Marcin Zieliński, ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju / Materiały prasowe
Kto zapłaci, kto podwójnie zyska
Pojawiają się różne pomysły, na kogo należałoby przerzucić koszty „zamrożenia stawek WIBOR-u”. Co przemawia za tym, by sfinansowały to banki? Jak napisał jeden z komentatorów, który pomysł ten wysunął jako pierwszy, „wzrost stóp procentowych NBP oznacza transfer środków finansowych od tych, którzy zaciągnęli kredyty, do właścicieli banków”. Wobec takiego podejścia trzeba wskazać co najmniej trzy zastrzeżenia.
Reklama
Choć faktem jest, że banki na ogół są beneficjentami podwyżek stóp, to korzystają na nich też oszczędzający: jak wskazują statystyki NBP, średnie oprocentowanie nowych i renegocjowanych depozytów wzrosło z 0,15 proc. we wrześniu 2021 r. do 1,14 proc. w styczniu 2022 r. Spodziewanym efektem „zamrożenia stawek WIBOR-u” byłoby – obok wzrostu prowizji i marż nowo udzielanych kredytów, czym banki próbowałyby sobie kompensować utracone przychody odsetkowe – też zamrożenie oprocentowania lokat.
Większość ludzi na myśl o „właścicielach banków” ma przed oczami chciwych finansistów. Tymczasem dużą, zwykle co najmniej kilkunastoprocentową część akcjonariatów polskich banków stanowią otwarte fundusze emerytalne. Zarazem akcje banków są najważniejszą pozycją w portfelach OFE. Tak więc to w dużej mierze od dobrej kondycji sektora bankowego zależy wysokość emerytur wypłacanych w ramach drugiego filara.

Reklama
Wreszcie to prawda, że dziś, jak zauważa wspomniany komentator, „polski sektor bankowy posiada wysokie współczynniki kapitałowe”. Ale od 2024 r. będzie obowiązywać docelowy wymóg MREL wynikający z przepisów dotyczących przymusowej restrukturyzacji. NBP w najnowszym „Raporcie o stabilności systemu finansowego” szacuje na podstawie danych z czerwca 2021 r., że „w sektorze mogą występować niedobory (…) sięgające ok. 15 mld zł”. Od wprowadzenia tzw. podatku bankowego problemem pozostaje niska rentowność sektora, niższa od szacowanego kosztu kapitału, co ogranicza możliwości uzupełniania niedoborów kapitału za pomocą emisji akcji. Na współczynniki kapitałowe banków negatywnie w ostatnich miesiącach wpływają też wyceny obligacji skarbowych i gwarantowanych przez Skarb Państwa, których udział w aktywach sektora w ostatnich sześciu latach istotnie wzrósł. W stosunku do szczytu ze stycznia 2021 r. indeks obligacji skarbowych Treasury BondSpot Poland jest obecnie niższy o ponad 14 proc.
Powszechne wyobrażenia bywają często zwodnicze. Współczujemy dłużnikowi, uważając, że zobowiązania to nic przyjemnego. Nie widzimy drugiej strony: że zaciągając zobowiązanie, osoba taka zdobywa pieniądze na zakup aktywów, z których może korzystać, mimo że nie miała wystarczająco dużo środków własnych. Co więcej, żeby otrzymać wysoki kredyt (takie zwykle zaciąga się na zakup nieruchomości), trzeba mieć wysoką zdolność kredytową. Potwierdzają to dane: w sześciu najniższych decylowych grupach dochodowych kredyt hipotecznych ma po kilka procent gospodarstw domowych, a w najwyższej grupie (czyli wśród 10 proc. najzamożniejszych) – ponad 30 proc.
Według niektórych „zamrożenie stawek WIBOR-u” powinno objąć wszystkie kredyty hipoteczne udzielone przed ostatnimi podwyżkami stopy referencyjnej. A kredyty hipoteczne udzielone w okresie skrajnie niskich stóp procentowych (od II kw. 2020 r.) stanowią ok. 15 proc. całego portfela. Ok. jednej trzeciej portfela stanowią zaś kredyty przyznane, gdy stopy procentowe były na podobnym poziomie jak obecnie albo nawet wyższe. Ci kredytobiorcy byli przez lata wielkimi beneficjentami kolejnych obniżek stóp. Rata 30-letniego kredytu zaciągniętego w 2012 r. obniżyła się do ostatnich podwyżek o ok. 40 proc., a przeciętne wynagrodzenie i średnia cena metra kwadratowego mieszkania wzrosły w tym czasie o ok. 60 proc. Czy „zamrożenie stawek WIBOR-u” miałoby dotyczyć również takich kredytobiorców?
Pokusa nadużycia
Pamiętamy wypowiedzi Adama Glapińskiego – chociażby tę z września 2021 r., że podwyżka stopy referencyjnej byłaby „szkolnym błędem”, albo tę o pół roku wcześniejszą, że „do końca kadencji RPP (…) stopy pozostaną na niezmienionym poziomie”. Czas te zapowiedzi zweryfikował negatywnie, ale trudno zrozumieć, dlaczego weszły one w skład uzasadnienia dla pomysłu „zamrożenia stawek WIBOR-u” (i ewentualnego pokrycia jego kosztów z zysku NBP). Większość kredytów hipotecznych zaciąganych jest na okres powyżej 25 lat. Czy kredytobiorcy faktycznie mogli kierować się w swoich decyzjach tym, że prezes NBP zapowiedział, iż stopy procentowe nie wzrosną w perspektywie najbliższego roku? Nic na to nie wskazuje. Natomiast teraz staje się wygodnym pretekstem do głoszenia szkodliwego dla systemu bankowego i całej gospodarki postulatu. Warto też przypomnieć, że w czerwcu 2019 r., czyli przed późniejszymi obniżkami, Adam Glapiński ogłosił, że „nic nie zapowiada zmiany stóp procentowych” do końca kadencji. A jednak nikt nie wysuwa postulatu, by kredytobiorcy korzyści odniesione w latach 2020 i 2021 oddali bankom.
Zgodnie z Rekomendacją S Komisji Nadzoru Finansowego od połowy 2021 r. wszystkie banki mają w swojej ofercie kredyty hipoteczne oprocentowane stałą stopą na okres co najmniej pięcioletni. Ponieważ długoterminowe stopy procentowe są zwykle wyższe od krótkoterminowych, to koszt takich kredytów w chwili zaciągnięcia jest większy, ale za to kredytobiorca zyskuje pewność, że przez kilka lat płacone przez niego raty nie wzrosną. Ofertę kredytów ze stałą stopą banki kierowały też do osób, które zaciągnęły kredyt wcześniej niż w drugiej połowie 2021 r.
Rekomendacja S nakazuje też bankom przedstawianie klientom symulacji zmian kosztów obsługi kredytu przy wzroście oprocentowania o 4 pkt proc., a także przy wskaźniku referencyjnym na poziomie 3, 5 i 10 proc. powiększonym o marżę banku. Ostatnie podwyżki rat nie powinny być więc dla kredytobiorców zaskoczeniem.
Teraz jednak proponuje się, by tych, którzy mimo przedstawionych informacji zdecydowali się na podjęcie ryzyka, objąć specjalną ochroną. Natomiast osoby bardziej roztropne i ostrożne, które zdecydowały się na droższy kredyt z okresowo stałą stopą, miałyby płacić wciąż tyle samo co wcześniej. Zostałyby one za swoją roztropność wręcz ukarane. Trudno znaleźć dla takiego rozwiązania uzasadnienie na gruncie etyki. Poza tym tworzyłoby ono też pokusę nadużycia. Skoro raz się udało „zamrozić stawki WIBOR-u”, to dlaczego miałoby tak się nie stać po raz kolejny?
Ostatecznie stracimy wszyscy
System bankowy ma w Polsce dominującą rolę w finansowaniu gospodarki. To, że jest obecnie w dobrej kondycji pod względem kapitałowym, nie powinno być pretekstem do obciążania go dodatkowymi kosztami. Tym bardziej że różnie mogą się potoczyć losy kredytów walutowych. Koszty ewentualnego kryzysu bankowego w postaci trwale obniżonego PKB poniosłoby całe społeczeństwo. Jednym z powodów, dla których przez kryzys w 2008 r. przeszliśmy suchą stopą, była odporność polskiego systemu bankowego.
Są kredytobiorcy, których naprawdę nie stać na spłatę rosnących rat. Ale takich osób jest stosunkowo niewiele. Banki w ostatnich dwóch latach prowadziły dość ostrożną politykę kredytową. Dlatego gwałtowny wzrost kosztów obsługi kredytów hipotecznych nie powinien być powodem do wprowadzania rozwiązań ogólnych, na których skorzystaliby wszyscy kredytobiorcy. Ewentualna pomoc musi być adresowana do tych, których budżety domowe faktycznie nie są w stanie udźwignąć obecnych obciążeń. Do tego służy na przykład Fundusz Wsparcia Kredytobiorców przy Banku Gospodarstwa Krajowego. Można zastanowić się nad innymi instrumentami, jednak powinny być one skierowane tylko do tych, którzy rzeczywiście wsparcia potrzebują. Instrumentem takim z pewnością nie jest powszechne „zamrożenie stawek WIBOR-u” dla kredytów hipotecznych – rozwiązanie skrajnie populistyczne i szkodliwe.