Wszystkie główne indeksy z Wall Street rozpoczęły w środę notowania powyżej poziomów wczorajszego zamknięcia, ale chwilę później znalazły się pod kreską i spadały o ok. 0,5 proc. To głównie zasługa danych makroekonomicznych, które mogły pozostawić niesmak. Po pierwsze sektor prywatny stworzył w marcu znacznie mniej miejsc pracy niż oczekiwano, a po drugie rozczarował indeks ISM odzwierciedlający nastroje przedsiębiorców z sektora usług.

Raport agencji ADP o kondycji rynku pracy wykazał, że w ubiegłym miesiącu poza sektorem rolniczym i “budżetówką" stworzono 158 tys. nowych miejsc pracy. Prognozy ekonomistów mówiły o ok. 198 tys., co przy średniej liczbie z ostatnich pięciu miesięcy na poziomie 209 tys. etatów nie było szczególnie wygórowanymi oczekiwaniami. Przed ogłoszeniem końca kilkumiesięcznego pozytywnego trendu na rynku pracy w USA trzeba dodać, że dane sprzed miesiąca zweryfikowano w górę o 39 tys., czyli po uwzględnieniu korekty publikacja była bliska konsensusu prognoz. 

Kiedy jednak weźmiemy pod uwagę inne wskaźniki opisujące fundamenty amerykańskiej gospodarki, można dojść do wniosku, że tempo generowania nowych miejsc pracy w USA będzie kolejnych miesiącach hamować. Wyprzedzające koniunkturę indeksy ISM, zarówno w przemyśle, jak i sektorze usług, nie sprostały oczekiwaniom ekonomistów, którzy spodziewali się stabilizacji w marcu. Poza spadkiem indeksu ISM w usługach z 56 do 54,4 pkt. warto zwrócić uwagę, że subindeks opisujący zmianę zatrudnienia spadł o blisko 4 pkt. (z 57,2 pkt. do 53,3 pkt.).

Gorsze nastroje przedsiębiorców mogą wynikać z kilku działających obecnie czynników, m.in. rozpoczętego w ubiegłym miesiącu programu redukowania wydatków budżetowych, obowiązujących od początku roku wyższych stawek podatkowych czy umocnienia dolara utrudniającego funkcjonowanie eksporterów. Przed rozpoczynającym się w przyszłym tygodniu sezonem publikacji raportów finansowych za I kw. 2013r. warto mieć na uwadze, że zanim zatrudniani w ostatnich miesiącach pracownicy pomogą wypracować spółkom zadowalające zyski, obciążą oni kosztowe pozycje rachunku przepływów pieniężnych, co na dojrzewającym do korekty rynku akcji może być argumentem za wyprzedażą papierów wartościowych. 

Na warszawskim parkiecie WIG20 w środę dostarczył inwestorom kolejnych powodów do frustracji, bo po przełamaniu krótkoterminowego wsparcia z okolicy 2360 pkt. zbliżył się do najniższych poziomów od października 2012r. Tuż przed zakończeniem sesji gorzej od naszego indeksu spadającego o 1,8 proc. spośród europejskich wskaźników radziły sobie tylko indeksy hiszpański, portugalski i grecki.

Na podstawie relacji mediów odnośnie przygotowywanych przez rząd zmian systemu emerytalnego można by sądzić, że odwrót od polskich akcji jest próbą wyprzedzenia przez inwestorów możliwej decyzji o zmniejszeniu składki odprowadzanej do otwartych funduszy emerytalnych, ale taką tezę negowało zachowanie kursu złotego oraz polskich obligacji. Ok. godz. 17 rentowności dziesięcioletnich obligacji skarbowych była niższa niż dzień wcześniej (3,84 proc.), a kurs złotego nie odbiegał od poziomów z poprzedniej sesji o więcej niż 0,3 proc.

Łukasz Wróbel