Indeks PMI pokazujący, jak wygląda aktywność dużych krajowych przedsiębiorstw przetwórczych, już nie spada. Ale nadal wygląda słabo
Indeksy PMI dla przemysłu w sierpniu / DGP
PMI dla polskiego przemysłu w sierpniu wzrósł do 48,8 pkt z 47,4 pkt w lipcu. To najbardziej okazały skok od dwóch lat. Indeks jest w tej chwili najwyżej od trzech miesięcy. Można to traktować jak mały sukces, zwłaszcza na tle odczytu lipcowego, który był najgorszy od kwietnia 2013 r. Dane za sierpień stanowią też pozytywną niespodziankę, ekonomiści pytani przez agencje prasowe o swoje typy dotyczące indeksu PMI w sierpniu wskazywali zdecydowanie niższe poziomy.
Reklama
To jednak nie oznacza, że polski przemysł wyszedł z dołka i pozostawił problemy za sobą. Dziesiąty miesiąc z rzędu jesteśmy poniżej bariery 50 pkt, która oddziela ekspansję (wyniki powyżej 50 pkt) od recesji w przemyśle.
Według firmy IHS Markit, która opracowuje wskaźnik, produkcja, zatrudnienie i nowe zamówienia w polskim przemyśle nadal spadają. Zatrudnienie obniżyło się dziewiąty raz w ciągu ostatnich 11 miesięcy. Firmy pozbywają się pracowników, ponieważ przestają być oni potrzebni w sytuacji malejącej dziesiąty miesiąc z rzędu produkcji, nawet jeśli, jak zaznacza IHS Markit, spadek ten tym razem był naprawdę nieznaczny. Produkcja maleje, bo firmy dostają coraz mniej zleceń (tu również spadek był tym razem niewielki). Wciąż zdecydowanie gorzej wyglądają zlecenia eksportowe, które spadają szybciej niż krajowe. Wszystko to powoduje, że poziom optymizmu wśród krajowych menedżerów (oczekiwania względem poziomu produkcji w ciągu najbliższych 12 miesięcy) jest najsłabszy od początku 2013 r.
„W komunikacie prasowym towarzyszącym publikacji danych podano, że w strukturze indeksu żaden komponent nie pogorszył się. Dodatkowo subindeksy produkcji, nowych zamówień oraz zatrudnienia poprawiły się, co może sugerować, że aktywność ekonomiczna badanej próby firm mija dołek, a kolejne miesiące mają szansę przynieść poprawę wyników” – komentują ekonomiści PKO BP.
Zdaniem Trevora Balchina, ekonomisty IHS Markit, złe nastroje sprawiają, że prognozy dla polskiego sektora przemysłowego są niepewne. Jego zdaniem wiele zależy od tego, czy Niemcy lub inna znacząca europejska gospodarka wpadną w recesję – 28 proc. polskiego eksportu trafia do Niemiec, a kolejne 21 proc. do Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Holandii.
A w sygnałach od naszych głównych partnerów handlowych trudno znaleźć dla nas pocieszenie. Wśród nich PMI powyżej 50 pkt ma tylko Francja. Najważniejsze dla nas Niemcy wyglądają zdecydowanie najgorzej. W lipcu wskaźnik był najniżej od siedmiu lat. W sierpniu nastąpiła tylko minimalna poprawa. Jak wynika z badania IHS Markit, niemieckie firmy przemysłowe zwalniały w sierpniu ludzi w tempie najszybszym od lipca 2012 r. Nastroje także są najgorsze od połowy 2012 r. (a możliwe, że od jeszcze dłuższego czasu, bo przed 2012 r. ich nie badano). Wraz ze spadającymi zamówieniami i generalnie przewagą podaży nad popytem zaczęły maleć też ceny wyrobów produkowanych przez niemiecki przemysł. To oznacza, że Niemcom grozi już nie tylko recesja, ale także deflacja.
Fatalnie wygląda też przemysł brytyjski. PMI na Wyspach spadł do 47,4 pkt. Jest najniżej od lipca 2012 r. Tutaj również mamy pełen zestaw złych zjawisk: spadek zamówień, produkcji i zatrudnienia oraz nastroje najgorsze od ponad siedmiu lat.
W przypadku Niemiec głównym powodem złej koniunktury jest rosnąca niepewność w gospodarce światowej związana z niebezpieczeństwem eskalacji wojen handlowych między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, a także strefą euro. W Wielkiej Brytanii dodatkowo występuje też coraz większy strach przed zbliżającym się brexitem, którego skutki dla gospodarki trudno dziś w pełni przewidzieć.
Według opublikowanych niedawno danych produkt krajowy brutto Wielkiej Brytanii i Niemiec w II kwartale spadł. W Polsce był wzrost o 0,8 proc. w stosunku do I kwartału i 4,5 proc. w ujęciu rok do roku.