GUS podał, że w lutym ceny w gospodarce wzrosły w ujęciu rocznym o 2,8 proc., a w ujęciu miesięcznym o 0,3 proc. To najniższy odczyt roczny od lutego 2021 r.

Mniej niż w poprzednim miesiącu płaciliśmy za żywność i napoje bezalkoholowe, za odzież i obuwie oraz za utrzymanie mieszkania. Ceny w kategorii transport były zaś niższe niż w lutym zeszłego roku. Przy okazji publikacji danych GUS zrewidował też wagi koszyka inflacyjnego, które mają obowiązywać przez cały 2024 r. Wzrósł udział wydatków m.in. na żywność oraz restauracje i hotele. Zmiana wag wpłynęła na finalny odczyt CPI za styczeń – ceny w pierwszym miesiącu roku wzrosły ostatecznie o 3,7 proc. (wobec 3,9 proc. w pierwszym odczycie). ©℗

opinia

Mamy do czynienia z hamowaniem presji cenowej

Urszula Kryńska ekonomistka, PKO Bank Polski / Materiały prasowe

Lutowy odczyt inflacji zaskoczył, jest poniżej konsensusu rynkowego. Ekonomiści nieco przeszacowali wzrost cen, aczkolwiek luty zawsze jest trudnym miesiącem do prognozowania, bo mamy do czynienia z nowymi wyliczeniami dotyczącymi wag poszczególnych kategorii. Dodatkowo zaskoczyło tempo spadku cen żywności oraz pozostałych towarów. Na podwyższonym poziomie utrzymuje się natomiast dynamika cen usług, w tym usług bazowych. Natomiast ogólny obraz piątkowych danych pokazuje, że mamy do czynienia z hamowaniem presji cenowej w polskiej gospodarce.

W marcu wskaźnik inflacji prawdopodobnie jeszcze się obniży, zapewne zejdzie poniżej 2,5 proc. w ujęciu rocznym. W kwietniu nastąpi już odbicie trendu spadku cen, co będzie efektem powrotu do 5-proc. stawki VAT na żywność i co może podbić wskaźnik o 1 pkt proc. Nie wiemy też, jak będą kształtowały się ceny energii – jeśli zostaną uwolnione, będzie to kolejny czynnik proinflacyjny.

Odczyt inflacji za luty nie zmienia optyki Rady Polityki Pieniężnej. Spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach poziom stóp procentowych nie ulegnie zmianom. Rada, ustami prezesa Glapińskiego, zapowiadała już wcześniej, że w lutym, marcu i kwietniu wzrost cen będzie niski. Jednocześnie inflacja bazowa nadal utrzymuje się na wysokim poziomie, a średnio terminowe perspektywy – które dla RPP są kluczowe – są obarczone wciąż sporą niepewnością. Ewentualnej obniżki kosztu pieniądza możemy się spodziewać dopiero pod koniec roku, być może w listopadzie lub grudniu. ©℗

opinia

Maleje skłonność do zakupu tytoniu i alkoholu

Grzegorz Ogonek ekonomista, Santander Bank Polska / Materiały prasowe

Wagi, które w piątek ogłosił GUS, będą obowiązywały w 2024 r., ale to nie oznacza, że obecnie w taki sposób gospodarstwa domowe dzielą swoje wydatki. Zmiana koszyka wag odbywa się na podstawie wydatków zeszłorocznych, więc mamy tu raczej obraz tego, jak Polacy kupowali w 2023 r.

Widzimy wzrost udziału kategorii „żywność i napoje bezalkoholowe”, co jest nietypowe dla krajów wysoko rozwiniętych. Na ogół w społeczeństwach bogacących się ten segment wydatków wykazuje tendencję malejącą. To nietypowe zjawisko to zapewne jednak efekt dużego, 15-proc. ruchu cen żywności w górę w zeszłym roku. Podobnie wygląda kwestia kategorii związanej z użytkowaniem mieszkania – nie mamy wpływu na mniejsze zużycie mediów, a skoro ich ceny poszły w górę, to automatycznie wzrósł udział w wydatkach. To dwie kategorie, które nie mają substytutów i ciężko jest z nich zrezygnować.

Jednocześnie widzimy spadek udziału wydatków na używki oraz na odzież i obuwie. Mniejsza skłonność do zakupu tytoniu i napojów alkoholowych to według mnie z jednej strony kwestia zmian pokoleniowych, a z drugiej – co jest widoczne w większości krajów naszego regionu – mniej niż proporcjonalnego zwiększania zakupów w tej kategorii w miarę bogacenia się, więc polska gospodarka wpisuje się w szerszy trend. Spadek wydatków na odzież i obuwie jest zaś w moim odczuciu efektem wysokiej bazy z 2022 r. – a więc okresu, na bazie którego tworzony był koszyk wag dla 2023 r. – gdy kategoria ta urosła ze względu na uchodźców z Ukrainy. ©℗

Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe