Reklama
Co w najbliższym czasie będzie decydowało o kondycji banków?
Przemysław Paprotny, partner w PwC / Materiały prasowe
Przemysław Paprotny: W obliczu aktualnej sytuacji rynkowej wydaje się, że kluczowe będą cztery kwestie. Pierwsza z nich to ekspozycja europejskich banków na rynek rosyjski i ukraiński. Druga kwestia to czynniki makroekonomiczne, tj. stopy procentowe, inflacja i oczywiście prognozy PKB. Trzeci punkt to ESG i transformacja energetyczna. Czwarty to obciążenia fiskalne wobec instytucji finansowych. Wszystkie te sprawy mają istotny wpływ na poziom rentowności instytucji finansowych, ale także na bufory kapitałowe pozwalające sfinansować nadchodzące potrzeby. Jest jeszcze kwestia obciążeń fiskalnych, wciąż nieco kontrowersyjna, ale zważywszy, że to banki będą kluczowym elementem finansowania wysokich kosztów transformacji energetycznej - dość istotna. Dodatkowo potencjalnie - bezpośrednio lub pośrednio - banki będą także zaangażowane w pomoc w odbudowie Ukrainy, trzeba więc zadać sobie pytanie o adekwatność obecnych fiskalnych obciążeń sektora bankowego.
Jak państwo oceniacie znaczenie wojny w Ukrainie?
Iwona Duda, prezes PKO BP / Materiały prasowe
Iwona Duda: Oprócz ogromnej mobilizacji ze strony polskiego społeczeństwa na rzecz wsparcia obywateli Ukrainy i pomocy im warto podkreślić bardzo istotne zaangażowanie i równie ogromną mobilizację całego sektora bankowego. Po raz kolejny jako sektor udowodniliśmy, że w niezwykle trudnych warunkach, tak jak poprzednio w trakcie pandemii, potrafimy bardzo sprawnie i błyskawicznie podejmować konkretne działania, by poradzić sobie z nadzwyczajną sytuacją.
W pierwszych dniach inwazji rosyjskiej na Ukrainę mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem zwiększonego zainteresowania wypłatami pieniędzy z kas i bankomatów. Zapewniliśmy naszym klientom pełen dostęp do gotówki, jeszcze raz udowadniając, że sektor bankowy zasłużenie cieszy się bardzo dużą wiarygodnością i stabilnością, a w ekstremalnych sytuacjach potrafi sprostać nawet najbardziej wymagającym wyzwaniom. Współpraca między bankami w tym przypadku zadziałała doskonale.
Każdy z banków zaproponował odpowiednie rozwiązania i udogodnienia dla obywateli z Ukrainy, by ułatwić im funkcjonowanie w naszym kraju, również w zakresie specjalnej oferty produktowej. Takie działania pokazują, że jesteśmy w stanie szybko się zmobilizować i odpowiedzieć na każde potrzeby, również te niespodziewane.
Poradziliśmy sobie także z zagrożeniami z obszaru cyberbezpieczeństwa. Pamiętajmy, że stopień ucyfrowienia naszych usług jest bardzo duży, a dzięki wzmocnionemu monitoringowi w ostatnim czasie byliśmy bardzo dobrze przygotowani. Nie odnotowaliśmy poważniejszych awarii, a jeśli już jakieś problemy miały miejsce, były na bieżąco rozwiązywane.
Michał Gajewski, prezes Santander Bank Polska / Materiały prasowe
Michał Gajewski: Stanęliśmy wobec wyzwań geopolitycznych, które dotyczą również sektora finansowego. Sankcje ekonomiczne w dużej mierze dotyczą właśnie systemu bankowego. Inwestorzy z tego sektora (na szczęście to nie dotyczy mojej grupy) muszą podejmować trudne decyzje, jeżeli chodzi o obecność na rynku rosyjskim, zarządzanie istniejącym pakietem rosyjskich papierów wartościowych lub jego likwidację. Istnieje ryzyko kredytowe w przypadku klientów, którzy prowadzą tam działalność albo w jakiś sposób są powiązani biznesowo. Prezes Duda wspomniała o zagrożeniach cybernetycznych, które wymagają wzmożonej obrony. Ja także uważam, że zareagowaliśmy tu bardzo dobrze i współpraca pomiędzy bankami była wspaniała.
Są też inne aspekty. Zaskoczył mnie np. wzrost znaczenia bojkotu konsumenckiego. Zauważyliśmy, że wobec firm, które nie decydują się na zamknięcie swojej działalności w Rosji, to jest stosowane i zaczyna działać. Czegoś takiego wcześniej na taką skalę chyba nie było. Wreszcie musimy sobie też radzić z propagandą, fake newsami, co też ma pośredni wpływ na naszą działalność. To instrumenty, które służą, czy też mogą służyć, destabilizacji rynków finansowych - jak choćby powielanie fałszywej informacji o braku gotówki. A przecież w lutym ilość gotówki w obiegu wzrosła o prawie 16 mld zł. To był trzeci co do wielkości miesięczny przyrost w historii.
To, że sobie poradziliśmy w tej sytuacji, potwierdza słuszność strategicznych decyzji, które podejmowaliśmy w bankach, jeśli chodzi o transformację cyfrową. Ale poziom bezpieczeństwa sieci bankowej trzeba stale wzmacniać. Ona przecież służy również wspomaganiu polskiej administracji - to właśnie przez systemy bankowe obywatele logują się do różnych usług świadczonych przez państwo. Nawiązując do wspomnianych obciążeń sektora finansowego - inwestycje w cyberbezpieczeństwo i technologie powinny być w większym stopniu wspierane przez państwo.
Wojna każe też myśleć o budowie europejskiego systemu płatności i rozliczeń oraz o umacnianiu zaufania do transakcji bezgotówkowych. Jeśli chodzi o Polskę, wydaje się, że powinniśmy wrócić do dyskusji na temat możliwości przyjęcia euro.
Leszek Skiba, prezes Banku Pekao / Materiały prasowe
Leszek Skiba: Ja założę jeden konkretny scenariusz, żeby zwrócić uwagę na wyzwania, jakie przed nami stoją. Takim scenariuszem byłby wielomiesięczny okres wojny w Ukrainie. Sektor bankowy powinien być ośrodkiem stabilności, jej gwarantem dla całej gospodarki. To właśnie widzieliśmy w ostatnim czasie. Codzienne działanie banków koncentrowało się do tej pory z jednej strony na obsłudze klientów, a z drugiej strony na podejmowaniu wysiłku, aby stawać się coraz bardziej nowoczesnym. W ostatnich tygodniach doszedł trzeci element: odpowiadanie na większe czy mniejsze kryzysy, które wynikają obecnie z nowej sytuacji. Była mowa o nadmiarowych wypłatach gotówki, o cyberbezpieczeństwie. Ale teraz mamy też do czynienia z obawami ze strony przedsiębiorców, klientów. Oni zastanawiają się, jak zareagować w ramach nowej rzeczywistości. Dlatego rolą banków jest zapewnienie im stabilności funkcjonowania. Ich środki finansowe w bankach są bezpieczne.
Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego / Materiały prasowe
Brunon Bartkiewicz: Wojna obrazuje tendencje, z którymi mamy do czynienia od pewnego czasu. W moim głębokim przekonaniu przed nami perspektywa dekady lub nawet dekad świata wielopolarowego, świata, w którym podziały będą się pogłębiały. W związku z tym poziom niepewności będzie gwałtownie wzrastał i symptomów zaburzeń stabilności będzie coraz więcej.
Piekielne wyzwanie, jakie z tej wojny dla nas wynika, to perspektywa kolejnej zimnej wojny, a zatem zwiększenie wydatków zbrojeniowych, inna konstrukcja wydatków budżetowych. A przecież już w związku z pandemią zmieniła się struktura wydatków i obciążeń budżetu i myślenie o roli państwa w gospodarce. Ponieważ wiadomo, że czekają nas jako kraj duże wydatki, to myślę, że temat obciążeń budżetowych banków właściwie znika z agendy. W perspektywie są większe obciążenia dla nas wszystkich.
Leszek Skiba: Część obciążeń sektora bankowego wynika z regulacji, np. wymogów dotyczących AML - przeciwdziałania praniu pieniędzy. Równocześnie banki to instytucje komercyjne: mają akcjonariuszy, którzy oczekują dywidendy na poziomie rynkowym. Pełnią też funkcję instytucji zaufania publicznego. W coraz większym stopniu w wielu krajach, także w Polsce, widzimy wykorzystanie infrastruktury bankowej do logowania się do państwowych systemów teleinformatycznych. Bezpieczeństwo jest kosztem - każdy bank zatrudnia ludzi, wydaje pieniądze. Jednocześnie mamy w sektorze dwie istotne instytucje: Krajową Izbę Rozliczeniową i Biuro Informacji Kredytowej. Warto, by w coraz większym stopniu wykorzystywać je do tego, by zdejmowały z banków część kosztów związanych z rozwojem systemów bezpieczeństwa. Żeby wspólnie wdrażać różne rozwiązania.
Jak w takim razie będzie wyglądała przyszłość banków?
Przemysław Paprotny: Rok, dwa lata temu rozmawialiśmy o customer experience, customer journey. Dziś dyskusja dotyczy fundamentów, czyli bezpieczeństwa, i to nie tylko w tradycyjnym bankowym rozumieniu płynności, bazy kapitałowej, ale także w rozumieniu cyberbezpieczeństwa. Jesteśmy w sytuacji dużej niepewności - zarówno jeśli chodzi o parametry makroekonomiczne, jak i geopolitykę.
Zgadzamy się, że czekają nas dość trudne lata, powinniśmy się liczyć ze zwiększonym zapotrzebowaniem na kapitał i finansowanie na bardzo różnych płaszczyznach. Przykładem jest energetyka i kwestia uniezależnienia od surowców z Rosji czy paliw kopalnych w ogóle. Drugi przykład to budowa lokalnych lub europejskich mocy wytwórczych w obliczu zakłóceń w łańcuchach dostaw. Trzeci przykład to wydatki na bezpieczeństwo lub obronność. Wszystkie inwestycje wymagają zaangażowania gigantycznych środków. A brak działań w tej sferze może wkrótce spowodować nie tylko problemy z kupieniem nowego smartfona, lecz chodzi też o zapewnienie dostępu do podstawowych potrzeb, takich jak żywność, i zapewnienie bezpieczeństwa.
Dodatkowo wspólnym problemem dla instytucji finansowych i przedsiębiorstw jest odpowiedź na pytanie, jak sankcje wpłyną na biznes. Przykładowo wśród międzynarodowych ubezpieczycieli i zarządzających aktywami toczy się dyskusja, jaka część aktywów, którymi zarządzają, może być objęta sankcjami. Czy może się z tym wiązać ryzyko prawne, czy są przesłanki do przeceny lub odpisów na utratę wartości. Wydaje się, że sankcje spowodują „nowe otwarcie” w procesach KYC (know your client - związanych z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy), screeningu klientów, emitentów instrumentów finansowych.
Michał Gajewski: Co do konieczności przemyślenia strategii wobec sektora obronnego, będzie to wymagało również zastanowienia się nad możliwościami finansowania takich inwestycji. Biorąc pod uwagę nową sytuację geopolityczną, taka refleksja wydaje się zasadna.
Porozmawiajmy o wpływie makroekonomii. Czy wysokie stopy procentowe wystarczą, by banki wróciły do rentowności, z jakiej były znane dekadę temu, czy doprowadzą raczej do pogorszenia jakości portfela kredytowego?
Brunon Bartkiewicz: Kluczowym elementem jest zdławienie inflacji. Stopy rosną, ale sądzę, że zbliżamy się już do uspokojenia emocji, które były z tym związane. Inflacja, choć do pewnego stopnia ograniczona tarczami, pozostanie z nami przez jakiś czas, ale szczyt już powinniśmy mijać. Istotnym elementem z mojej perspektywy jest powiązanie wysokiej stopy inflacji z bardzo niskim poziomem bezrobocia, co skutkuje wysokim napięciem płacowym.
Raty zwiększyły się i widzieliśmy dość gwałtowne reakcje zarówno podmiotów gospodarczych, jak i klientów indywidualnych, którzy decydowali się na wcześniejszą spłatę kredytów. Tak właśnie działa polityka monetarna. Podwyżki stóp właśnie do tego miały doprowadzić. Tyle że równocześnie słabnie dynamika wzrostu gospodarczego. Myślę, że w ciągu jednego, dwóch kwartałów powinniśmy zobaczyć, jaki będzie poziom faktycznego zapotrzebowania na kredyt, jakie są perspektywy rozwoju budownictwa mieszkaniowego, jaki popyt na kredyt obrotowy. Nie przewiduję gwałtownego pogorszenia się jakości portfeli kredytowych na rynku. To w jakimś stopniu wystąpi, ale nie powinno mieć gwałtownego charakteru.
Michał Gajewski: Oczywiście należy się spodziewać słabszego wzrostu gospodarczego, wyższej inflacji i stóp procentowych. Tak jest w Polsce, w Europie i na świecie. U nas stopa referencyjna rośnie, ale stawki WIBOR 3M i 6M wskazują na dalsze oczekiwania rynku co do wzrostu. Zredukowaliśmy prognozę tegorocznego wzrostu PKB o nieco ponad 1 pkt proc. do 3,5 proc. Trzeba pamiętać, że w IV kw. ub.r. to było 7 proc., podobnie zapewne w I kw. br. Widać więc, że wzrost mocno osłabnie. Inflacja przekroczyła 10 proc., pomimo rządowej tarczy. Raczej nie należy się spodziewać, aby szybko zeszła do jednocyfrowych wartości. Niedawno rozmawiałem z zarządzającymi dużymi funduszami w Londynie. Niektórzy mówią, że stopy procentowe w Polsce urosną nawet do 7 czy 8 proc. Trzeba też zauważyć, że wywołany wojną szok cenowy i podażowy będzie czynnikiem hamującym dynamikę gospodarczą i w pewnym sensie wykona część pracy za NBP, obniżając nieco inflację.
W czasie mocnego ożywienia gospodarczego firmy były w stanie zwiększać zyski i marżę, chociaż koszty szybko rosły. Konsumenci korzystali z rosnącej dynamiki płac. Wtedy nie było dużych obaw o jakość portfela kredytowego, nawet przy rosnących stopach procentowych. Teraz właśnie w wyniku wojny w Ukrainie gospodarka może wyraźnie przyhamować i jesteśmy w zupełnie innym momencie cyklu koniunkturalnego. W mojej ocenie możliwość przełożenia wyższych kosztów przez firmy na odbiorców maleje.
Szybki wzrost stóp pokazuje wyraźnie, jak ważny dla naszego rynku jest rozwój produktów kredytowych opartych na stałej stopie procentowej. Widać coraz większe zainteresowanie klientów tego typu produktami, szczególnie jeżeli chodzi o hipotekę. Tu banki stanęły na wysokości zadania.
Rentowność jest związana również z kosztem kapitału. Trzeba też powiedzieć, że mamy w Polsce wysokie oczekiwania dotyczące wskaźników kapitałowych. One są wyższe niż na zachodzie Europy. Mamy ograniczone możliwości wypłaty dywidendy. W związku z tym polskie banki zatrzymują dużą część zysku i współczynniki wyraźnie rosną. Przy wysokich wskaźnikach kapitałowych trudniej osiągać wysoki zwrot z kapitału.
Iwona Duda: Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że uporczywość globalnej inflacji na pewno spowodowała to, że większość banków centralnych, chociażby Fed, również zaostrzyła swoją politykę w tym zakresie. W mojej ocenie powoli zmierzamy do tego momentu, kiedy być może nastąpi pewne wyhamowanie, a w kolejnym kroku zobaczymy efekty stopniowego spadku. W tej chwili trudno jednak przewidzieć, jaki będzie ostateczny kierunek. Koszty ryzyka z pewnością wzrosną, na razie jednak obserwujemy to w niewielkim stopniu. Jakość portfela kredytowego może ulegać niewielkiemu pogorszeniu, ale w tym momencie nie jest to zjawisko niepokojące.
Wymagania kapitałowe ze względu na pandemię były nieco wyższe, mając na względzie zapewnienie bezpieczeństwa systemu. Naturalnie po tym okresie pewnie można by było oczekiwać obniżenia, natomiast sytuacja wojny w Ukrainie będzie tym elementem, który z pewnością regulatorzy również będą brali pod uwagę.
Leszek Skiba: Powinniśmy zastanowić się, co jest pod powierzchnią wskaźników makroekonomicznych. To pozwoli zrozumieć, co właściwie się dzieje w polskiej gospodarce. Moim zdaniem istotne są dwie rzeczy. Po pierwsze mamy do czynienia z trwałym i pozytywnym dla Polski zjawiskiem przenoszenia produkcji z innych kontynentów do Europy i do Polski. Im dłużej trwają napięcia dotyczące łańcuchów dostaw, tym bardziej motywuje to producentów, aby te łańcuchy skracać i w coraz większej skali lokować inwestycje w Polsce. Albo też zamieniać dostawców spoza Europy na tych z naszego kontynentu, na czym Polska mocno korzysta. To zjawisko raczej będzie się utrzymywało, gdyż widzimy to w naszych relacjach z firmami, które pomimo rosnących kosztów kredytu w dalszym ciągu decydują się na inwestycje, ponieważ są przyciśnięte skalą wzrostu popytu.
Drugi element to oczywiście inflacja. Głównym instrumentem walki z nią jest podnoszenie stóp, ale ono przekłada się przede wszystkim przez kanał kursowy. Umocnienie złotego jest najszybszym sposobem redukcji inflacji. I kibicujemy Narodowemu Bankowi Polskiemu, żeby to zostało osiągnięte. Oczywiście ma to też negatywne efekty dla gospodarki, ale one nie są blokadą dla jej transformacji, o której mówiłem wcześniej. Dla wzmocnienia pozycji polskich przedsiębiorców w relacji z kooperantami, konkurentami w Europie Zachodniej.
Czy wrócą czasy „bankowości za zero” - czyli braku albo niskich opłat?
Brunon Bartkiewicz: Jakiś czas temu znaleźliśmy się gwałtownie w środowisku ujemnych stóp procentowych. Obecnie z tego środowiska w miarę szybko wychodzimy. Spodziewam się, że nastąpi optymalizacja wielkości opłat. Polska jest krajem, w którym podstawą będzie obecność bezopłatowych rachunków bieżących. W przypadku typowych operacji, które są w poważnym stopniu zautomatyzowane i gdzie marginalne koszty zmierzają do zera, my jako rozsądnie i efektywnie funkcjonująca branża wrócimy do takiej struktury bezopłatowej.
Michał Gajewski: Zgodziłbym się, że darmowy rachunek bieżący, ale przy spełnieniu pewnych kryteriów - ta zasada zostanie utrzymana. Ale wszystkie banki mają swoich właścicieli i muszą generować dla nich zwrot z kapitału. Dlatego dosłownie rozumiana bankowość za zero, moim zdaniem, nie wróci.
Brunon Bartkiewicz: Oczywiście mój optymizm jest obwarowany pewnym warunkiem: że nie będzie elementów zaburzających funkcjonowanie sektora. Trzeba szybko eliminować takie zagrożenia jak kwestia frankowa czy bezsensowne dyskusje podważające zasadność WIBOR-u, stóp referencyjnych czy kursów referencyjnych Narodowego Banku Polskiego. To jest cywilizacyjny atak na podstawy funkcjonowania gospodarki rynkowej. Jeśli tego nie będzie, to uważam, że w relatywnie krótkim czasie, może w ciągu dwóch lat, wrócimy do normalnych procesów.
Na ile przy obecnym poziomie inflacji znaczenie mają koszty działania banków?
Przemysław Paprotny: Polski sektor bankowy jest jednym z bardziej efektywnych, jeśli chodzi o wskaźnik koszty do dochodów. Jesteśmy tu o kilka, kilkanaście punktów procentowych lepsi od banków z Europy Zachodniej. Jeśli weźmiemy zatem pod uwagę bank ze wskaźnikiem C/I (koszty/dochody) na poziomie 40 proc., to trudno go istotnie poprawić. Redukcja kosztów ma też swoje granice, bo bank musi dbać o bezpieczeństwo i cyberbezpieczeństwo klientów i ich depozytów, a to wymaga kosztownej infrastruktury. Oczywiście można szukać optymalizacji krańcowego kosztu, na przykład poprzez korzystanie z lżejszych i łatwiej skalowalnych rozwiązań chmurowych. Podsumowując jednak, margines na cięcie kosztów jest w mojej ocenie niewielki.
Brunon Bartkiewicz: W ostatnich czasach źródłem wzrostu kosztów operacyjnych banków są regulacje. Chodzi nie tylko o te koszty, które oczywiście rosną wraz z rozwojem akcji kredytowej, jak jest np. z podatkiem bankowym, ale też o te, o których już wspominał chociażby Leszek Skiba, mówiąc o wydatkach związanych z AML. W moim banku z poziomu kilkudziesięciu osób siedem lat temu liczba osób zajmujących się procesami AML-owymi wzrosła do tysiąca. Tego typu elementy obciążają nas w sposób znaczący.
Czy wyższe stopy procentowe poprawią sytuację małych banków na tyle, że straci na aktualności popularna opinia, że na naszym rynku poradzi sobie tylko kilku dużych graczy, z minimum 10-proc. udziałem w rynku?
Iwona Duda: Pamiętajmy, że w zakresie kosztów regulacyjnych wciąż mamy do czynienia ze znacznymi obciążeniami. Ponadto wymagania stawiane w obszarze cyfryzacji również są bardzo wysokie. Digitalizacja to kierunek, który jest nie do odwrócenia, a który jednak wciąż zmusza do bardzo dużych nakładów. Dlatego wydaje się, że proces konsolidacji będzie naturalnie postępował. Wiadomo, że skala działalności przekłada się również na poziom rentowności. To, czy mniejsze banki są w stanie sprostać wszystkim pojawiającym się wyzwaniom, czy mogą efektywnie prowadzić swoją działalność w takim kształcie jak obecnie, pozostaje pytaniem budzącym wątpliwości, ale też jest to kwestia postawionych wobec nich oczekiwań.
Michał Gajewski: Dla klientów to dobrze, jeśli banków jest dużo, bo to oznacza, że jest konkurencja i wybór. Ale czy to ma sens z punktu widzenia właścicieli i z perspektywy zwrotu z kapitału? Znaki zapytania pozostają. Podwyżki stóp procentowych pomagają również małym bankom po stronie dochodów odsetkowych. Zarazem wycena mark-to-market pozycji bilansowych sprawia, że niektóre banki mogą mieć kłopot ze wskaźnikami kapitałowymi. I wydaje mi się, że konsolidacja dalej by trwała, ale jest kilka czynników, które ją wstrzymują, jak np. kwestia kredytów frankowych. Równocześnie nie widzę, żeby inwestorzy mieli szczególny apetyt na kupowanie banków. Dotyczy to zarówno Polski, jak i Europy Zachodniej.
Leszek Skiba: Wrócę do transformacji cyfrowej. To jest swego rodzaju wyścig zbrojeń. Chcemy być coraz bardziej efektywni, w coraz bardziej zautomatyzowany sposób podejmować jak najwięcej decyzji kredytowych, mieć dobre systemy CRM (zarządzania relacjami z klientami - red.). To wszystko wymaga dużych budżetów i zaangażowania specjalistów światowej klasy. Mniejsze banki, które nie mają takich możliwości, są w dużo trudniejszej sytuacji. To czynnik, który będzie wspierał proces konsolidacji.
Brunon Bartkiewicz: Ja od paru już lat mówię głośno, że Polska to nie jest kraj dla wszystkich banków, w Polsce nie każdy bank się sprawdzi. Banki małe muszą mieć charakter niszowy. Próby podejmowane przez mniejsze banki, żeby mieć charakter uniwersalny, nie mają szans powodzenia.
Kiedy mówimy o konsolidacji, to nazywając rzeczy po imieniu, myślimy o tym, czy małe banki mogą przetrwać, a nie o tym, że połączenie takich dwóch podmiotów daje większą wartość. Zwracam też uwagę, że kłopoty każdego banku w Polsce to problem dla nas wszystkich. Na pewno sukcesem jest to, że udało się w ostatnich latach unikać formuły upadłości - poza drobnymi wyjątkami. Ale mówiąc szczerze, jeśli patrzymy na rentowność naszego sektora, to wiadomo, dlaczego chętnych, aby podjąć się próby prowadzenia tego interesu w Polsce, jest mało. Do niedawna mniejsze banki, które miały pewną wizję działania, mogły liczyć na to, że znajdą inwestora. Teraz tego nie ma.
„Gwiazdy” po raz ósmy
Debatą prezesów rozpoczynamy ósmą edycję „Gwiazd bankowości”, konkursu DGP i firmy doradczej PwC, w ramach którego na początku czerwca wyłonimy najlepsze polskie banki. Podobnie jak w poprzednich latach, o lokacie w konkursie decydować będą wyniki finansowe, ale także rezultaty badania prowadzonego wśród klientów oraz ocena kapituły. Prócz nagrody głównej przyznamy „Gwiazdy” w kategoriach: dynamika, stabilność, dochodowość, innowacyjność, relacje z klientami oraz ESG.
Partnerem merytorycznym rankingu „Gwiazdy bankowości” jest PwC
Notował Łukasz Wilkowicz