Kryzys, z którym obecnie borykają się zarówno banki centralne w całej Europie, jak i amerykański Fed, różni się od tego z lat 2007–2009. Typowy kryzys płatności, z którym mierzyły się wówczas sektor finansowy i światowa gospodarka, pozwolił wyciągnąć wnioski i wprowadzić regulacyjne wentyle bezpieczeństwa, obejmujące przede wszystkim płynność oraz limity dotyczące kontroli adekwatności kapitałowej. U podłoża obecnego kryzysu leżą szoki, które nawarstwiły się w ostatnich latach i uruchomiły reakcje łańcuchowe w światowej gospodarce. Obecna sytuacja wymaga zastosowania skalibrowanej pod kątem niespokojnych czasów polityki pieniężnej, o czym dyskutowali uczestnicy debaty „Rola banków centralnych w niespokojnych czasach” na Krynica Forum.

Mandat banków centralnych

Jak zauważył Paweł Szałamacha, członek zarządu Narodowego Banku Polskiego, jeszcze kilka lat temu inflacja była na historycznie niskim poziomie, część banków centralnych szukała dla siebie nowych zadań. Mówiono wówczas o zmianie czy rozszerzeniu mandatu banków centralnych. Europejski Bank Centralny – nakreślał Szałamacha – zaczął się wtedy zastanawiać, czy nie powinien zajmować się polityką klimatyczną, polityką energetyczną i regulacyjnymi metodami nakładania różnego rodzaju wymogów kapitałowych, buforów czy wag ryzyka, co miało na celu odcięcie tradycyjnego przemysłu od finansowania.

– Powstało wówczas wiele publikacji, opracowań, artykułów naukowych. Zajmowano się np. ryzykiem dla sektora finansowego, zwłaszcza dla ubezpieczycieli, wynikającym ze środowiska niskich bądź zerowych stóp procentowych. Tytuły tych artykułów brzmiały na przykład „Niskie stopy na długo”. Dzisiaj patrzymy na to z pewnym zażenowaniem. Jak można było taką postawę prezentować? A jednak tak było – relacjonował Paweł Szałamacha.

– My jako Narodowy Bank Polski za bardzo nie przejmowaliśmy się tą modą intelektualną, ale faktem jest, że te kilka dekad niskiej inflacji spowodowało zasadnicze zmiany i tym bardziej na świecie jest duże zaskoczenie obecnymi procesami – dodał członek zarządu NBP.

Megabodźce inflacyjne

Rosnąca inflacja uruchomiła lawinę dyskusji nad zjawiskami leżącymi u jej podstaw. Diagnoza w tym zakresie jest tym istotniejsza, że od niej zależą skala i rodzaj podejmowanych przez bank centralny działań. Jako pierwszą przyczynę inflacji Paweł Szałamacha wymienił luźną politykę monetarną stosowaną przez największe banki centralne świata, czyli wieloletni okres niskich, zerowych, a nawet ujemnych stóp procentowych w połączeniu ze zmasowaną akcją banków w zakresie luzowania ilościowego (skupu aktywów przez banki centralne – red.). Na przykład EBC prowadzi tę politykę od 10 lat i nadal skupuje obligacje krajów strefy euro.

Na to – tłumaczył członek zarządu NBP – nałożyła się pandemia koronawirusa i szoki związane z zerwanymi łańcuchami dostaw. Wielomiesięczne zamknięcie globalnej fabryki, jaką jest chińska gospodarka, zamknięcie sieci logistycznych, ograniczenie obsługi przez porty i linie przewozowe poskutkowały ograniczeniem możliwości transportu dóbr, które i tak były produkowane w mniejszych ilościach.

Następnie w 2021 r. mieliśmy do czynienia z grą Putina z rynkiem gazu i ropy i stałym wzrostem cen. Ostatecznym „megabodźcem” inflacyjnym, który pojawił się w ostatnich miesiącach, jest inwazja Rosji na Ukrainę. – Podniesiony poziom zaniepokojenia wszystkich, szaleństwo na rynkach energetycznych, na rynkach paliw płynnych, surowców. W związku z tym dwucyfrową inflację mamy z powrotem – tłumaczył Paweł Szałamacha.

Z jego punktu widzenia kluczowe jest teraz pytanie o to, w jakiej perspektywie czasowej można spodziewać się spadku inflacji na świecie. – Oczywiście to jest także pytanie do nas, do Narodowego Banku Polskiego, jak się na tej mapie widzimy w porównaniu z krajami regionu Europy Środkowej i także, siłą rzeczy, z innymi bankami centralnymi. Ale trzeba powiedzieć, że jest zasadnicza różnica między bankami, które emitują waluty rezerwowe, czyli czterema największymi bankami centralnymi świata, i bankiem centralnym gospodarki rozwijającej się, ale średniej – przypomniał członek zarządu NBP.

Zdaniem Pawła Szałamachy Narodowy Bank Polski znajduje się w dobrym miejscu stawki banków centralnych. – Jako jedni z pierwszych zaczęliśmy normalizować naszą politykę pieniężną już jesienią poprzedniego roku, zaprzestając programu luzowania ilościowego i zaczynając podwyżki stóp procentowych dokonywane krok po kroku – zauważył.

Zajęte rezerwy rosyjskie dla Ukrainy

Wybuch wojny w Ukrainie, oprócz tego, że przyczynił się do wzrostu inflacji na świecie, przyniósł również wiele pytań o odbudowę gospodarki kraju dotkniętego wojną. W ocenie Rafała Litwińczuka, wiceprezesa zarządu Alior Bank, przedsięwzięcie to będzie wymagało olbrzymich nakładów, które cały świat i Europa będą musiały ponieść, aby zneutralizować skutki wojny.

– Pojawiają się różne pomysły na sposób sfinansowania i funduszy. Myślę, że ze względów geograficznych Polska może odegrać bardzo istotną rolę w świadczeniu pewnej pomocy i usług w tej odbudowie. (…) Sama odbudowa finansów spowoduje na pewno ogromne potrzeby pożyczkowe i konieczność pomocy Ukrainie w tym zakresie, natomiast w jakim stopniu Europa jest w stanie tę pomoc zrealizować, to myślę, że zobaczymy – powiedział wiceprezes zarządu Alior Bank.

W kontekście potrzeb pożyczkowych Ukrainy Paweł Szałamacha podkreślił, że pomoc dla tego kraju powinna zostać sfinansowana z rezerw rosyjskich.
To ok. 350–400 mld dolarów, które zostały zajęte w ramach sankcji nałożonych na Rosję, a które – w ocenie członka zarządu NBP – powinny trafić do Ukrainy w transzach w ciągu kilku lat po zaprzestaniu działań wojennych.

– Próba zaproponowania Ukrainie – do czego zmierza część państw – pomocy, która byłaby pożyczkami czy kredytami pod tytułem dłużnym, jest niejako związaniem gospodarki powojennej, po gigantycznych stratach, po ubytku PKB rzędu 35–40 proc. i nałożeniem na ten kraj ciężaru, który Ukraina musiałaby potem oddawać albo zabiegać o jego restrukturyzację czy też umorzenie. Podkreślam, że podstawowe będzie rozstrzygnięcie militarne, ale uważam, że to, ku czemu powinniśmy zmierzać i jaki kierunek powinniśmy popierać jako nasz kraj, to przekazanie tych wszystkich zajętych rosyjskich miliardów Ukrainie – przekonywał Paweł Szałamacha.

W jego ocenie bez zdecydowanego sukcesu militarnego Ukrainy połączonego z głębokimi zmianami kultury politycznej w Rosji – co jest scenariuszem najbardziej pożądanym – należy się liczyć z tym, że pojawi się stały, podwyższony poziom zagrożenia, a Rosja będzie państwem szukającym odwetu. W konsekwencji doprowadzi to do utrzymywania reżimu sankcji i utworzenia swego rodzaju kordonu sanitarnego wokół tego kraju.

– Czekają nas w związku z tym wyzwania finansowania modernizacji polskich sił zbrojnych i utrzymywania ich na podwyższonym poziomie przez szereg następnych lat. To jest scenariusz, który uważamy za najbardziej prawdopodobny – przyznał Paweł Szałamacha.

Z kolei Rafał Litwińczuk zauważył, że fundusz wspomniany przez członka zarządu NBP „jest pewnie kroplą w morzu potrzeb”. – Nie wiem, czy to jest wystarczająca skala, by doprowadzić w pełni do odbudowy tego kraju – ocenił.

Kryptowaluty. Ostrożności nigdy za wiele

Nie bez wpływu na przyszłość systemów finansowych pozostaną wyzwania wybiegające poza horyzont geopolityczny, a związane z postępującą cyfryzacją. W tym kontekście znaczenia nabiera pytanie o przyszłość kryptowalut oraz NFT.

Jak zauważył wiceprezes Alior Banku, z punktu widzenia sektora bankowego decyzje regulacyjne w tym zakresie były nie do końca klarowne. – Zasadnicze pytanie jest takie, czy ten rynek powinien zostać w jakiś sposób uregulowany przez instytucje takie jak banki czy biura maklerskie, czy też powinien być pozostawiony takim podmiotom, które nie podlegają ścisłemu nadzorowi – wskazał Rafał Litwińczuk.

Jego zdaniem najlepsze rozwiązanie to wybór ścieżki „mniejszego zła” dla klienta. Banki i biura maklerskie nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego są zobligowane do spełniania pewnych standardów związanych z dyrektywą MiFID (ang. Markets in financial instruments directive) czy wskazaniem klientowi skali ryzyka związanego z kryptowalutami, czy ze zmiennością. – Klient musi po prostu spełniać pewne wymogi, żeby taki produkt ktokolwiek mu w instytucji finansowej zaproponował – podkreślił Rafał Litwińczuk. Jak dodał, dopuszczenie do obrotu krypotowalutami przez podmioty nieregulowane przyniesie więcej szkód niż pożytku.

Paweł Szałamacha wskazał na podstawowy problem z kryptowalutami z punktu widzenia banku centralnego. – Banki centralne, które emitują walutę także fiducjarną (niemającą oparcia w dobrach materialnych – red.), wypowiadają się o podobnym działaniu prowadzonym przez podmioty prywatne. Ale za nimi nie stoi żaden mechanizm autorytetu państwa, wypłacalności państwa. To czego uczą nas ostatnie lata, to że zawsze najpierw jest dyskusja i „parcie” części uczestników rynku i ono występuje w kostiumie retorycznym wolności, odpowiedzialności, pod hasłem „pozwólcie nam robić z naszymi pieniędzmi to, na co mamy ochotę”, do momentu, kiedy przychodzi crash test i wówczas te same często osoby narzekają, że nie były ostrzeżone, państwo nie uregulowało, nie uzyskały pełnej informacji, że to nie było zabezpieczone itd. – nakreślał członek zarządu NBP.

Dlatego też on sam doradza ostrożność, jeżeli chodzi o rozważanie inwestycji w kryptowaluty, nawet dołożywszy do tego wszystkie wymogi dotyczące klientów, którzy mogą kupować takie produkty finansowe.

– Mamy naprawdę zbyt wiele w naszym kraju różnego typu oszustw na bardzo podstawowym poziomie i masę krzywdy z tym związanej. W związku z tym jestem przekonany, że można zdecydowanie znaleźć w ramach całego systemu finansowego lepsze metody powierzenia swoich pieniędzy – podsumował.

Artykuł ukazał się w drukowanym wydaniu Obserwatora Finansowego Nr 10

Materiał powstał przy współpracy z NBP

Fot. materiały prasowe