Reklama
Sprzedaż detaliczna była w lipcu realnie o 3,9 proc. wyższa niż rok wcześniej – podał w piątek Główny Urząd Statystyczny. Dane okazały się gorsze od oczekiwań analityków. Dynamika sprzedaży detalicznej była też mniejsza niż w poprzednich czterech miesiącach. W znacznej mierze wpływają na to efekty statystyczne: do wzrostów przekraczających nawet 10 proc. w ostatnim okresie wystarczała normalizacja sprzedaży po znoszeniu ograniczeń związanych z pandemią.
Ale zdaniem analityków czynników stojących za hamowaniem sprzedaży jest więcej. – Nasze wewnętrzne dane z transakcji kartami pokazują, że w przypadku sprzedaży detalicznej wytracanie dynamiki to efekt cenowy. Nasze szacunki wzrostu sprzedaży w ujęciu nominalnym były zgodne z danymi opublikowanymi przez GUS. W ujęciu realnym wynik okazał się niższy, bo deflator sprzedaży detalicznej jest na najwyższym poziomie od dekady – komentuje Piotr Bujak, główny ekonomista banku PKO BP.
Deflator to różnica między danymi w ujęciu nominalnym i realnym. Bez poprawki na zmiany cen sprzedaż detaliczna w lipcu była o 8,9 proc. większa niż rok wcześniej.
– Silniejsze wyhamowanie sprzedaży detalicznej przypisujemy wzrostowi popytu na usługi po odmrożeniu gospodarki. Sprzedaż detaliczna była mniej wrażliwa na skutki lockdownu (…). Obecnie, kiedy nastąpiło złagodzenie restrykcji dla działalności usługowej, część strumienia wydatków została przekierowana na usługi, jak np. turystykę, gastronomię – zaznacza Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.
Według niego osłabienie sprzedaży detalicznej może też świadczyć o tym, że krajowi konsumenci padają ofiarą globalnych zaburzeń w łańcuchach dostaw. Tak można tłumaczyć spadek sprzedaży samochodów czy spowolnienie w kategorii „meble, sprzęt RTV-AGD”.
Sprzedaż detaliczna to kolejny segment, w którym dane za lipiec okazały się gorsze od oczekiwań analityków.
W czwartek dowiedzieliśmy się, że produkcja sprzedana przemysłu była w ubiegłym miesiącu o 9,8 proc. większa niż rok wcześniej. Spodziewano się zaś, że dynamika będzie przekraczać 10 proc.
Również w piątek GUS poinformował, że produkcja budowlano-montażowa była o 3,3 proc. większa niż rok wcześniej, a prognozy mówiły o wzroście rzędu 6–7 proc. Tu zawinił słabszy wynik budowniczych dróg – spadek o prawie 6 proc. w skali roku.
Na drugim biegunie były podmioty zajmujące się wznoszeniem budynków. Ich sprzedaż była realnie o 5,7 proc. większa niż rok wcześniej. W lipcu oddano do użytku niespełna 18,1 tys. mieszkań. To o niemal jedną czwartą mniej niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku. Ale też wydano pozwolenia na budowę 28,8 tys. lokali., o 14 proc. więcej niż rok wcześniej. Rozpoczęto budowę 25,9 tys. mieszkań, o niemal 20 proc. więcej niż w lipcu ub.r. W pierwszych siedmiu miesiącach wystartowała budowa 170,5 tys. mieszkań, o 40 proc. więcej niż rok wcześniej.
– Dane dotyczące sprzedaży detalicznej w lipcu oznaczają, że w gospodarce nadal rośnie konsumpcja, ale jednocześnie pokazują, że jej tempo wzrostu jest już znacznie wolniejsze niż w II kw. Są to zatem kolejne dane, które każą oczekiwać wyhamowania tempa wzrostu PKB w III kw. tego roku. Z całą pewnością nie będzie on już dwucyfrowy, ale jednocześnie jest szansa, aby ukształtował się w okolicach 5 proc. – komentuje Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.
W II kw. PKB był realnie o 10,9 proc. większy niż w analogicznym okresie zeszłego roku, naznaczonym pierwszą falą pandemii.
– Od kilku tygodni widzieliśmy, że ożywienie wytraca impet. To nic złego, bo po otwarciu gospodarki w pewnym momencie tempo było zawrotne. Etap żywiołowego wzrostu jest za nami. Dane za lipiec to potwierdzają. Ale nadal możemy się spodziewać dobrych wyników gospodarki. Nasza prognoza wzrostu konsumpcji w III kw. to 3,6 proc. – mówi Piotr Bujak z PKO BP. ©℗
Część pieniędzy wydaliśmy na turystykę i gastronomię, a nie w sklepach