To, co będzie się działo w najbliższym czasie z naszym pieniądzem, w dużej mierze będzie zależało od banku centralnego. Jednak nie naszego, ale tego z siedzibą we Frankfurcie.
Na czwartek zaplanowano posiedzenie Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego. Analitycy nie spodziewają się, by podjęto na nim jakieś istotne decyzje. Główna stopa EBC pozostanie zapewne na poziomie zerowym. Już wcześniej bank zobowiązał się, że do końca tego roku będzie prowadził na dotychczasowych warunkach program dodruku pieniądza, w ramach którego każdego miesiąca dosypuje gospodarce unii walutowej 60 mld euro. Jednak od tego, jaki ton będzie dominował w wypowiedziach prezesa EBC Maria Draghiego, będą zależały notowania euro. A także złotego.
Najlepiej od dwóch lat
Reklama
Nasza waluta ma dobrą passę. W stosunku do euro od kilku miesięcy utrzymuje się w przedziale 4,2–4,25 zł (w maju na krótko europejska waluta potaniała nawet nieco mocniej), a to poziom niewidziany od jesieni 2015 r. Za dolara pierwszy raz od kwietnia 2015 r. trzeba na rynku walutowym zapłacić mniej niż 3,7 zł. Kurs franka szwajcarskiego nieznacznie przekracza 3,8 zł. Niewiele brakuje, by był najniższy, odkąd w styczniu 2015 r. Szwajcarzy zdecydowali się na skokowe umocnienie swojej waluty.
Aprecjacja złotego w dużej mierze jest związana z czynnikami globalnymi. Nasza waluta zyskuje na wartości, gdy na światowych rynkach nie widać nagłych zagrożeń i pojawia się apetyt na ryzyko – inwestorzy chętnie kupują akcje i obligacje wschodzących rynków. Ale przy tym złoty zachowuje się podobnie do euro, którym obracają nasi główni partnerzy handlowi. Dolar wyraźnie zyskiwał wobec euro w drugiej połowie ubiegłego roku dzięki perspektywom podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz optymizmowi co do tempa wzrostu gospodarczego. Miały go wspierać inicjatywy nowego prezydenta USA Donalda Trumpa. Jednak od kilku miesięcy amerykańska waluta traci. Obserwowany w ostatnich miesiącach wzrost cen w strefie euro kilka tygodni temu skłonił prezesa EBC do stwierdzenia, że „tendencje deflacyjne zostały zastąpione przez trendy reflacyjne”. To wzmocniło oczekiwania, że europejski bank szybciej, niż się spodziewano, zacznie normalizować swoją politykę, co za pewien czas mogłoby oznaczać podwyżki stóp procentowych.

Reklama
– W krótkim terminie spodziewałbym się jeszcze umocnienia euro, a wraz z nim również złotego. Ale jesienią, gdy będzie więcej informacji o tym, jak amerykański bank centralny zamierza ograniczać wielkość swojego bilansu, to dolar powinien zyskiwać – ocenia Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego.
Nasza waluta idzie w górę / Dziennik Gazeta Prawna
Zacieśnienie polityki pieniężnej sprzyja aprecjacji danej waluty. Nasza Rada Polityki Pieniężnej na razie nie zastanawia się nad podwyżkami stóp procentowych, a prezes Adam Glapiński otwarcie mówi, że ani w tym roku, ani w następnym raczej nie widzi powodów do zwiększania kosztu pieniądza. W perspektywie kilku miesięcy to może być czynnik osłabiający złotego.
Co sprzyja aprecjacji
Mimo to więcej jest powodów, dla których nasza waluta może zyskiwać na wartości.
– Do naszej gospodarki więcej pieniędzy napływa, niż odpływa. Świadczy o tym fakt, że mamy tylko niewielki deficyt na rachunku obrotów bieżących. Jednocześnie notujemy duży napływ kapitału w postaci bezpośrednich inwestycji zagranicznych – wskazuje Piotr Soroczyński, główny ekonomista Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych.
W ciągu 12 miesięcy do maja br. deficyt obrotów bieżących wyniósł niespełna 8,1 mld zł. Był o ponad 40 proc. mniejszy niż w poprzednim takim okresie. Cały czas na plusie jesteśmy w obrotach towarowych (choć w maju było ok. 0,8 mld zł deficytu). Napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich przekracza 40 mld zł w skali roku.
Soroczyński dodaje, że za umocnieniem złotego przemawia również to, że jesteśmy beneficjentem napływu środków unijnych. – Poza tym na tle innych krajów nasza gospodarka ma bardzo przyzwoite perspektywy wzrostu. Jeśli do wysokiej konsumpcji dołączą inwestycje, to może przyciągać do naszego kraju również kapitał portfelowy – mówi ekspert. Jego zdaniem zagranicznym inwestorom nie powinny także przeszkadzać napięcia polityczne w kraju. – Rynek się na to impregnuje – uważa rozmówca DGP.
Mniejszym optymistą jest Jakub Rybacki, ekonomista ING Banku Śląskiego. – Modele krótkoterminowe sugerują, że obecny kurs złotego jest odpowiedni. Nasze szacunki mówią, że właściwy poziom to 4,23 zł za euro. Także jeśli wziąć pod uwagę analizę fundamentalną, o dłuższym horyzoncie, to nie ma dużego niedowartościowania – uważa specjalista. Przywołuje opracowania amerykańskiego Peterson Institute for International Economics, który fundamentalny kurs szacuje na 4,15 zł za euro.
To, że złoty powinien być znacznie mocniejszy niż obecnie, sugeruje z kolei popularny indeks BigMaca brytyjskiego tygodnika „The Economist”. Opiera się on na porównaniu cen dostępnej na niemal całym świecie kanapki popularnej sieci fast food. Według pisma w stosunku do dolara złoty jest za tani niemal o połowę, a w zestawieniu z euro – o prawie 40 proc. Biorąc pod uwagę poziom produktu krajowego brutto na mieszkańca, różnica nie jest już tak duża, ale wciąż wynosi ok. 20 proc.