Gdyby nie powiew optymizmu z Wall Street, europejskie byki znalazłyby się w wczoraj kłopotach. CAC40 otarł się w ciągu dnia o minimum z ubiegłego piątku i był 20 punktów od dołka z końca września. Pokonanie tego ostatniego miałoby poważne konsekwencje techniczne, otwierając drogę do dalszych spadków. Od początku sesji na Wall Street paryski wskaźnik skoczył o prawie 60 punktów, czyli o 1,6 proc., licząc od minimum dnia (w porównaniu do poniedziałkowego zamknięcia zyskał niecałe 0,6 proc.). Niemal identyczną drogę przebył DAX, choć w efekcie zwyżkował o symboliczne 0,01 proc.

Powody złych nastrojów były wciąż te same: kłopoty z Grecją oraz fiskalny klif. O tym ostatnim we wtorek deliberowała większość amerykańskich serwisów. Najbardziej pesymistyczne opinie straszyły głęboką recesją, likwidacją 3,4 mln miejsc pracy i skokiem stopy bezrobocia do ponad 9 proc. Dow Jones miałby spaść z tego powodu nawet o 700 punktów. Trudno dociec, dlaczego te ponure wizje nie robiły na tamtejszych inwestorach wrażenia i w pierwszych godzinach handlu amerykańskie indeksy szły w górę.

W najlepszym momencie S&P500 zyskiwał ponad 0,6 proc., a jeśli za punkt odniesienia przyjąć ustanowione na początku sesji minimum, zwyżka sięgała ponad 1,2 proc. Ta mini euforia jednak w ciągu dnia poszła jednak w zapomnienie. Ostatecznie Dow Jones stracił prawie 0,5 proc., a S&P500 spadł o 0,4 proc. Takie zakończenie stawia europejskich inwestorów przed wyzwaniem. Będą się zastanawiać, czy korygować swój optymizm z końcówki wtorkowej sesji, czy udawać, że nic się nie stało. Ten drugi scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Przed południem opublikowane zostaną dane o dynamice produkcji przemysłowej w strefie euro. Oczekuje się jej spadku o 1,9 proc. Wczesnym popołudniem poznamy informację o sprzedaży detalicznej za oceanem. Spodziewany jest jej spadek o 0,2 proc. i wzrost o 0,2 proc. po wyłączeniu sprzedaży samochodów. Na deser podane zostaną dane o dynamice zapasów niesprzedanych towarów.

Dylemat, dotyczący korygowania optymizmu, będą mieli warszawscy inwestorzy. WIG20 wystrzelił bowiem wczoraj pod koniec dnia dynamicznie, zyskując 0,8 proc. i wybijając się ponad 2350 punktów, czyli ograniczenie trwającej od kilkunastu sesji konsolidacji. Utrzymanie się powyżej tego poziomu poprawiałoby sytuację byków. Powodzenie takiego scenariusza zależeć będzie od czynników zewnętrznych. Pewne nadzieje można jednak wiązać także z tym wewnętrznymi. Dziś wyniki kwartalne publikuje sześć spółek wchodzących w skład WIG20, w tym PGE i PZU, mające na indeks spory wpływ. W przypadku pierwszej spółki zysk okazał się nieznacznie lepszy od oczekiwań, a PZU zarobiło 1,12 mld zł, o jedną trzecią więcej niż się spodziewano. To może pomóc naszym bykom.

Roman Przasnyski