Przypływ lekkiego optymizmu wystarczył jednak na udany początek sesji, gdyż później było już tylko gorzej. Presja podaży była szczególnie widoczna na spółkach mniejszych czy średnich, podczas gdy indeksowi krajowych blue chipów pomagały odbijające akcje miedziowego konglomeratu.

Właśnie między innymi za sprawą walorów KGHM’u indeks WIG20 przez większą część dnia przebywał na lekkich plusach. Zgodnie jednak z tradycją obserwowaną od kilku dni, po południu nastrój się posuł, co wiązać należy z niepokojem odnośnie kondycji amerykańskiego rynku, który w opinii wielu stoi na progu majowej korekty.

Publikowane ostatnio dane nie napawają optymizmem, a wyniki spółek choć w większości zaskakują pozytywnie pod względem zysków, to już niekoniecznie podobny trend jest widoczny w przypadku przychodów. Również dzisiaj opublikowane wyniki były mieszane, a in minus zaskoczył Caterpillar, którego zysk nie tylko okazał się mniejszy od oczekiwań, ale również prognozowane wyniki za cały rok mają być niższe od tych do niedawna przez spółkę zapowiadanych. Wszystko to sprawiało, że byki z wielką rezerwą podchodziły do rynku i choć dzięki fixingowi indeks WIG20 ostatecznie zyskał na wartości, to w niezwykle skromnej wartości 0,02%. 

Pod względem reakcji na informacyjne doniesienia dzisiejsze notowania nie zaskakiwały większymi reakcjami. Rynek niespecjalnie przejął się doniesieniami GUS’u, który obniżył do 1,9% wzrost PKB w całym minionym roku, a w jego ostatnim kwartale według nowych danych dynamika wzrostu wyniosła zaledwie 0,7%. Swoje prognozy odnośnie tegorocznej koniunktury obniżyło Ministerstwo Finansów, ale było to jedynie dostosowanie do oczekiwań już na rynku od dawna obecnych.

Lekko negatywnie zaskoczyły jednak dane o zeszłorocznym deficycie sektora finansów publicznych, który co prawda spadł z 5% PKB do 3,9%, ale utrzymał się na poziomie, który nie uprawnia do zdjęcia z Polski procedury nadmiernego deficytu.

Inwestorzy tym się specjalnie nie przejęli i 10-cio letnie obligacje zanotowały nowe rekordy niskich rentowności. Tak niskie oprocentowanie obligacji każe z nadzieją patrzeć na giełdową przyszłość, gdyż powoli rozpoczynający się sezon dywidendowy pokaże, że wiele spółek osiągnie stopę dywidendy większą od rentowności obligacji. To z kolei może być latem siłą wspierającą koniunkturę na parkiecie. 

Łukasz Bugaj