Dziś poznamy efekty grudniowego posiedzenia Komitetu Otwartego Rynku amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Stopy znów w górę?
Ekonomiści i inwestorzy powszechnie spodziewają się czwartej w tym roku podwyżki stóp procentowych. W efekcie przedział, w którym utrzymywana jest główna stopa Fedu, wzrośnie do 2,25–2,5 proc. Byłby to najwyższy poziom od wiosny 2008 r. Niedługo potem amerykański bank centralny musiał walczyć z kryzysem finansowym. Kilka dni temu minęła 10. rocznica sprowadzenia głównej stopy do zera, a od 3 lat jest systematycznie podnoszona.
Od wysokości stóp banku centralnego zależą te rynkowe, a zatem również oprocentowanie depozytów i kredytów. Przekładają się one również na kurs waluty (im wyższe oprocentowanie, tym bardziej opłaca się lokować wolne środki w dolary), ale i opłacalność inwestycji na giełdzie (im wyższe stopy, tym niższe – na ogół – wyceny spółek). Oprocentowanie ustalane przez bank centralny od lat nie było przedmiotem szczególnego zainteresowania polityków. Stopy w USA są jednak na tyle wysokie, że dalszym podwyżkom chce przeciwdziałać sam prezydent USA Donald Trump. „Mam nadzieję, że ludzie w Fedzie przeczytają dzisiejszy komentarz «The Wall Street Journal», zanim zrobią kolejny błąd. Nie pozwólcie na to, by rynek stał się jeszcze bardziej niepłynny niż teraz (…). Miejcie wyczucie rynku, nie kierujcie się wyłącznie nieznaczącymi liczbami. Powodzenia!” – napisał Trump we wtorek na Twitterze. Odnosił się do tekstu we wtorkowym wydaniu WSJ, w którym napisano m.in.: „W świecie niskiej inflacji i powolnego wychodzenia z kryzysu finansowego nawet niewielkie zmiany stóp procentowych mogą mieć nieproporcjonalnie duże konsekwencje dla rynków i dla gospodarki”.
Reklama
Komentarzom Trumpa dodatkowego wymiaru dodaje fakt, że to on na początku tego roku mianował nowego szefa banku centralnego. Jerome Powell pod koniec listopada stwierdził, że stopy w USA są blisko poziomu neutralnego (co zapowiadałoby bliski koniec podwyżek). Kilka tygodni wcześniej mówił, że do tego poziomu jest jeszcze daleko. Ta wypowiedź spowodowała falę wyprzedaży na giełdach w Ameryce i na świecie. Dlaczego? Bo podwyżki stóp w największej światowej gospodarce będą hamować wzrost gospodarczy.
W opublikowanym we wtorek badaniu Bank of America Merrill Lynch przeprowadzonym wśród inwestorów zarządzających aktywami wartymi niemal 700 mld dol. 53 proc. ankietowanych spodziewa się spowolnienia dynamiki PKB na świecie. Według agencji Reuters tak dużego odsetka pesymistów nie było od dekady.

Reklama
Obawy o wzrost dają o sobie znać na giełdach. Standard&Poor’s 500, główny indeks amerykańskiej giełdy, we wrześniu osiągnął poziom 2940 pkt. W poniedziałek spadł nawet do 2530 pkt (wczoraj na początku sesji akcje w Ameryce zyskiwały na wartości).
Donald Trump od początku tygodnia lobbuje na Twitterze przeciwko zwiększeniu kosztu pieniądza w USA. – Niewiarygodne, że przy tak mocnym dolarze, właściwie bez inflacji i gdy świat zewnętrzny wybucha, Paryż płonie, a Chiny są na drodze w dół, Fed w ogóle rozważa kolejną podwyżkę stóp – stwierdził w poniedziałkowym wpisie.
Choć w ostatnich dwóch dniach dolar tracił na wartości, to jego kurs w stosunku do euro jest blisko najwyższego poziomu od półtora roku. Euro kosztuje niespełna 1,14 dol. Podobnie jest w stosunku do złotego. W ostatnich trzech miesiącach notowania amerykańskiej waluty w Polsce regularnie przekraczały 3,8 zł.
Dziś ważna będzie nie tylko decyzja Fed o stopach. Analitycy czekają także na nowe projekcje makroekonomiczne Fedu oraz tzw. dot-plot – wykres, na którym poszczególni członkowie FOMC oznaczają swoje oczekiwania dotyczące wysokości stóp w najbliższych trzech latach. Pokaże on, czy rynek może liczyć na bliskie zakończenie cyklu podwyżek, czy też nie.
Widać ryzyko dla WIBOR-u
Polska od kilku miesięcy ma już niższe stopy procentowe niż USA. U nas główna stawka banku centralnego wynosi 1,5 proc., a rynkowe stopy WIBOR, od których uzależnione jest m.in. oprocentowanie kredytów, to ok. 1,7 proc. WIBOR w obecnej formule może funkcjonować do końca przyszłego roku. Zgodnie z unijnym rozporządzeniem BMR do tego czasu konieczne jest uzyskanie licencji przez podmiot odpowiedzialny za stawki referencyjne (w naszym przypadku jest to spółka zależna Giełdy – GPW Benchmark), a później również zaakceptowanie przez KNF metody kalkulacji samych stawek. Część obserwatorów rynku ma wątpliwości, czy terminu uda się dotrzymać.
W poniedziałek na problem zwrócił uwagę Komitet Stabilności Finansowej. Jak czytamy w komunikacie z posiedzenia, członkowie KSF „zidentyfikowali nowe źródło ryzyka związane z koniecznością terminowego dostosowania stawek referencyjnych krajowego rynku pieniężnego do wymogów rozporządzenia BMR”. Gdyby odpowiednich zgód nie było na czas, pojawiłoby się ryzyko, że nie będzie można wyliczyć stawek dla umów (kredytów, ale też np. kontraktów terminowych) wartych setki miliardów złotych.
– Po okresie identyfikacji możliwych ścieżek postępowania oraz analizie zestawu prób, błędów i sukcesów innych administratorów GPW Benchmark jest już na etapie specyfikacji dostępu do szerokiego zakresu danych rynkowych i działa zgodnie z założonym harmonogramem – informuje Aleksandra Bluj, wiceprezes spółki będącej administratorem stawek WIBOR. Dodaje, że zostały już przeprowadzone spotkania z bankami, które uczestniczą w wyznaczaniu stawek referencyjnych WIBID i WIBOR. – Powstał dokument konsultacyjny, porządkujący wiedzę i opinię sektora na temat proponowanych zmian, który dał podstawy do uszczegółowienia założeń nowej metodologii kalkulacji wskaźników. W I kwartale zaczyna się okres prac nad kalibracją metody kalkulacji. Potem nastąpi niezbędny etap konsultacji publicznych – dodaje przedstawicielka GPW Benchmark.