Wprawdzie Wall Street Journal w osobie Jona Hilsenratha znów próbuje spekulować przed zbliżającym się posiedzeniem FED (31.07/01.08) na temat ewentualności podjęcia dodatkowych nadzwyczajnych działań przez Rezerwę Federalną, ale prawdopodobieństwo, iż FOMC zdecyduje się na kroki zbliżone do QE3, lub ogłosi dokładnie taki program, jest niewielkie. I nie zmienią tego nawet piątkowe dane o wzroście PKB za II kwartał, gdyby były dość słabe.

Mocnym pretekstem do podjęcia takiego ruchu będzie dopiero ryzyko poważnej destabilizacji w Europie – wprawdzie zagrożenia widać: to wyjście Grecji ze strefy euro (ewentualnie dalsze przepychanki w temacie dodatkowej pomocy/kolejnej restrukturyzacji długu – o tej ostatniej kwestii pisał wczoraj wieczorem Reuters powołując się na źródła w Komisji Europejskiej) i przede wszystkim ryzyko dużego bailoutu w wydaniu Hiszpanii (dzisiaj rano rentowności 10-letnich obligacji sięgnęły nawet poziomu 7,75 proc.) w najbliższych miesiącach.

Casus hiszpański pokazuje jednocześnie brak zaufania do tego, iż europejscy politycy będą sobie w stanie poradzić z kryzysem. Dużym problemem jest zwłaszcza bierność ECB w kwestii potencjalnej interwencji na rynkach długu, a także przeciągająca się kwestia uruchomienia ESM (stałego Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego ) – nie dojdzie do tego wcześniej, niż 12 września, kiedy to niemiecki Trybunał Konstytucyjny ma orzec o zgodności ustaw z konstytucją.

Dodatkowo ostatnia burzliwa dyskusja w Bundestagu na temat możliwości bezpośredniego wspierania banków z ESM, a także wyrażana przez polityków CSU/FDP niechęć do zwiększania programów pomocowych – w podobnym tonie wyraziła się wczoraj minister finansów Finlandii – pokazuje, iż europejska solidarność to już tylko pusty slogan. Zresztą nie ma się temu co dziwić – strefa euro zaczyna się zmagać z coraz większą recesją, która dotyka jej jądra, czyli Niemiec. Wczorajsze dane PMI były rozczarowujące, dzisiejszy odczyt IFO też nie okazał się najlepszy – w lipcu spadł do 103,3 pkt. z 105,2 pkt. (oczekiwano 104,7 pkt.).

Z pozostałych istotnych informacji warto odnieść się do dwóch kwestii. Pierwsza to obniżenie perspektywy ratingu EFSF przez agencję Moody’s do negatywnej, co jest pokłosiem wcześniejszej decyzji dotyczącej Niemiec, Holandii i Luksemburga. Niemniej może się to negatywnie odbić na funkcjonowaniu Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej – zwłaszcza zwiększy koszty emisji własnego długu.

Druga rzecz to wspomniana w nagłówku dzisiejsza wypowiedź Ewalda Nowotnego z ECB na temat możliwości przyznania Europejskiemu Mechanizmowi Stabilizacyjnemu licencji bankowej. Nie jest to temat nowy, chociaż dotychczas był mocno oprotestowywany przez stronę niemiecką. Tym samym może się okazać, że słowa Nowotnego są jego własną opinią, a nie stanowiskiem większej liczby członków ECB. 

Dzisiaj w kalendarzu mamy jeszcze odczyt PKB za II kwartał Wielkiej Brytanii – godz. 10:30, który może wyraźnie zaważyć na notowaniach funta (zwracałem na to uwagę we wczorajszym raporcie popołudniowym), a także sprzedaż nowych domów w USA o godz. 16:00 i decyzja Banku Nowej Zelandii ws. stóp procentowych o godz. 21:00 (nie oczekuje się zmian).

EURUSD – Coraz bliżej 1,20
Do naruszenia ostatniego minimum na 1,2066 doszło jeszcze wczoraj wieczorem – przyczyniły się do tego kolejne wieści z Grecji, słowa finlandzkiej minister finansów, czy też rozczarowujące wyniki Apple’a, które zaważyły na sentymencie nowojorskiej giełdy. Niemniej rynek dzisiaj rano wrócił do 1,2118 z nowego minimum na 1,2041 między innymi za sprawą wspomnianych słów Ewalda Nowotnego z ECB, chociaż sam ruch przypominał typowy „short-squeeze”. Tym samym w kolejnych minutach powrót poniżej 1,21 był rzeczą oczywistą. Słaby odczyt indeksu IFO z Niemiec, jaki napłynął o godz. 10:00, raczej nie pomoże wspólnej walucie. W najbliższych godzinach można spodziewać się zejścia w okolice ostatnich minimów na 1,2041, a w godzinach wieczornych prób ich złamania.

Marek Rogalski