Agencje ratingowe Moody’s, Fitch Ratings i Standard & Poor’s, prywatne instytucje pochodzące z USA, ze względu na długoletnią działalność, ekonomię skali i korzenie na największym rynku finansowym świata zyskały dominującą pozycję.
Wydają one swoje ratingi w odniesieniu do przedsiębiorstw, państw i samorządów lokalnych. Ich publikacje są dokładnie czytane przez zdecydowaną większość inwestorów i przez to mają wpływ na ich zachowanie oraz zmiany na rynkach finansowych – zarówno pozytywne, jak i negatywne. Rzetelność ich pracy została wystawiona na próbę, kiedy nie były w stanie przewidzieć problemów amerykańskiego rynku aktywów subprime, a może nawet je zataiły .
W drugiej połowie ubiegłej dekady praktycznie do końca utrzymywały wysoki rating inwestycyjny aktywów, które okazały się śmieciowe. Ta sytuacja mocno nadszarpnęła ich reputację i w pierwszych latach kryzysu pojawiły się inicjatywy mające złamać ich faktyczny monopol na rynku ratingów. Powstały nawet agencje pod egidą niektórych państw, np. Chin. Jednak po pewnym czasie zapał do marginalizacji amerykańskich agencji osłabł, a agencje ratingowe działające pod kontrolą rządową nie przyjęły się na rynku i stanowią raczej margines niż poważną alternatywę dla amerykańskiej wielkiej trójki.
Reklama
Rynek nie do końca może ufać osądowi wydawanemu pod kontrolą określonego rządu, gdyż istnieje ryzyko ingerencji politycznej w niezależność agencji. Nie oznacza to, że amerykańskie agencje działają zupełnie niezależnie od uwarunkowań politycznych czy rynkowych. Wielokrotnie zarzucano im nie do końca obiektywne podejście, jednak pozostaje to raczej w sferze domysłów niż udowodnionych faktów. Rynki międzynarodowe powróciły do amerykańskich agencji ratingowych jako możliwie najbardziej rzetelnego źródła informacji o sytuacji finansowej i perspektywach poszczególnych państw czy innych podmiotów.
Dla zarządzających ogromnymi funduszami inwestycyjnymi o zasięgu globalnym ratingi stanowią istotną pomoc w szybkiej, wstępnej ocenie perspektyw inwestycyjnych. Dotyczy to przede wszystkim mniejszych krajów, jak Polska. Musimy mieć świadomość, że pomimo dużego skoku gospodarczego, jakiego dokonaliśmy w ostatnim 25-leciu, przynależności do UE i NATO, w rozumieniu wielu zarządzających aktywami globalnymi nadal jesteśmy małym krajem o stosunkowo niewielkim znaczeniu na mapie gospodarczej świata, na którego analizę nie przeznacza się wiele czasu. W takim przypadku często stosowany jest automat decyzyjny, oparty na przykład na zmianach ratingów lub ich perspektyw.

Reklama
Jest wiele komentarzy dotyczących braku suwerenności Polski w obecnym świecie i konieczności zmiany tej sytuacji. Polska, tak jak większość podobnych do nas krajów, nie jest w pełni suwerenna w prostym rozumieniu tego słowa. Jeśli definiować suwerenność jako możliwość dokonywania wszelkich działań i podejmowania dowolnych decyzji bez żadnych konsekwencji ze strony innych państw, instytucji międzynarodowych lub inwestorów, to takiej suwerenności nie mają nawet Stany Zjednoczone. W swoich działaniach do pewnego stopnia muszą uwzględniać interesy najważniejszych sojuszników, partnerów handlowych i często oponentów, jak Chiny albo Rosja. W efekcie globalizacji świat stał się mniejszy, a poszczególne kraje i regiony są zdecydowanie bardziej powiązane i wzajemnie uzależnione niż przed laty. Obok pozytywów, jakie to rodzi, są również negatywy, do których można zaliczyć zmniejszający się margines niezależności. Kraje, które w zupełności odrzucają te normy, pozostają na marginesie. Skrajnym przykładem może być Korea Północna.
Jeśli chodzi o rating Polski, należy mieć na uwadze, że agencje działają na pewnym poziomie ogólności. Nie dokonują szczegółowej analizy sytuacji politycznej, lecz opierają się raczej na informacjach płynących do nich z mediów i komentarzy analityków. Obserwują również zamieszanie na forum Unii Europejskiej związane z konfliktem o Trybunał Konstytucyjny. Nie oceniają one ani ogólnie, ani tym bardziej precyzyjnie, kto ma w nim rację, widzą natomiast wzrost niepewności, konflikt oraz zmianę do tej pory ustabilizowanej sytuacji. To w ich oczach generuje określone ryzyko i odnotowują to w swoich ratingach. Jeżeli chodzi o istotność ocen agencji dla gospodarki Polski, to zależy ona od tego, jak długo pozostaniemy na ich celowniku.
Jeśli rating i jego perspektywa będą nadal obniżane, będzie to miało wpływ na ocenę inwestycyjną naszego kraju, osłabienie złotówki oraz wzrost awersji do polskich aktywów, w tym obligacji skarbowych. Rating sam w sobie nie ma takiego znaczenia jak decyzje podejmowane przez rynek na jego podstawie. Najgorszym z możliwych scenariuszy byłoby utrwalenie złego wizerunku Polski w oczach inwestorów. Odwrócenie tego będzie procesem trudnym i długotrwałym. Dlatego należy jak najszybciej wygaszać konflikty. Decyzje, choćby pozornie kontrowersyjne, muszą być wprowadzane szybko i sprawnie. Jeśli wokół nich trwa wielomiesięczny konflikt, staje się on bardziej widoczny dla zagranicy.
Jednocześnie przeceniany jest komponent polityczny w ratingach agencji amerykańskich. Niemniej ważny lub nawet ważniejszy jest element czysto gospodarczy. Obecnie agencje zgłaszają swoje obawy o sytuację fiskalną w Polsce i ewentualny niekontrolowany wzrost deficytu finansów publicznych, spowodowany większymi wydatkami socjalnymi, których pokrycie w dodatkowych dochodach budzi ich wątpliwości. Jednocześnie kolejnym czynnikiem ryzyka pozostaje nierozstrzygnięta kwestia ewentualnej restrukturyzacji kredytów walutowych. Kwestie polityczne mają na inwestorów stosunkowo krótkotrwały wpływ, jednak ewentualna groźba pogorszenia parametrów ekonomicznych i sytuacji finansów publicznych może wpłynąć na ich decyzje znacznie bardziej, a wpływ ten będzie trwać dłużej niż kilkanaście tygodni.
Analitycy w niektórych komentarzach dotyczących pozycji ratingowej Polski przywołują Węgry. Są one przykładem na to, że kontrowersyjne decyzje podejmowane przez władze procentują teraz wzrostem ratingu tego kraju. Nic bardziej mylnego. Węgry to zupełnie inny przypadek niż Polska. Różni nas przede wszystkim wielkość. Węgry są relatywnie bardzo małym krajem, którego znaczenie dla Unii Europejskiej jest zdecydowanie mniejsze niż w przypadku Polski. Jednocześnie pomimo prowadzenia twardej i nieprzejednanej polityki wobec Unii Europejskiej wypracowały one niezwykle skuteczny mechanizm przyciągania zagranicznych inwestycji przemysłowych (na przykład w sektorze motoryzacyjnym). Kiedy Polska w minionych latach seryjnie przegrywała z sąsiadami konkurencję o lokalizację fabryk samochodów, Węgry były w stanie przyciągnąć do siebie Audi i Mercedesa. To tylko najbardziej spektakularne przykłady. Inną sprawą jest to, że po okresie odważnych decyzji, dotyczących na przykład opodatkowania banków, rząd węgierski ostatnio znacząco je liberalizuje, a z niektórych nawet się wycofuje.
W sprawie przewalutowania kredytów mieszkaniowych udzielanych pośrednio w obcych walutach rząd węgierski stanął swego czasu wobec znacznie poważniejszego problemu, niż ma to obecnie miejsce nad Wisłą. Kredyty udzielane na Węgrzech były co do zasady oprocentowane stałą stopą lub zależną od decyzji kredytującego banku (jak w Polsce w przypadku jednego z większych banków). Kiedy znaczącemu obniżeniu uległ kurs forinta, węgierscy kredytobiorcy nie doświadczyli jednoczesnego spadku oprocentowania kredytów, co miało miejsce u nas. Taka sytuacja była tym bardziej nie do przyjęcia społecznie. Banki faktycznie mogły wtedy realizować znacząco nadmierne dodatkowe zyski, a kredytobiorcy znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. Dla uniknięcia katastrofy społecznej rząd w Budapeszcie musiał zatem dokonać radykalnego posunięcia w postaci natychmiastowego przewalutowania kredytów na forinty.
Warto przypomnieć, że obecnie Polska ma przyznany przez agencję Fitch rating A–, czyli wyższy niż węgierskie BBB– (już po podniesieniu). Należy zachować jak najdalej idącą ostrożność co do traktowania Węgier zarówno jako punktu odniesienia, jak i naszego największego sojusznika w Unii Europejskiej. Dla Madziarów nasze podgrzewane w Brukseli problemy to dość komfortowa sytuacja. Uwaga instytucji unijnych kieruje się na nas i przez to Węgry znikają z pola widzenia jako problematyczny członek Wspólnoty. Niestety, polityka to znacznie bardziej gra interesów niż przyjaźni. Wsparcie Węgier dla Polski – oprócz niewątpliwej sympatii dla naszego kraju oraz obecnego obozu rządzącego – to jednak w większości chłodna kalkulacja. Nie możemy zapominać, że w kwestii realizacji własnych narodowych interesów Węgry bardzo zbliżyły się do Rosji i są dość głośnym orędownikiem zniesienia sankcji. Kwitnie współpraca na polu rozwoju energetyki jądrowej. To fakty, które wskazują, że w polityce Budapesztu nie ma wiele solidarności regionalnej.
W efekcie globalizacji świat stał się mniejszy, a poszczególne kraje i regiony są zdecydowanie bardziej powiązane i wzajemnie uzależnione