W ciągu ostatnich osiemnastu lat, letni rajd, czyli sezonowa zwyżka notowań giełdowych, nie wystąpił na warszawskiej giełdzie jedynie dwukrotnie. Było to w 2001 i 2008 r., czyli w czasie apogeum największych kryzysów na rynkach finansowych. Biorąc pod uwagę indeks największych spółek, bardzo słaby był pod tym względem także 2011 r., gdy wskaźnik zyskał zaledwie 1 proc. Średnia zwyżka indeksu podczas letnich rajdów, sięgająca 14 proc., jest jednak imponująca, a regularność występowania tego efektu powoduje, że i trudno się o wzięcie udziału w tym wyścigu do zysków nie pokusić. Jest to jednak zajęcie dla inwestorów krótkoterminowych, choć oczywiście trzeba brać pod uwagę fakt, że letnie rajdy są elementem długofalowych tendencji i decyzje należy podejmować w zależności od ich kierunku oraz stopnia zaawansowania. W czasie długotrwałego trendu spadkowego letnia przygoda ma zazwyczaj krótki żywot. W tym roku należy ją traktować jako jeden z ważnych etapów rodzącej się hossy.

Letnie rajdy zaczynają się najczęściej około połowy maja lub w pierwszych dniach czerwca. Odstępstwa od tej reguły mają miejsce bardzo rzadko. W ciągu ostatnich kilkunastu lat raz tylko mieliśmy wyraźne przyspieszenie jego rozpoczęcia (w połowie kwietnia 2000 r.) i dwukrotnie obserwowaliśmy lekkie opóźnienie. Tegoroczny mieści się w granicach normy, jeśli przyjąć, że zaczął się pod koniec czerwca, po dynamicznej korekcie, związanej z prezentacją rządowych planów wobec OFE oraz zapowiedzią ograniczenia skupu obligacji przez amerykańską rezerwę federalną. Licząc od tego momentu, indeks naszych największych spółek zyskał około 11 proc. Można sądzić, że gdyby nie zamieszanie wokół reformy emerytalnej, jak początek letniego rajdu przyjęlibyśmy koniec kwietnia, kiedy to doszło do ukształtowania lokalnego dołka notowań i wyraźnego przełamania trwającej od początku roku negatywnej tendencji. Ówczesny zryw, zakończony 11 czerwca, przyniósł zwyżkę WIG20 z 2273 do 2503 punktu, czyli wzrost o 10 proc.

Obecnie zasadniczym pytaniem jest to, kiedy można się spodziewać końca letniej zwyżki. W przypadku tych najwcześniej rozpoczynających się rajdów, zakończenie nadchodzi z reguły w czerwcu i lipcu. Te późniejsze gasną w pierwszej połowie sierpnia. Jedynie trzykrotnie, gdy rynki znajdowały się w fazie doskonałej koniunktury, zwyżki utrzymywały się nawet do końca września. W tym przypadku jednak bardziej niż historyczne doświadczenia, liczy się bieżąca sytuacja i czynniki kształtujące koniunkturę rynkową. Te zaś nie są korzystne dla byków, czas więc wypatrywać końca rajdu i powoli szykować się na przetrwanie korekty. Mowa o korekcie, gdyż zakładamy, że obecnie warszawski parkiet znajduje się we wczesnym etapie wchodzenia w długoterminowy trend wzrostowy.

Główne czynniki, przemawiające za rychłym zakończeniem rajdu, pozostają takie same jak te, które spowodowały czerwcową silną korektę. Według najnowszych zapowiedzi, rząd ma przedstawić ostateczną wersję rozwiązania kwestii OFE na początku września. Oczekiwanie na to spowoduje prawdopodobnie większą nerwowość na rynku już w drugiej połowie sierpnia. We wrześniu inwestorzy z niepokojem będą też wyczekiwać na posiedzenie Fed, na którym może zostać podjęta decyzja o rozpoczęciu ograniczania programu skupu aktywów. To z kolei może pogorszyć nastroje na globalnych rynkach, a szczególnie mocno może być odczuwalne na emerging markets, w tym na warszawskim parkiecie. Powodów do zakończenia rajdu więc nie brakuje. Należy się spodziewać poważniejszej korekty, przed dalszym ruchem w górę.

Roman Przasnyski