W pierwszych ośmiu miesiącach tego roku eksport towarów z Polski był o 8,3 mld zł większy niż import do naszego kraju - podał w piątek Główny Urząd Statystyczny. Ale rok wcześniej nadwyżka była niemal trzy razy większa. Według danych Narodowego Banku Polskiego w lipcu i sierpniu w obrotach towarowych zanotowaliśmy już deficyt. W sierpniu przewaga importu nad eksportem wyniosła niemal 6,5 mld zł. Była najwyższa od niemal 10 lat.
„Ze względu na globalne ograniczenia podażowe obserwujemy silny wzrost cen importowanych dóbr przemysłowych, ale także metali czy ropy naftowej. Równolegle import pobudzany jest przez dynamiczne odbicie popytu krajowego, w tym jego importochłonnych składowych. Z drugiej strony słabość polskiego przemysłu i co za tym idzie eksportu jest konsekwencją zaburzonych łańcuchów dostaw” - skomentowali dane NBP analitycy Banku Pekao.
O wpływie wzrostu cen surowców energetycznych najlepiej świadczą nasze obroty z Rosją. W pierwszych ośmiu miesiącach tego roku sprowadziliśmy stamtąd towary o wartości 44,8 mld zł. To o 48,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Udział Rosji w polskim imporcie zwiększył się do 5,5 proc. z 4,7 proc. w ub.r. Wśród 10 największych dostawców do Polski nie ma innego kraju, który tak mocno zwiększyłby wartość dostaw. I żaden nie poprawił sobie tak bilansu - eksport z Polski do Rosji też urósł, ale tylko o 17,2 proc. Wyniósł 23,1 mld zł.
„W sierpniu 2021 r. średnia cena importowanej ropy wyniosła 272 zł za baryłkę i była o 62 proc. wyższa niż przed rokiem” - podał w informacji o sierpniowym bilansie płatniczym NBP.
Z argumentem o zaburzeniach w łańcuchach dostaw zgadza się Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.
- Słabsze wyniki eksportu to echo tego, co się dzieje globalnie. Dotyczy to zwłaszcza branży motoryzacyjnej. Już wcześniej widać było osłabienie produkcji przemysłowej. Z czasem musiało przełożyć się to na wyniki handlu, bo jesteśmy dość istotnym elementem łańcuchów powiązań w branży motoryzacyjnej - mówi.
„Spowolnienie wzrostowej tendencji eksportu części do samochodów związane z zakłóceniami dostaw półprzewodników sprzyjało pogłębieniu się deficytu obrotów towarowych” - wskazuje w comiesięcznej informacji NBP.
- Zaburzenia po części mają charakter przejściowy. Dostawy z czasem powinny się stabilizować, choć zapewne potrwa to dłużej, niż jeszcze niedawno się spodziewaliśmy - ocenia Maliszewski.
- Bilans handlowy pogarsza się, ale w poprzednich latach mieliśmy tu mocną poprawę. Dużą rolę odgrywa to, w jakiej jesteśmy fazie cyklu koniunkturalnego. Bilans płatniczy poprawia się nam w okresach pogorszenia koniunktury, a pogarsza w czasie ożywienia - wskazuje Aleksandra Świątkowska, ekonomistka Banku Ochrony Środowiska. Podaje przykład inwestycji, których wzrost oznacza większy popyt na towary zagraniczne.
- Będziemy szli w kierunku deficytu, ale on dla Polski jest stanem naturalnym. Wysoka nadwyżka z ostatnich kwartałów była raczej odstępstwem od długookresowej tendencji. Jako kraj rozwijający się jesteśmy i powinniśmy być importerami kapitału - podkreśla Grzegorz Maliszewski.
Dlatego, jak zaznacza Aleksandra Świątkowska, słabsze wyniki handlu nie będą decydującym czynnikiem dla notowań złotego. W przeszłości deficyt miał negatywny wpływ na kurs naszej waluty. Było to jednak w czasach, gdy ujemne saldo na rachunku obrotów bieżących (obejmującym głównie handel zagraniczny) wynosiło 5 proc. PKB lub więcej.
Analitycy są zdania, że w średnim okresie deficyt może dojść do 2-3 proc. PKB. Według PKO BP 12-miesięczna nadwyżka na rachunku obrotów bieżących obniżyła się w sierpniu do 0,9 proc. PKB z 1,4 proc. PKB na koniec lipca.
Jednym z czynników stabilizujących równowagę zewnętrzną naszej gospodarki są fundusze unijne. „Napływ środków z budżetu Unii Europejskiej wyniósł 5,9 mld zł, z tego 2,9 mld zł zarejestrowano w rachunku kapitałowym (głównie w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego)” - podał w informacji o sierpniowym bilansie płatniczym NBP. „W sierpniu 2021 r. zapłacono składkę w wysokości 2,1 mld zł. Po uwzględnieniu zapłaconej składki saldo transferów z Unią Europejską było dodatnie i wyniosło 3,8 mld zł” - podano. ©℗
Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
W październiku inflacja już powyżej 6 proc.
Konsumenci we wrześniu płacili za kupowane towary i usługi średnio o 5,9 proc. więcej niż rok wcześniej - podał w piątek Główny Urząd Statystyczny. To kolejna negatywna niespodzianka w danych o inflacji. Wstępne szacunki GUS mówiły, że wzrost cen we wrześniu wyniósł 5,8 proc.
- Każdy miesięczny odczyt inflacji, coraz wyższy, a do tego odchylający się od prognoz w górę, podbija jej ścieżkę w kolejnych miesiącach. Po publikacji wrześniowych danych jest pewne, że wskaźnik wzrostu cen w październiku przekroczy 6 proc., a w końcu roku może znaleźć się w okolicach 7 proc. - uważa Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. - Początek 2022 r., z nieuniknionymi podwyżkami cen energii i gazu, zapowiedzianymi wzrostami akcyzy na alkohol i tytoń, a także podwyżką płacy minimalnej o 7,5 proc., może „wybić” wskaźnik sporo powyżej 7 proc. - dodaje specjalistka.
Tylko zapowiedziana niewiele ponad tydzień temu podwyżka akcyzy dołoży do rocznego wskaźnika inflacji 0,2-0,3 pkt proc.
„W porównaniu z miesiącem analogicznym poprzedniego roku wyższe ceny w zakresie transportu (o 18,5 proc.), mieszkania (o 6,4 proc.) oraz żywności (o 4,2 proc.) podniosły ten wskaźnik odpowiednio o 1,65 pkt proc., 1,60 pkt proc. i 1,03 pkt proc.” - podał GUS.
We wrześniu najwyższe wzrosty cen w skali roku zanotowano w kategorii „gaz ciekły i pozostałe paliwa” (37,7 proc.), benzyna (28,3 proc.), olej napędowy (26,7 proc.) i wywóz śmieci (19,7 proc.). Po drugiej stronie był sprzęt telekomunikacyjny (spadek o 7 proc.) i owoce (obniżka o 6,8 proc. w skali roku). ©℗
ŁW