Europejski Bank Centralny spełnił niemal wszystkie oczekiwania rynków, jakie pojawiały się w okresie oczekiwania na czwartkowe posiedzenie. Tuż po konferencji Mario Draghiego DAX pokonał poziom 10 tys. punktów, zwyżkując o prawie 0,9 proc., by kilkadziesiąt minut później zniwelować ją w całości. Podobne, choć nie tak głębokie cofnięcie się wskaźnika, obserwowano w Paryżu i na wielu innych parkietach. Ruchy te z pewnością nie były wynikiem rozczarowania inwestorów, tym co usłyszeli, ani obaw, że sytuacja jest kiepska, skoro EBC postanowił działać tak radykalnie. Można przypuszczać, że mieliśmy do czynienia z klasyczną realizacją zysków, czy też realizacją zasady o kupowaniu plotek i sprzedawaniu faktów. Nie oznacza to jednak, że tego typu zachowania utrzymają się przez dłuższy czas. Wręcz przeciwnie, można oczekiwać, że wkrótce rozpocznie się faza kupowania akcji pod fakty już dokonane i pod te zapowiedziane. Jej dynamika, czas trwania i przebieg, to już zupełnie inna historia. Trudno jednak sobie wyobrazić, by w najbliższej przyszłości giełdy weszły w fazę większej korekty.

Na razie trudno też określić, jak silnie decyzje i zapowiedzi EBC wpłyną na poszczególne segmenty rynków. Obserwacja skutków poprzednich działań głównych banków centralnych świata sugeruje, że najbardziej powinny skorzystać na tym emerging markets, na które przepłynąć powinna część kapitałów, poszukujących atrakcyjnych możliwości zarobku. Teoretycznie najmocniej powinny to odczuć te najsolidniejsze, można więc mieć nadzieję, że w tym gronie znajdzie się warszawski parkiet. Niemal pewne jest, że skorzysta z tego rynek naszych papierów skarbowych, a co za tym idzie, także złoty. Po wczorajszym zachowaniu giełd, sygnałów że tak właśnie się stanie, trudno było się dopatrzeć. Spośród rynków wschodzących w naszej okolicy najmocniej w górę poszedł indeks w Stambule, a i naszym indeksom największych spółek poszło całkiem nieźle.

Trudno też ocenić, na ile czwartkowa zwyżka na Wall Street była wynikiem reakcji na decyzje EBC, na ile zaś efektem czynników lokalnych. Dane o liczbie wniosków o zasiłki dla bezrobotnych, które okazały się nieco gorsze niż oczekiwano i słabsze niż tydzień temu oraz dużo wyższy szacunek dotyczący liczby planowanych zwolnień pracowników, trudno uznać za powód do zadowolenia. Dla Amerykanów jednak najważniejsze będą dzisiejsze informacje o kondycji rynku pracy. Oczekuje się wzrostu stopy bezrobocia z 6,3 do 6,4 proc., a więc niewielkiego zahamowania tendencji spadkowej tego parametru. Spodziewane 215 tys. nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym w maju byłoby też wynikiem znacznie gorszym niż miesiąc wcześniej. Prawdopodobnie więc inwestorzy na europejskich parkietach zaczekają zarówno na dane, jak i na reakcję na nie ze strony graczy zza oceanu.

O ile można uznać, że na amerykańskich parkietach decyzje EBC jakieś wrażenie wywarły, to nie można tego powiedzieć o giełdach azjatyckich. Zmiany na nich były dziś rano niewielkie, a do tego około połowa indeksów traciła na wartości. Nikkei na godzinę przed końcem handlu zniżkował o 0,1 proc., a w Szanghaju spadki sięgały od 0,2 proc. w przypadku indeksu grupującego spółki, których akcje dostępne są dla inwestorów zagranicznych, do 0,6 proc. dla Shanghai Composite.

Kontynuację wzrostów na europejskich parkietach sugerowały natomiast zwyżkujące po 0,15-0,2 proc. kontrakty na amerykańskie i europejskie indeksy. Te ostatnie poszły jednak w dół, po informacji o rozczarowującym tempie wzrostu produkcji przemysłowej w Niemczech.

Na naszej giełdzie bardzo prawdopodobny jest atak WIG20 na poziom 2500 punktów, ale nie można również wykluczyć jakiejś formy realizacji zysków, przynajmniej w przypadku niektórych spółek.

Roman Przasnyski