Połowa najbardziej doświadczonych inwestorów polskich domów maklerskich przeniosła swoje rachunki do brokerów spoza Unii Europejskiej, bo nie podobają im się ograniczenia zastosowane przez europejski nadzór na rynku forex – wynika z badania wśród inwestorów, jakie zleciła Izba Domów Maklerskich.
IDM chciała sprawdzić, jaki wpływ ma obowiązująca od sierpnia ubiegłego roku interwencja produktowa Europejskiego Urzędu Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA). Nadzór wprowadził istotne ograniczenia dźwigni finansowej, wykorzystywanej przy handlu kontraktami na pary walut.
Dźwignia to typowe narzędzie przy inwestowaniu w waluty i instrumenty pochodne. Dzięki niej, wpłacając 1000 zł na depozyt, można kupić kontrakt o wartości nawet 100 tys. zł. Gdy kontrakt zdrożeje o 1 proc., zysk inwestora wynosi 100 proc. Ale jeśli potanieje o 1 proc., to inwestor traci całą zainwestowaną kwotę. A jeśli więcej – trzeba nawet dołożyć.
Reklama
Przed związanym z tym ryzykiem ma zabezpieczać interwencja ESMA. Nadzór ograniczył dźwignię od 1 do 30 dla par głównych walut (na przykład euro-dolar czy euro-funt) oraz od 1 do 20 w przypadku innych par walutowych, złota i głównych indeksów giełdowych. Polskich brokerów szczególnie boli to drugie ograniczenie. Dotyczy bowiem par, w których jedną z walut jest złoty. Wcześniej dopuszczalny lewar w Polsce wynosił od 1 do 100.
W ubiegłym tygodniu ESMA poinformowała, że interwencja produktowa potrwa jeszcze przynajmniej do początku sierpnia tego roku. Dla polskich brokerów to nie najlepsza wiadomość, bo to zabiera im klientów.

Reklama
Z badania IDM wynika, że po wprowadzeniu regulacji 36 proc. inwestorów ma gorsze wyniki, a 11 proc. pytanych w ogóle przestało działać na foreksie. 47 proc. nie zauważyło zmiany na gorsze, ale na lepsze również nie. Poprawę notuje 6 proc. ankietowanych. Na pytanie izby odpowiadali głównie inwestorzy z największym doświadczeniem. Prawie 67 proc. ankietowanych gra na foreksie dłużej niż dwa lata i przeznacza na to środki większe niż 10 tys. zł.
Co gorsza, połowa najbardziej aktywnych i doświadczonych graczy zadeklarowała, że przeniosła swój rachunek po wprowadzeniu interwencji produktowej ESMA do brokera niepodlegającego jurysdykcji europejskiego nadzoru. Główny powód to właśnie wielkość dźwigni finansowej, jaką mogą oni zaoferować. Dwie trzecie ankietowanych uważa, że optymalnym poziomem lewara byłby od 1 do 100 – a więc znacznie powyżej dopuszczalnego dziś poziomu.
Zdaniem Marka Wołosa, eksperta IDM, wytrawni gracze uciekają z polskiego – a więc i unijnego rynku – bo nie są w stanie dostosować swoich strategii do wymogów narzuconych przez ESMA. Są one dla nich zbyt zachowawcze. Inwestorzy woleliby ponieść większe ryzyko w zamian za szansę na większy zysk. Wołos uważa, że to zjawisko jest niekorzystne dla polskiego rynku. Bo pozbawia ochrony krajowych inwestorów i przez to naraża ich na niebezpieczeństwo nadużyć ze strony firm, działających poza nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego.
– Jeżeli nie podejmiemy zdecydowanych kroków w celu poprawy konkurencyjności krajowej branży maklerskiej, może dojść do marginalizacji tej istotnej części rynku finansowego w Polsce na korzyść zagranicznych podmiotów – napisał Wołos w komentarzu do wyników badania.