Nieco lepiej poradziły sobie spółki i małej oraz średniej kapitalizacji, ale w sumie był to dzień równowagi, po nerwowym tąpnięciu w końcówce sesji środowej i wzrostowym ruchu na sesji czwartkowej. Pochodną dwudniowego zamieszaniach był wzrost niepewności, co do kierunku, w którym podąży rynek i równowaga pomiędzy siłami podaży a popytu.

Również obrót nie wskazuje, by piątek można było uznać za wnoszący wiele do obrazu parkietu, ale dla zwolenników analizowania rynku przez pryzmat wykresów dwie końcowe sesje tygodnia przybrały kształt, który metaforycznie można nazwać ubijaniem dna. Dwie świecie z dynamicznymi cieniami i skromnymi korpusami wskazują, iż popyt znów szuka swojej szansy, jak szukał w rejonie 2500 pkt. i 2450 pkt. i jeśli nawet z tych prób nie zostanie zbudowana fala wzrostowa, to są one potwierdzeniem, iż większość rynkowa traktuje styczniowo-lutową przecenę, jako okazję do zakupów akcji.

W perspektywie tygodniowej obraz pięciu sesji i rynku wygląda mniej optymistycznie. WIG20 stracił 1,2 procent i poszerzył falę przeceny do ośmiu tygodni czytelnego trendu spadkowego. W efekcie lokalną przewagę zachowała strona podażowa a pokonanie 2450 pkt. kieruje uwagę na rejon 2400 pkt., gdzie psychologiczna bariera spotyka się z linią prowadzącą falę wzrostową od majowego dołka. W praktyce można oczekiwać kolejnych prób podbierania akcji przez zakładających, iż w końcówce roku WIG20 będzie na poziomach wyższych niż na początku stycznia.

Bykom sprzyja również obraz miesięczny. Historyczna analiza pokazuje, iż w poprzedniej hossie – do 2003 do 2008 roku – nie było przypadku, w którym WIG20 straciłby przez trzy miesiące z rzędu. Jeśli taka prawidłowość miałaby zostać powtórzona, to spadkowy styczeń i luty niosą obietnicę, iż marzec będzie już wzrostowy. Niemniej w bliskim terminie ryzyka dla GPW są stosunkowo łatwo definiowalne i sprowadzają się do korekcyjnych ruchów na rynku walutowym i korekt na najważniejszych giełdach świata. W praktyce pozwala to oczekiwać raczej konsolidacji niż dynamicznego odejścia na północ. Jednak w przypadku trendu bocznego obecne poziomy pozostają dobrym punktem do selektywnego powiększenia zaangażowania na rynku. 

Adam Stańczak