Jeśli gdzieś można znaleźć słaby punkt dzisiejszego rozdania, to jest nim wielkość obrotu, który na tle relatywnej siły GPW był więcej niż skromny. Ledwie 513 mln zł gdy indeks największych spółek okazuje się o przeszło 1 procent mocniejszy do np. niemieckiego DAX-a jest ostrzeżeniem, iż za ruchem na północ nie poszedł duży kapitał i zwyżka nie ma jakości. 

Najlepszym wyjaśnieniem dzisiejszego ruchu jest zachowanie rynku na sesji czwartkowej, która może nie była pokazem siły rynku, ale sygnałem, iż mocne przeceny są wykorzystywane do zakupów. To wprost mówi, że gracze liczą na kontynuację kwietniowo-majowej zwyżki i jeszcze lepsze zakończenie dobrego na tle ostatniego kwartału miesiąca. Na chwilę obecną majowa zwyżka WIG20 wynosi blisko 3 procent, albo 65 punktów, ale uwzględniając ruch od kwietniowego dołka fala wzrostowa jest dwa razy większa. Zysk o blisko 135 punktów od rejonu 2251 pkt. oznacza, iż punktowo rynek odrobił 1/3 straty poniesionej od szczytu zeszłorocznej fali wzrostowej i znacząco osłabił obawy i spekulacje o finale rynku byka.

W nieco szerszej perspektywie kluczem do ocen kondycji rynku jest zdolność strony popytowej do uporania się barierą 2409 pkt., która wywołała falę realizacji zysków na pierwszych sesjach zakończonego tygodnia i jest progiem dzielącym WIG20 od spotkania z rejonem 2500 pkt. Dla graczy, którzy operują na rynkach w perspektywie miesięcy a nie dni bieżący tydzień jest kolejnym potwierdzeniem zasadności przyjęcia strategii zakładającej wyższe wyceny w końcówce roku i wymuszającej zakupy na cofnięciach. W tej perspektywie patrząc ostatnie sesje były korektą i wezwaniem do zakupów na ważnych technicznie poziomach, które dzięki obronie rejonu 2330 pkt. uległy wzmocnieniu i będą wsparciem dla rynku budującego bazę do kolejnej konfrontacji z 2409 pkt.

Adam Stańczak