Dzieje się tak głównie dlatego, że w USA indeks PMI nie ma długiej historii i nie jest uznawany za wiarygodny. Z kolei jego szanowany odpowiednik – wskaźnik ISM – nie jest podawany w wersji wstępnej. Dzisiejsze notowania wpisały się w ten scenariusz i to europejskie dane próbowały nadać ton rynkom. 

O poranku liczyła się jeszcze publikacja z Chin, gdzie spadek wskaźnika do niemalże rocznego minimum z jednej strony nie mógł szczególnie zaskakiwać, a z drugiej pozytywnie wpływać na nastroje. Zapewne dlatego początek europejskiej sesji przebiegał w mieszanych nastrojach. Lokalnie GPW zmierzyć się musiała z gorszymi wynikami TP SA, odcięciem praw do dywidendy w przypadku akcji PKN Orlenu oraz wczorajszym sztucznie wysokim fixingiem. Wszystko to sprawiało, że większą część dnia indeks WIG20 spędził po czerwonej stronie. Jeżeli jednak spojrzelibyśmy na kontrakty, to obraz był zgoła odmienny.

Tam fixingowego i dywidendowego zamieszania nie było, więc cały dzień pochodna na wartości zyskiwała. Specjalnie dziwić to nie mogło w świetle europejskich publikacji, które całkiem jednoznacznie zaskoczyły pozytywnie, a nawet bardzo pozytywnie. Otóż sumaryczny wskaźnik PMI dla strefy euro, który łączy w sobie oba najważniejsze sektory (przemysłowy i usługowy) wzrósł w lipcu do 50,4 pkt. z 48,7 pkt. miesiąc wcześniej. To najwyższy poziom od półtora roku, który ponadto pobił wszystkie nadesłane Reuterowi prognozy i po raz pierwszy od początku ubiegłego roku wyszedł powyżej kluczowego poziomu 50 pkt.

W przypadku sektora przemysłowego indeks PMI dla Eurostrefy również wzrósł powyżej poziomu 50 pkt. Uczynił to po raz pierwszy od dwóch lat i ponadto znalazł się powyżej wszystkich 36 prognoz dostępnych na rynku przed publikacją. Subindeks nowych zamówień wzrósł z 49,3 pkt. do 50,4 pkt. i znalazł się najwyżej od maja 2011 roku. W przypadku zatrudnienia, subindeks wciąż znajdował się poniżej granicy 50 pkt., ale wzrost z 47,4 pkt. do 48,8 pkt. sprawił, że osiągnięty poziom był najwyższy od 16 miesięcy.

W przypadku sektora usług indeks otarł się o poziom 50 pkt. i zanotował wartość 49,6 pkt., co i tak było poziomem najwyższym od stycznia 2012 roku. Dane dla Niemic w przypadku sumarycznego indeksu mówiły o wzroście do 52,8 pkt., czyli najwyższego poziomu od lutego. Jakby na te dane nie patrzeć były one bardzo dobre i co ważne nie tylko dla Europy, ale również powiązanej z nią gospodarczo Polski. Oczywiście oczekiwania od dawna były takie, że odbicie w drugiej połowie roku zobaczymy, być może jednak jego skala jest na chwilę obecną niedoszacowana.

Rynek pozytywnie przyjął dobre dane, ale o euforii mowy być mogło. Tym niemniej przed wejściem do gry Amerykanów indeks WIG20 testował poziom oporu na wysokości 2330 pkt. Ostatecznie zdobyć się go nie udało, ale karty wciąż są w grze. Niestety całkiem niezłe zachowanie rynku przy Książęcej kontrastuje z zagranicą, gdzie dynamiczne podejście z ostatnich tygodni daje o sobie znać w postaci prób stabilizacji czy nawet rozwinięcia potencjalnej korekty. Takie zachowanie może z kolei oznaczać, że zapał rodzimych byków może być nieco spóźniony, po raz kolejny w tym roku zresztą.

Łukasz Bugaj