W czasie pandemii i niskich stóp procentowych mających podtrzymywać popyt w tym trudnym dla gospodarki okresie ceny domów w Stanach Zjednoczonych wzrosły do najwyższego poziomu w historii. Jeszcze w I kw. 2020 r. mediana stawek płaconych za sprzedane domy wynosiła 329 tys. dol., obecnie to prawie 455 tys. dol. „Ludzie chcieli kupować domy, chcieli wydostać się z miast i przenosić się na przedmieścia. Więc naprawdę mieliśmy bańkę mieszkaniową, ceny osiągały bardzo niezrównoważone poziomy, nastąpiło przegrzanie” – tłumaczył Jerome Powell, szef rezerwy federalnej w wypowiedzi dla think tanku Brookings.
Trwający dwa lata masowy odpływ Amerykanów z centrów miast na ich obrzeża był możliwy dzięki szerokiemu wprowadzeniu przez firmy możliwości pracy zdalnej, a także niskiemu oprocentowaniu kredytów. Największe wzrosty liczby mieszkańców odnotowano na przedmieściach aglomeracji w stanach z cieplejszym klimatem, takich jak Kalifornia, Teksas czy Tennessee. Część wielkich miast opustoszała, na waszyngtońskim downtown z powodu obniżonego ruchu i popytu zbankrutowała w ciągu ostatnich dwóch lat ponad połowa lokali usługowych.