Reklama
Większość firm usługowych w styczniu źle oceniała sytuację. Wskaźnik koniunktury wynosił minus 7,8 pkt, a aż jedna piąta przedsiębiorców zgłasza pogorszenie swojej kondycji – wynika z opublikowanych wczoraj wyników badań przeprowadzonych przez Główny Urząd Statystyczny.
„Bieżący popyt oraz sprzedaż oceniane są mniej niekorzystnie niż w grudniu. Diagnozy sytuacji finansowej są negatywne, zbliżone do notowanych przed miesiącem. Przewidywania w tym zakresie są mniej pesymistyczne. Odnotowywany jest dalszy wzrost opóźnień płatności za wykonane usługi. Dyrektorzy jednostek zapowiadają ograniczenie zatrudnienia” – tak swoje badanie w części poświęconej usługom podsumowują analitycy GUS.
Szczególnie słabo sytuacja wygląda w tych firmach, które nie mogą działać lub funkcjonują w ograniczonym zakresie ze względu na pandemię. Najgorzej jest w zakwaterowaniu: wskaźnik koniunktury to teraz minus 64,5 pkt, niewiele lepiej niż w czasie wiosennego lockdownu. Wtedy oceny były złe, bo pandemia była dla wszystkich dużą niewiadomą, a ograniczenia z nią związane szokiem dla przedsiębiorców. Dziś to raczej zniechęcenie i zmęczenie przedłużającym się lockdownem.
Nieco lepsze oceny podają przedsiębiorcy z branży gastronomicznej. Ograniczenia dla niej wprowadzono dość wcześnie, na początku jesiennej drugiej fali, ale restauracje mogą sprzedawać na wynos, co częściowo ogranicza skalę strat. Dlatego wskaźnik koniunktury wypada lepiej niż w hotelach i wynosi minus 44,9 pkt.
Hotelarze i restauratorzy są zgodni, jeśli chodzi o typowanie największych barier w ich działalności. To niepewność co do ogólnej sytuacji gospodarczej. Można przyjąć, że pod tym pojęciem ukrywają się obawy firm o przedłużanie obowiązywania obostrzeń. Teoretycznie obecnie trwający lockdown miałby się skończyć 1 lutego, ale jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie wydłużony. Rząd zwleka z zakomunikowaniem ostatecznej decyzji, ale z wcześniej publikowanych informacji wynika, że na odmrożenie może liczyć handel, a jeśli działalność hoteli miałaby zostać przywrócona, to w ograniczonym zakresie. Aż 74,5 proc. firm działających w branży zakwaterowania stwierdza, że trudności związane z niepewnością ogólnej sytuacji gospodarczej to dla nich dziś największa bariera. W przypadku gastronomii wskazuje na nią 62,3 proc.
To, jak długo będzie utrzymywane zamrożenie branż, będzie jednym z kluczowych czynników dla gospodarczego scenariusza na początku 2021 r. O ile IV kw. roku poprzedniego wypadł zaskakująco dobrze jak na gwałtowność drugiej fali COVID-19, to w pierwszych trzech miesiącach obecnego roku tak dobrze może już nie być.
Piotr Bielski, ekonomista Santander Bank Polska, zwraca uwagę, że lockdown nie trwał przez pełny IV kw., a wzrostowi gospodarczemu sprzyjała – poza silnym eksportem napędzającym przemysł – charakterystyczna dla końcówki roku struktura konsumpcji. I bez pandemii przeważały w niej zakupy towarów, związane choćby z okresem przedświątecznym, rola wydatków na usługi była mniejsza. – Za to w I kw. zwykle rosną wydatki na usługi. Trudno powiedzieć, dlaczego tak się dzieje, być może ma to związek z feriami zimowymi. To prawdopodobne, bo więcej na usługi wydajemy też w III kw., czyli podczas wakacji – mówi ekonomista. Dlatego jego zdaniem przedłużanie lockdownu może mieć teraz większy wpływ na wyniki gospodarki, niż miało pod koniec roku. – Nie należy zatem wyciągać wniosku, że skoro w IV kw. było lepiej, niż się spodziewano, to tak samo będzie teraz. Istotna będzie konsumpcja, która pewnie wypadła słabiej niż zwykle, zważywszy na to, jak w tym roku wyglądały ferie – dodaje Piotr Bielski. Według niego o ile IV kw. wcale nie musiał być gorszy od III (licząc kwartał do kwartału PKB mógł nie spaść, choć do tej pory większość ekonomistów obstawiała inaczej), to początek tego roku może być słabszy. – Pytanie, co dalej, czy np. już w II kw. zobaczymy odbicie. Wszystko zależy od tego, czy będą utrzymywane restrykcje. Na razie większość ekspertów uważa, że do marca–kwietnia większość z nich powinna zostać zniesiona – mówi ekonomista.
Słabego początku roku spodziewa się też Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Jak mówi, utrzymanie dynamiki z końca poprzedniego może być trudne, a powodem nie muszą być tylko obostrzenia w kraju. Wiele państw w Europie idzie raczej drogą utrzymywania lub nawet zaostrzania lockdownu, w tym Niemcy, które są głównym odbiorcą polskiego eksportu. – Jeśli za granicą zmniejszy się społeczna mobilność, to będzie to miało negatywny wpływ na tamtejszą konsumpcję. A to właśnie popyt konsumpcyjny napędzał do tej pory polski eksport, i to zamówienia zza granicy poprawiały wyniki w przemyśle – uważa Maliszewski. Dodaje jednak, że każde kreślenie scenariuszy jest od wielu miesięcy obarczone dużym ryzykiem błędu, bo sytuacja w gospodarce może się szybko zmieniać w zależności od tego, z jakim nasileniem przebiega pandemia. – I kw. pewnie będzie słaby, ale nadal jest szansa, że w dalszej części roku będzie postępowała odbudowa gospodarki. Argumenty na poparcie tej tezy: konsumpcja, eksport, mocny rynek pracy – nadal są aktualne. Choć trzeba brać pod uwagę, że zmienność pomiędzy poszczególnymi kwartałami może być duża – ocenia Maliszewski.
Złe nastroje w branżach zakwaterowania i gastronomii