W odpowiedzi pomocna jest teoria gier: uczestnicy danej sytuacji wybierają takie działania, dzięki którym zrealizują dla siebie najwięcej korzyści. Przykładowo: nie niszczymy własności innych, jeśli niesie to zbyt duże ryzyko strat po naszej stronie. Ergo: nawet największy egoista może dbać o najbliższe otoczenie. Tak rozumiany człowiek powinien trzymać się jak najdalej od agresywnego tłumu, czyli tłum nigdy by nie powstał. A jednak! George Akerlof i Robert Shiller (obaj z Yale) wskazali wiele przykładów, gdy chwilowe emocje zniekształcają nasze decyzje, bo mogą zmniejszyć postrzegane koszty i zwiększyć postrzegane korzyści krótkoterminowe. Możemy być zarówno racjonalni, jak i dołączyć do irracjonalnego tłumu. Jak pokazał Daniel Kahnemann (Princeton), ludzie bardzo źle oceniają prawdopodobieństwa. Tak zwane szybkie myślenie powoduje, że prawdopodobieństwo uszczerbku na zdrowiu w masowych zamieszkach z policją wydaje nam się błędnie znacznie niższe, niż gdybyśmy mieli np. jednoosobowo rzucić się na mundurowego. Dodatkowo serce przeszacowuje korzyści zgodne z naszymi poglądami i zaniża sprzeczne z nimi koszty.

Czy jednak tylko o emocje tu chodzi? Niezależnie od subiektywnego sposobu podjęcia decyzji o własnych korzyściach i stratach (z ich wadami i zaletami) istnieje jeszcze tzw. warunek masy krytycznej. Mark Granovetter (Stanford) i niedawno zmarły Thomas Schelling uważali, że rachunek własnych korzyści i warunek masy krytycznej to procesy wzajemnie powiązane: racjonalne jest przyłączenie się do wystarczająco wielkiego tłumu. Taki tłum, gdy niszczy – jest w pełni racjonalny. Nie zmieniają się bowiem ani ludzie, ani ich wartości, ale warunki otoczenia, w których podejmują decyzje.

W realnym świecie nie mamy pełnej wiedzy co do wiedzy i działań innych. Mówimy wówczas, iż mamy do czynienia z niepewnością. Według Rogera Myersona (Chicago), gdy dopuścimy niepewność co do potencjalnego rozmiaru protestu, pojawia się tzw. problem koordynacji. Istnieje wiele optymalnych rozwiązań, ale nie ma gwarancji, że bez przekonującego lidera egoistyczni ludzie do nich doprowadzą. Wyobraźmy sobie, że nasza rewolta ma potencjalne dwie równowagi: może objąć 10 lub 50 proc. społeczeństwa. Jeżeli w obliczu niepewności istnieć będzie grupa prowokatorów – osób, którym zależy na spowodowaniu incydentów zapalnych, to równowaga będzie niestabilna, ale także nie będzie reprezentować preferencji protestujących. Wtedy niewielka grupka może przesądzić o tym, że z co dziesiątej osoby tłum urośnie pięciokrotnie.

Wiele optymalnych rozwiązań zwiększa nieprzewidywalność protestów. Gdy nie ma niepewności, mniejszy tłum racjonalnie oznaczać powinien większy radykalizm, a większy tłum – z powodu problemu koordynacji – średnio mniejsze zagrożenie i bardziej spokojny charakter protestu. Jednak w warunkach niepewności równie prawdopodobne jest to, że mały tłum pozostanie niegroźny, jak i to, że w ogromnym tłumie byle prowokator spowoduje erupcję agresji. Ten brak konkluzji to ściśle matematyczny rezultat w grze pod nazwą „Protest” w warunkach niepewności.

Czy biorąc pod uwagę tę nieprzewidywalność, istnieje optymalna reakcja po stronie władz? Wszyscy wymienieni dotąd ekonomiści otrzymali za badania m.in. na temat racjonalności w działaniach zbiorowych nagrodę im. Alfreda Nobla. Czy doradziliby Emmanuelowi Macronowi, jak zareagować optymalnie? Stwierdziliby równie jasno jak liczni komentatorzy, gdzie i kiedy popełnił błąd?

Jak dotąd wskazania z teorii gier są jednoznaczne tylko w odniesieniu do skali reakcji po stronie policji. Z jednej strony zadaniem policji jest pilnowanie porządku i ochrona: przechodniów przed protestującymi i protestujących przed sobą nawzajem. Z drugiej strony każda interwencja to ryzyko gwałtownej odpowiedzi niezadowolonego tłumu. Lucia Buenrostro, Amrita Dhillon i Myrna Wooders (Warwick) udowadniają, że optymalne działanie policji zależy od jej wiarygodności w oczach społeczeństwa: nawet źle oceniana władza, która wiarygodnie deklaruje silne egzekwowanie zasad, może ograniczyć nie tylko skalę protestów, ale nawet szanse ich wystąpienia. Władza, która ma przewagę informacyjną nad tłumem i oceniana jest jako stanowcza, jest w stanie bezkontaktowo całkowicie zniechęcić społeczeństwo do protestów, nawet gdy nie jest popierana.

Jaki z tego morał? Gdy przyjaciele zapraszają cię na protest, zawsze będziesz się borykać z niepewnością co do liczby uczestników. Ta niepewność przełoży się na zachowania nie tylko twoje, ale też organizatorów i innych uczestników. Nigdy nie wiesz, czy nawet niewielki tłum nie przerodzi się w gwałtowną erupcję protestu. Z drugiej strony, czy warto zostać w domu, gdy „twoi” mogą osiągnąć masę krytyczną i zmienić świat na lepsze?