Baryłka ropy brent kosztuje ponad 74 dol. i jest najdroższa od października ubiegłego roku, a licząc od początku tego roku podrożała już o 38 proc. Przyczyną ostatniego skoku ceny była decyzja Stanów Zjednoczonych w sprawie Iranu. Administracja prezydenta Donalda Trumpa zapowiedziała dalsze zaostrzenie sankcji nałożonych na ten kraj. 

W listopadzie 2018 r. Amerykanie ogłosili, że wśród sankcji znajdzie się zakaz kupowania irańskiej ropy. Każdy, kto ten zakaz złamie, będzie narażony na poważne finansowe konsekwencje ze strony USA. Jednak Amerykanie wprowadzając ten zakaz, ogłosili też, że dla ośmiu państw jeszcze przez kilka miesięcy nie będzie on obowiązywać. Chodziło o Chiny, Japonię, Koreę Południową, Indie, Tajwan, Turcję, Włochy i Grecję. Donald Trump tłumaczył wtedy, że chciał w ten sposób złagodzić szok w branży naftowej, dać jej czas na przygotowanie się i nie dopuścić do wzrostu cen ropy. Udało mu się to, bo w listopadzie i grudniu ubiegłego roku ropa wyraźnie taniała. Głównie z powodu obaw o światowe spowolnienie gospodarcze, ale tamta niespodzianka ze strony Trumpa także miała wpływ na ceny.

Specjalne warunki, dzięki którym ośmiu dużych klientów Iranu może wciąż kupować stamtąd ropę, wygasają 2 maja. W poniedziałek wielkanocny Waszyngton poinformował, że nie zostaną przedłużone. Stanowisko rzeczniczki prasowej Białego Domu dobitnie pokazuje, że celem jest ograniczenie eksportu ropy z Iranu do zera i pozbawienie tego państwa najważniejszego źródła przychodów. Według szacunków przytaczanych przez agencję Bloomberg, Iran w ostatnich tygodniach eksportował 1,1 mln baryłek ropy dziennie. Daje to miesięczny przychód w okolicach 2,3 mld dol.

Tym razem Amerykanie, zaostrzając sankcje, ponownie postarali się o działania osłonowe, które miałyby zapobiegać wzrostowi ceny ropy na światowych rynkach. Komunikat Waszyngtonu wspomina o tym, że Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie, a także same Stany Zjednoczone zneutralizują mniejszą podaż z Iranu, zwiększając wydobycie i sprzedaż swojej własnej ropy. Tym razem jednak rynek nie dał się tak łatwo przekonać i paliwo drożeje.

Inwestorów mogła wystraszyć reakcja Teheranu na zapowiedzi USA. Szef irańskiej marynarki wojennej powiedział, że jeśli kraj nie będzie mógł eksportować swojego najważniejszego produktu, to zablokuje Cieśninę Ormuz, przez którą przepływają wszystkie tankowce transportujące w świat ropę nie tylko z Iranu, ale też z Iraku, Kuwejtu, Emiratów Arabskich i w dużej części także Arabii Saudyjskiej. Gdyby doszło do blokady, wtedy ograniczenie podaży na rynkach byłoby tak duże, że nie dałoby się go zrównoważyć wzrostem wydobycia w innych krajach.

Z punktu widzenia posiadaczy samochodów wzrost napięcia na rynku ropy nie mógł przydarzyć się w gorszym momencie. Ceny paliw jeszcze przed świętami wielkanocnymi i tak były już bardzo wysokie. Benzyna bezołowiowa 95 w hurcie w PKN Orlen kilka dni temu była najdroższa od października 2014 r. i aż o 22 proc. droższa niż na początku roku. Kolejny impuls wzrostowy związany z Iranem może wywindować jej ceny do poziomów rekordowych. Cena oleju napędowego od początku roku wzrosła o 13 proc. i jest najwyższa od sześciu miesięcy. Notowania benzyn w europejskich portach ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) również są najwyższe od pół roku.

Droższe paliwo na stacjach benzynowych oznacza wzrost kosztów w przedsiębiorstwach. Może przekładać się na wzrost inflacji. Wprawdzie zgodnie z zapewnieniami Rady Polityki Pieniężnej podwyżki stóp procentowych z tego powodu nam nie grożą, ale wyższa inflacja automatycznie oznacza niższe realne oprocentowanie lokat bankowych i obligacji, a także niższy realny wzrost płac. Te wszystkie skutki drożejącej ropy mogą nam w najbliższych miesiącach spowalniać gospodarkę