Autopromocja

Obywatelskie rozczarowanie, czyli jak pieniądze na zdrowie burzą zaufanie [OPINIA]

Lekarz
Shutterstock
14 listopada 2022

Kiedy obecny rząd w 2018 r. zdecydował się wprowadzić przynajmniej częściowo budżetowe finansowanie ochrony zdrowia (do tej pory mieliśmy na leczenie tyle, ile uzbieraliśmy, od teraz miał dokładać budżet), uważałam, że to odważny krok, na który nie zdecydowali się poprzednicy. A kiedy słyszałam, żebym nie była naiwna, bo gdy tylko zaczną się kłopoty budżetowe, to z tych 6 czy 7 proc. PKB gwarantowanych na zdrowie i tak niewiele zostanie – znowu broniłam systemu.

Muszę zacząć od wyznania: wierzę w państwo jako instytucję. Zawsze uważałam, że powinno się stawiać na publiczną edukację, gromadziłam argumenty do rozmów ze sceptykami (a takich w moim otoczeniu nie brakuje): publiczne szkoły mają lepsze boiska, są bliżej domu, z zaangażowanymi nauczycielami, uczą życia społecznego. Wierzę też w publiczny system ochrony zdrowia: przeprowadziłam niezliczone rozmowy o tym, że nie należy stawiać na nim kreski. Dentysta? Spróbuj na NFZ. Naprawdę się opłaca. Specjaliści? Warto podzwonić, na pewno gdzieś jest lepszy termin. Badania diagnostyczne? Można zrobić bezpłatnie.

To wyznanie robię nie bez przyczyny. Bo moja wiara co i rusz zostaje nadwyrężona. Nie z tego powodu, że zderzam się z rzeczywistością (choć to też), i nie z tego powodu, że mogę nie zgadzać się z ideologią prezentowaną przez rządzących. Chodzi o to, że po prostu jestem robiona – przepraszam za kolokwializm, ale trudno inaczej to nazwać – w bambuko. O edukacji pisać nie będę, bo zmiany są robione dość jawnie. Jednak przy zdrowiu mam wrażenie, że jesteśmy wpuszczani w maliny cichcem.

Autopromocja
381298mega.png
vAT KOMENTARZ.png
380777mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png