Zgodnie z zasadą „kupowania plotek i sprzedaży faktów”, dzisiaj indeksom należały się spadki. Ben Bernanke niczym bowiem nie zaskoczył – „zatańczył twista”, jak każdy tego oczekiwał, a na odchodne zapowiedział możliwość dalszej stymulacji, gdyby obraz gospodarki się pogorszył. Przedłużona została więc Operacja Twist, a prognozy tegorocznego wzrostu obniżone z przedziału 2,4-2,9% szacowanego w kwietniu do 1,9-2,4%. Amerykanie początkowo nie wiedzieli jak podejść do tej decyzji i indeks S&P500 zamknął się wczoraj na takim samym poziomie jaki był obserwowany przed ogłoszeniem decyzji. 

W nocy nastroje nieco się posuły, a dogodną przyczyną okazał się wstępny odczyt indeksu PMI dla Chin, który już ósmy miesiąc z rzędu przebywa pod newralgiczną barierą 50 pkt. Tym razem spadł z 48,4 pkt w maju do 48,1 pkt obecnie. Z goła pozytywną wiadomością nie był również sceptycyzm kanclerz Angeli Merkel wobec pomysłu promowanego przez Mario Montiego oraz Mariano Rajoy’a, by fundusze EFSF oraz ESM mogły skupować włoskie i hiszpańskie obligacje na rynku wtórnym.

Negatywny sentyment doprowadził do spadkowego początku sesji. Inwestorzy nie chcieli pozytywnie reagować na niezłe dane z Francji, gdzie wstępne odczyty PMI były lepsze od oczekiwań. Gdy później światło dzienne ujrzały gorsze dane z Niemiec, to wydawało się, że handel jest już ustawiony i spadki będą utrzymywały się do końca dnia. Otóż wcale tak nie było.

Byki nie zamierzały poddawać się bez walki i próbowały wykorzystać każdą informacją do odbicia. Wygodnym pretekstem okazała się aukcja hiszpańskich obligacji. Sprzedano papiery za zaledwie 2,2 mld euro, czyli kwotę niewielką w porównaniu do potrzeb Madrytu. Znaczny popyt na obligacje sprawił jednak, że indeksy tchnęły lekkim optymizm. Gdy na rynku wtórnym oprocentowanie hiszpańskich obligacji zaczęło już wyraźnie spadać, to główne europejskie indeksy zgodnie zameldowały się powyżej poziomu wczorajszego zamknięcia i w takim stanie czekały na dane zza Atlantyku oraz otwarcie parkietu na Wall Street.

Dane z USA prezentowały nienajlepszy obraz sytuacji. Co prawda cotygodniowa ilość wniosków o zasiłek dla bezrobotnych tylko niewiele przekroczyła oczekiwania, a indeks wskaźników wyprzedzających Conference Board nawet zaskoczył pozytywnie, ale inwestorzy wiedzą, że ten drugi wskaźnik tak naprawdę ma znikomą wartość prognostyczną. Z goła istotniejszy odczyt obrazujący koniunkturę w rejonie Pensylwanii, New Jersey i Delaware zaskoczył wyraźnie negatywnie.

Mowa o indeksie Fed z Filadelfii, który zanurkował do poziomu -16,6 wobec oczekiwań wzrostu z -5,8 do 0. W konsekwencji WIG20 odpadł od poziomu 2250 pkt i zakończył dzień spadkiem o 0,7%. Było to gorsze zachowanie niż na Zachodzie, ciążyły bowiem spółki surowcowe. W spektrum średniaków negatywnie wyróżniał się Polimex-Mostostal, którego walory traciły aż 16%. Spółka miała być prymusem z powodu kontraktów energetycznych, jak widać inwestorzy wydają się temu przeczyć. 

Łukasz Bugaj