Piątkowa sesja charakteryzowała się opóźnioną i ograniczoną reakcją na zaskakująco dobry wstępny szacunek dynamiki PKB. Opóźnienie to efekt wpływu spadających indeksów na głównych giełdach europejskich, mimo również lepszych niż się spodziewano danych dotyczących gospodarki strefy euro i Niemiec.

Ograniczony do sektora bankowego zasięg poprawy można interpretować rachubami inwestorów, że wyższe tempo wzrostu PKB, powstrzyma Radę Polityki Pieniężnej przed obniżką stóp, do której było już blisko, po wcześniejszych, równie zaskakujących danych o spadku cen o 0,6 proc. Mocno przecenione akcje banków łatwo poddały się więc dynamicznemu odreagowaniu.

Indeksy małych i średnich spółek nie poszły śladem WIG20 nie tylko dlatego, że w ich składzie walory banków mają niewielki udział, ale prawdopodobnie ze względu na wątpliwości co do jakości wzrostu PKB. Był on tak silny między innymi w wyniku zmiany metodologii liczenia. Dodanie do niego prostytucji, przemytu i reszty szarej strefy, nie wpłynie pozytywnie na wyniki spółek giełdowych, więc inwestorzy nie dostrzegli powodu do kupna akcji.

Wpływ oddalenia perspektywy obniżki stóp procentowych na zachowanie walorów banków może być nietrwały. Stopy pozostaną wciąż rekordowo niskie, a ich dalszego cięcia nie można wykluczyć. Zachowanie rynku długu taki scenariusz wyraźnie w piątek dyskontowało. Dziś jest za to szansa na poprawę notowań firm sektora surowcowego, które ostatnio ucierpiały jeszcze mocniej niż papiery banków. Piątkowe popołudnie przyniosło bowiem dynamiczne zwyżki notowań surowców, na które nasze spółki nie miały szansy zareagować. Notowania ropy naftowej, miedzi i złota rosły po około 2 proc., a srebro poszybowało o ponad 4 proc. Walory KGHM, zniżkujące w piątek momentami do 121,8 zł, mają więc szansę na utrzymanie się powyżej bronionego od kilku tygodni poziomu 124-125 zł. Zwrot na rynku surowców to jednak efekt osłabienia dolara, a nie poprawy fundamentów globalnej gospodarki. Na trwałość tego zjawiska także trudno liczyć.

Nie wygląda też to, by nasz parkiet znalazł wsparcie w otoczeniu. Reakcja indeksów w Paryżu i Frankfurcie na lepsze dane o PKB, była chłodna. DAX ledwie utrzymał się nad kreską i wciąż znajduje się w fazie spadkowej korekty. Podobnej tendencji można spodziewać się także na Wall Street. S&P500 od czterech sesji nie wykazuje chęci do wzrostu, a taki stan, po trwającym od połowy października prawie 10 proc. rajdzie, może prowokować do realizacji zysków.

Wszystko to nie przekreśla jednak szans na rajd Świętego Mikołaja. Obrona przez byki poziomu 2400 punktów w przypadku WIG20, jeśli okaże się skuteczna, mogłaby skłonić do powrotu indeksu w okolice 2450 punktów, a w sprzyjających okolicznościach, do ataku na szczyt z końca października, znajdujący się kilkanaście punktów wyżej.

Dziś czynnikiem ryzyka może być reakcja na niespodziewane wyniki wyborów samorządowych, w których przewagę uzyskali kandydaci PiS. Rynki światowe mogą z kolei pozytywnie reagować na przyjęty przez grupę G20 pięcioletni plan przeznaczenia 2 bln dolarów na wsparcie gospodarki. Nie wiadomo, czy do interesu dołoży się Rosja, której prezydent opuścił obrady przed ich formalnym zakończeniem, tłumacząc, że ma daleko do domu. 

Można zaś raczej liczyć na Japonię. Tamtejszy urząd statystyczny poinformował dziś o spadku PKB o 1,6 proc., co stanowi negatywną niespodziankę. Pierwszą reakcją była niemal 3 proc. zniżka Nikkei oraz sięgające 0,5 proc. spadki kontraktów na główne indeksy giełdowe.

Roman Przasnyski, analityk niezależny