Trzeci kwartał znów upłynął pod znakiem spadków wypłat dla akcjonariuszy. Choć były one mniejsze niż w najbardziej pesymistycznych prognozach, to i tak dołek będzie największy od kryzysu w 2009 r.
Według raportu firmy Janus Henderson badającego wypłatę dywidend przez 1,2 tys. największych pod względem kapitalizacji rynkowej firm na świecie, blisko jedna trzecia przedsiębiorstw postanowiła ograniczyć bądź odwołać je, tworząc w ten sposób zapas środków. – Pandemia po raz kolejny potwierdziła, że „cash is king”. Kto ma gotówkę i zachowuje płynność, ten nie tylko przetrwa, ale ma też szansę na rozwój. Dlatego firmy błyskawicznie zareagowały, zaciskając pasa – ocenia Sobiesław Kozłowski, dyrektor departamentu analiz i doradztwa w Noble Securities.
Szacowane przez ekspertów wstrzymanie wypłat na koniec roku znacznie przekraczające 200 mld dol. będzie oznaczało największy spadek w historii pomiarów, a więc co najmniej od 2009 r. Wcześniej, z wyjątkiem lat 2015–2016, wypłaty systematycznie rosły.
Wynik ten trudno uznać za zaskoczenie – firmy korzystające z pomocy publicznej w wielu państwach miały zakaz wypłacania środków. – Paradoksalnie inwestorzy mogliby źle odebrać wypłatę dywidendy, gdy z powodu cięcia kosztów zwalniani byli pracownicy. To byłoby irracjonalne – dodaje Kozłowski.
Reklama
Największy spadek dotknął Wielką Brytanię, na co wpływ, oprócz pandemicznego lockdownu, mogły mieć też przedłużające się rozmowy z Komisją Europejską na temat umowy brexitowej. Tam wypłaty w III kw. były niższe o 41,6 proc. niż w 2019 r. Duży spadek odnotowano również w innych państwach europejskich, gdzie wyniósł średnio prawie 27 proc. Zdaniem analityków spowodowane było to m.in. zbyt wysokimi wypłatami w przeszłości.

Reklama
Są jednak obszary, w których suma dywidend wzrosła – to przede wszystkim Chiny i Hongkong, gdzie firmy stosunkowo szybko wróciły do działania. Łączna kwota dywidend w Państwie Środka za III kw. była o 3,3 proc. wyższa niż rok temu, a trzy czwarte spółek utrzymało je lub nawet podwyższyło. Na plusie III kw. zakończyła też Kanada.
Największe problemy z dywidendami ma sektor bankowy
Spadek w Stanach Zjednoczonych wyniósł prawie 4 proc. Większość dużych firm zza oceanu nadal wypłaca środki. Potwierdzają to też inne dane – według analityków z S&P Dow Jones Indices największe amerykańskie firmy notowane na nowojorskiej giełdzie skupione w indeksie S&P 500 wypłacą w tym roku zaledwie o 1 proc. mniej, czyli 479,5 mld dol. w porównaniu do 485,5 mld dol. w 2019 r. To znacznie więcej od pierwotnych prognoz wskazujących na dołek wynoszący nawet 10 proc.
Patrząc przez pryzmat poszczególnych sektorów, największe problemy z dywidendami ma sektor bankowy – jego wypłaty w ostatnich dwóch kwartałach spadły o prawie 72 mld dol. Dzieje się tak również dlatego, że organy regulacyjne w wielu krajach zalecały wstrzymanie się od wypłat w celu zagwarantowania stabilności całego sektora. Podobnie dzieje się u nas. – Stopy dywidend w Polsce osiągnęły poziom zbliżony do 2009 r. Banki zastosowały się do oczekiwań Komisji Nadzoru Finansowego i wstrzymały wypłaty, z kolei duże spółki energetyczne i paliwowe nie mogą sobie pozwolić na takie wydatki ze względu na planowane kosztowne inwestycje – wskazuje Sobiesław Kozłowski.
Oprócz banków, dywidendy najbardziej zmniejszyły te sektory, które najbardziej ucierpiały przez pandemię. W II i III kw. wypłaty firm dostarczających dobra konsumpcyjne nieuchodzące za produkty pierwszej potrzeby spadły o 27,8 mld dol. Zanurkowały też wypłaty spółek energetycznych (o 11,7 mld dol.). Zarobić mogli natomiast inwestorzy, którzy ulokowali środki w firmach farmaceutycznych, których wypłaty od kwietnia poprawiły się względem ubiegłego roku o prawie miliard dolarów.
Autorzy raportu Janus Henderson stwierdzają jednak, że najgorsze już za nami. Prognozują, że w przyszłym roku sytuacja może się poprawić za sprawą odmrożenia w sektorze bankowym. Nastroje rynkowe poprawi też wejście do użytku szczepionki. Zgodnie z szacunkami analityków, o ile pierwszy kwartał wciąż może być bardzo trudny, o tyle koniec przyszłego roku powinien oznaczać wyjście na zero bądź – w optymistycznym wariancie – zakończyć się wzrostem o 12 proc.
O umiarkowanym optymizmie pomimo lockdownu świadczą przedwczorajsze wstępne dane listopadowych nastrojów przedsiębiorców opublikowane przez IHS Markit. Pomimo obostrzeń wprowadzonych przez państwa w całej Europie spadek koniunktury w przemyśle strefy euro nie był znaczący i wciąż przekracza poziom 50 pkt, co oznacza brak recesji – osiągnął 53,6 pkt, a więc nieco powyżej wcześniejszych prognoz (53,1 pkt). Ucierpiały jednak usługi, które znajdują się wyraźnie pod kreską za sprawą ograniczeń działalności. W tym sektorze w krajach eurogrupy indeks zanurkował z 46,9 pkt w październiku do poziomu 41,3 pkt – czyli o 1,2 pkt gorzej niż przewidywano.