Kalendarz makro nie obfitował w publikacje, lecz te które miały miejsce dotyczyły amerykańskiej gospodarki i pozytywnie zaskoczyły inwestorów. Przede wszystkim, liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych spadła do 335 tys. (365 tys. prog), a niższy odczyt zanotowano ostatni raz niemal dokładnie 5 lat temu. Departament Pracy zastrzegł jednak, że styczniowe dane mogą być zaburzone sezonowością. Niemniej, od czerwca miesięczna średnia (pomijając efekt Sandy) konsekwentnie spada obrazując stopniową poprawę na rynku pracy.

Kolejne pozytywne wieści napłynęły z rynku nieruchomości, gdzie liczba nowych inwestycji mieszkaniowych wzrosła do 954 tys. w grudniu (890 tys. prog). Jest to wzrost o ponad 12 proc. w stosunku do listopada, a cały rok przy takim odczycie oznacza wzrost o niemal 30 proc. w stosunku do 2011 r. Natomiast pozwolenia na budowy utrzymały się na prawie niezmienionym poziomie 903 tys. (904 tys. prog). Dwucyfrowe wzrosty mogą robić wrażenie, lecz nie należy zapominać, że jest to też wynik niskiej bazy. Dla porównania, w latach 2000-2004 r. średnioroczne tempo nowych inwestycji wynosiło ok. 1,75 mln. 

W Europie nie były publikowane żadne istotne raporty makroekonomiczne, więc siłą rzeczy uwaga w trakcie skupiała się na pojedynczych wypowiedziach. Herman van Rompuy wpisał się w atmosferę wypowiedzi Mario Draghiego sprzed tygodnia i stwierdził, że strefa euro najgorsze ma za sobą. Z kolei Wolfgang Schaeuble wyraził zaniepokojenie ekspansywną polityką w Japonii, co można wiązać z wypowiedzią Junckera sprzed 2 dni o zbyt mocnym euro i obaw o dalszą aprecjację, gdyby inne kraje zechciały naśladować Japonię.

Na rynku eurodolara ostatecznie nie udało się przebić 1,3245 USD, a późniejsza wąska konsolidacja stworzyła bazę do dynamicznego odreagowania w okolice 1,3375 USD. Jednak nie udało się pokonać linii trendu spadkowego, więc kurs wciąż znajduje się w fazie dość szerokiej i płaskiej korekcie. Sytuacja jest dość czytelna, gdyż najbliższym poziomem wsparcia jest 1,3315 USD i wspomniane 1,3245 USD w dalszej kolejności, podczas gdy główny opór umiejscowiony jest przy maksimum ruchu 1,34 USD. W związku z tym, ruchy wewnątrz tego przedziału są mniej istotne i lepiej poczekać na wyraźniejszy sygnał.

Indeks WIG20 kontynuował odbicie zapoczątkowane w środę i zaakcentowane w końcówce wczorajszej sesji, co skutkuje wybiciem z kanału spadkowego. W połączeniu z zanegowaniem wybicia poniżej 2550 pkt jest to z pewnością pozytywny sygnał, lecz cieniem kładzie się odejście od 2585 pkt w drugiej połowie sesji, czyli poziomu którego dwukrotnie nie udało się przełamać w poprzednim tygodniu. Trudno obecnie przesądzić o zakończeniu korekty, aczkolwiek argumenty pojawiające się od wczoraj faworyzują scenariusz wzrostowy.

Kierunek natomiast może zostać wyznaczony za oceanem, gdzie indeks S&P 500 zwyżkuje od otwarcia powyżej wrześniowych wierzchołków osiągając poziom 1480 pkt. Wspomniane dane makro wywarły korzystny wpływ na sentyment rynkowy i zanegowały rozczarowujące wyniki dwóch gigantów sektora finansowego. Citi pokazało skorygowany zysk netto na akcję na poziomie 0,69 USD (0,96 USD prog), podczas gdy Bank of America wykazał 0,03 USD zysku na akcję, co oznacza spadek o 63 proc. w stosunku rocznym. Jeśli dzisiejszy wzrost nie okaże się fałszywy, to na koniec tygodnia może powstać istotny sygnał kupna sugerujący zwyżkę powyżej 1500 pkt.

Sebastian Trojanowski