będą wyjątkowo obciążonym pokoleniem – będą opłacać emerytury i opiekę społeczną dla liczniejszego, starszego pokolenia.

W Wielkiej Brytanii po raz pierwszy w historii millenialsi będą zarabiać gorzej niż poprzednie pokolenie – pokazuje to raport brytyjskiego think tanku Resolution Foundation. Typowy przedstawiciel najmłodszego pokolenia na rynku pracy zarabia rocznie około 8 tys. funtów mniej niż jego rówieśnik 20 lat wcześniej. Problemem jest też dostęp do mieszkań – w wieku 30 lat ma je o połowę mniej Brytyjczyków. To między innymi dlatego w raporcie przedstawiciele millenialsów nazwani są „Stagnation generation”. Główne punkty raportu przewidują, że osoby te będą mieć niższe dochody, mniejsze zasoby finansowe i tańsze domy.

Dla Polski tak kompleksowego raportu jeszcze nie opracowano. Zależność ta nie jest jednak u nas aż tak wyraźna. Z uwagi na wychodzenie z komuny millenialsi mieli jeszcze szansę wybić się ponad status swoich rodziców. Drogą do awansu było dla nich choćby wykształcenie – wśród nich studia skończyło trzykrotnie więcej osób niż w pokoleniu rodziców.

Dobrze pokazuje to sytuacja rodziny Miastowskich. Paweł i Stanisława przeprowadzili się do Warszawy ze Śląska. Oboje mieli wykształcenie średnie. Paweł – techniczne, Stanisława – ogólne. Przez całe życie zawodowe pracowali na niskich urzędniczych stanowiskach, osiągając zarobki pozwalające na utrzymanie domu, ale już nie na ekstrawydatki. Przez przejściowe kłopoty finansowe w połowie lat 90. wpadli w spiralę kredytową, z której wychodzili przez kolejnych 20 lat – konsolidując kolejne kredyty.

Ich dzieci – Marta i Marek – urodziły się już w Warszawie. Pierwszą zasadą, którą wynieśli w dorosłe życie, było niebranie kredytów. Marta skończyła studia i dzięki pracy od pierwszego roku znalazła zatrudnienie w międzynarodowej firmie. Dziś ma ustabilizowaną pozycję, udaje jej się nawet odkładać na emeryturę. Marek studiów nie skończył, ale zdobył praktykę w firmie i dziś należy do najbardziej rozchwytywanych specjalistów w swojej branży. Nie założył rodziny, więc większość pieniędzy po prostu przeznacza na życie i odłożone w czasie przyjemności – np. wakacje. Jak pokazują badania Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, to nie jest odosobniony przypadek. Większość oszczędności Polaków powstaje właśnie w ten sposób. Wśród ogółu Polaków badanych przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy 5 proc. przyznaje, że wydaje więcej, niż zarabia, a 43 proc. – dokładnie tyle, ile wynosi miesięczny dochód.

FINANSOWE PREFERENCJE POLAKÓW ZALEŻĄ OD WIELU CZYNNIKÓW

OPINIA

Podejścia do pieniędzy trzeba się uczyć od dziecka

Prof. Walentyna Kwiatkowska

Katedra Mikroekonomii Uniwersytetu Łódzkiego

W podejściu do gospodarowania finansami najważniejsze jest wychowanie. Bardziej niż od wieku czy ustroju, w którym dorastaliśmy, zależy to od zwyczajów panujących w rodzinie, od tego, czy rodzice przekazywali dzieciom wiedzę na temat wartości i znaczenia pieniądza oraz oszczędności w życiu.

Zacząć trzeba już od najmłodszych lat – dziś widzimy często rodziców, którzy kupują dzieciom, co tylko te zapragną. To powoduje wykształcanie negatywnych podstaw – dzieci w przyszłości albo po prostu będą wykorzystywać rodziców, albo będą miały pretensje do świata, że nie dostają wszystkiego, czego by chciały. Pobłażając dzieciom już od najmłodszych lat, nie uczymy ich myślenia perspektywicznego.

Takiego podejścia do pieniędzy można nauczyć na wiele prostych sposobów – wystarczy kupić skarbonkę i zachęcać dziecko do oszczędzania pieniędzy, które dostaje od rodziny. Niech to będą nawet symboliczne kwoty, ale wkładane do niej regularnie – od tego się zaczyna. Dziecko powinno widzieć, że dzięki oszczędzaniu może później otrzymać większą nagrodę.

Później warto podkreślać, że pieniądze odkłada się także na przyszłość. Nawet nastolatkom należy uświadamiać, że kiedy zaczną samodzielne życie, muszą troszczyć się o swój byt i mieć oszczędności na wypadek na przykład poważniejszych problemów zdrowotnych.

Nawet jeśli nas samych nie przyzwyczajono do tego w domu, nadal możemy nauczyć się rozsądnie gospodarować finansami. Na rynku dostępnych jest wiele świetnych książek na ten temat, więc dostęp do wiedzy o tym jest znacznie łatwiejszy niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Trzeba zacząć od prostych rzeczy – na przykład odkładania jakiejś kwoty co miesiąc. Podobnie jak dzieci, także dorośli mogą się nauczyć, że w długim okresie taki nawyk może przynieść poważne korzyści. Zaoszczędzoną kwotę można na przykład wykorzystać na wkład własny na mieszkanie, który bardzo trudno zebrać z dnia na dzień.

not. wit

Z podstawowymi mechanizmami finansowymi powinniśmy mieć kontakt od dziecka

opinia

W obrazie finansowych zachowań Polaków równie istotny jest wątek preferowanych sposobów oszczędzania. Jak pokazują tegoroczne badania Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, prawie co czwarty z nas (23 proc.) trzyma pieniądze na koncie osobistym, wysoko plasują się konto oszczędnościowe (16 proc.) oraz lokata terminowa (14 proc.). Wciąż jednak wyjątkowo dużo Polaków (17 proc.) wybiera „skarpetę”, czyli po prostu trzyma gotówkę w domu. Co gorsza alternatywę taką jak fundusze inwestycyjne czy obligacje wybiera mniej niż 5 proc. respondentów.

Takie podejście do finansów to korelacja dwóch czynników – wiedzy oraz zaufania. Niestety, na polu wiedzy o finansach wciąż widać nieodrobione lekcje sprzed lat; ewidentnie jest zapotrzebowanie na edukację w tym obszarze, skoro najpopularniejszym narzędziem do lokowania oszczędności pozostaje nieoprocentowany ROR.

Prawie co piąty z oszczędzających rozumie odkładanie pieniędzy jako włożenie ich do szuflady w kopercie, a produkty o charakterze inwestycyjnym łącznie stanowią jedynie 10 proc. wskazywanych sposobów oszczędzania. Pozytywne jest, że jeżeli już Polacy decydują się skorzystać z porady w temacie swoich pieniędzy co respondenci w badaniu deklarują niestety rzadko – to w pierwszej kolejności kierują się po informacje do pracowników czy instytucji finansowych (46 proc.).

Wracając do edukacji finansowej – z podstawowymi mechanizmami finansowymi powinniśmy mieć kontakt od dziecka. Tymczasem z badań „Postawy Polaków wobec finansów” wynika, że kieszonkowe daje swoim dzieciom niespełna jedna trzecia rodziców z grupy respodentów, a aż 49 proc. z nas nie włącza swoich pociech w dyskusje na temat finansów. Zaledwie co piąty angażuje je w planowanie domowych wydatków. Jeszcze mniej rodziców (17 proc.) zachęca dziecko do odkładania pieniędzy, a tylko 7 proc. zakłada konto (lub subkonto) w banku. Warto uświadamiać dziecku, że ilość pieniędzy w naszym posiadaniu nie jest nieograniczona i pokazać, w jaki sposób planujemy wydatki jako rodzina. Prozaiczne czynności, takie jak wyjście do sklepu, można wykorzystać do pokazania, jak dysponujemy naszymi środkami finansowymi – jaką mamy sumę do dyspozycji, jak ją dzielimy, to pierwsze kroki do nauki racjonalnego podejścia do pieniędzy.

Wojciech Adamczyk

Dyrektor departamentu produktów inwestycyjnych i ubezpieczeniowych, Citi Handlowy

PARTNERZY