Zatrudnieni mają powody do zadowolenia. Firmy mniej: koszty idą w górę, a ceny ich wyrobów są niższe niż przed rokiem.

Nieco ponad 20 zł zabrakło, by średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw sięgnęła w lutym 8 tys. zł. I tak była o 12,9 proc. wyższa niż rok wcześniej – wynika z danych opublikowanych w środę przez Główny Urząd Statystyczny. Dynamika wynagrodzeń przewyższyła oczekiwania analityków.

W styczniu ustawowe minimalne wynagrodzenie za pracę wzrosło do 4242 zł, tj. o 17,8 proc. względem ostatniego wzrostu w lipcu 2023 r., co miało też wpływ na zmiany przeciętnych miesięcznych wynagrodzeń brutto w sektorze przedsiębiorstw” – zaznaczył GUS.

„Wygląda na to, że olbrzymia skala podwyżki płacy minimalnej spłaszcza siatkę wynagrodzeń, generując presję płacową wśród pracowników nieobjętych płacą minimalną. Sugeruje to, że efekty podwyżki płacy minimalnej w postaci podwyższonej presji płacowej będziemy obserwować jeszcze w kolejnych miesiącach” – ocenili w komentarzu do danych GUS ekonomiści PKO BP.

Ich zdaniem wpływ wyższej płacy minimalnej widać w budownictwie, gdzie średnia płaca była w lutym o 15,6 proc. wyższa niż rok wcześniej. „Wyraźnie dwucyfrowe wzrosty płac nadal dotyczą branż z relatywnie niskim poziomem wynagrodzeń, jak zakwaterowanie i gastronomia, działalność usługowa, administracja” – dodali.

Mniej optymistyczną interpretację przedstawił Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. „Nietypowo wysoki, jak na luty, wzrost płac mógł wynikać z przyspieszenia wypłaty części ruchomych uposażenia – typowych dla marca. Być może w części jego przyczyną były procesy restrukturyzacyjne w firmach. W lutym miała miejsce nieoczekiwana i nie typowa redukcja zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw” – zauważył.

Ekonomiści rynkowi zwracali uwagę na niemal 10-proc. wzrost płac w ujęciu realnym. Nawet biorąc pod uwagę lekki spadek zatrudnienia w firmach (w skali roku wyniósł 0,2 proc.), mamy do czynienia ze zwiększeniem realnego funduszu płac o 9,6 proc. „Dane o funduszu płac są spójne z naszym scenariuszem ożywienia konsumpcji w najbliższych kwartałach” – podsumowali ekonomiści Credit Agricole Bank Polska.

Chociaż zatrudnieni mają powody do zadowolenia, to w GUS-owskim badaniu ufności konsumenckiej nie widać w marcu znaczącego wzrostu optymizmu. Syntetyczne wskaźniki „bieżący” i „wyprzedzający” są co prawda na najwyższych poziomach od wybuchu pandemii, ale w ostatnich dwóch–trzech miesiącach ulegały tylko niewielkim zmianom.

Perspektywa pracodawców

Mniej korzystnie wygląda bieżąca sytuacja z perspektywy pracodawców. Im rosną koszty zatrudnienia, natomiast ceny są średnio o ok. 10 proc. niższe niż rok wcześniej. Polska należy do krajów z najwyższymi spadkami cen producentów w ujęciu rocznym (w porównaniu ze styczniem był minimalny wzrost). W lutym mocniej niż u nas taniały wyroby przemysłu w Norwegii (na co wpływ ma duży udział branży paliwowej). W styczniu ponad 10-proc. spadki notowano jeszcze w Bułgarii, Belgii i we Włoszech.

Obniżki cen w przemyśle powinny sprzyjać ograniczaniu inflacji konsumenckiej. Na tle trendów cenowych w przemyśle i w detalu wyraźnie wyróżniają się ceny w budownictwie. W lutym były o 7,5 proc. wyższe niż rok wcześniej.

Pozytywnym sygnałem okazały się dane na temat produkcji przemysłowej. Była ona w lutym o 3,3 proc. wyższa niż rok wcześniej (to dane oczyszczone z wpływu zmian cen), co przewyższyło prognozy analityków. „Struktura produkcji wskazuje, że ożywienie ma różno rodne źródła, ze strony globalnego przemysłu, zamówień obronnych (remonty sprzętu), mniej krajowego popytu konsumpcyjnego. Czekamy aż wysokie tempo płac realnych przełoży się na wydatki konsumpcyjne. Konsumpcja będzie głównym motorem wzrostu krajowej gospodarki w 2024 roku, ale w danych o produkcji widać także ożywienie działów eksportowych” – zaznaczyli eksperci ING Banku Śląskiego. ©℗

Czesi mają takie stopy procentowe jak my

Bank centralny Republiki Czeskiej obniżył wczoraj stopy procentowe o 0,5 pkt proc. Podstawowa stawka została zmniejszona do 5,75 proc. Oznacza to, że jest taka sama, jak jej odpowiedniczka w Polsce.

Nad Wełtawą było to drugie cięcie stóp w tym roku. Cykl łagodzenia polityki pieniężnej został zapoczątkowany w grudniu. Wcześniej przez półtora roku podstawowa stopa czeskiego banku centralnego była utrzymywana na poziomie 7 proc. (u nas maksymalna stawka wynosiła 6,75 proc.).

Bardziej restrykcyjna polityka pieniężna pozwoliła naszym południowym sąsiadom na mocniejsze obniżenie inflacji. W lutym ceny płacone przez konsumentów były w Czechach średnio o 2 proc. wyższe niż rok wcześniej. U nas był wzrost o 2,8 proc. Równocześnie jednak w Czechach utrzymuje się słaba koniunktura. Do końca ub.r. gospodarka nie odrobiła strat z okresu pandemii.

Nie tylko Czesi decydowali wczoraj o stopach procentowych. Już po zamknięciu tego wydania DGP decyzję miała ogłosić amerykańska Rezerwa Federalna. ©℗

ŁW
Roczna zmiana cen / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe